Vanishing Point

Możliwość komentowania Vanishing Point została wyłączona 1

Wyścigów samochodowych nigdy za wiele. Oczywiście pod warunkiem, że będą to dobre wyścigi. Nie inaczej miało być w przypadku całkiem nieźle zapowiadającej się gry zatytułowanej adekwatnie do prezentowanych przez nią treści. Vaninshing Point, czyli Znikający Punkt ukazał się parę miesięcy temu na DreamCasta trzymając całkiem niezły poziom, jeśli chodzi o oprawę graficzną. Tyle tylko mogłem powiedzieć po obejrzeniu screenów z wersji na DC. Licencjonowane samochody, ładna grafika, dużo tras i opcji. Czego chcieć więcej? Tak to wyglądało na pierwszy rzut oka. Teraz czas rzucić po raz drugi.
Zacznijmy może od tego, że VP nie jest zwykłą serią wyścigów z przeciwnikami. Naszym głównym zadaniem będzie tu zmieszczenie się w odgórnie wyznaczonym czasie przewidzianym na przejazd danej trasy. Oczywiście, naszym poczynaniom towarzyszą przeciwnicy, a nawet zwykli kierowcy próbujący spokojnie wrócić do domu, ale i tak priorytetem jest tu czas. Mamy do dyspozycji 13 tras, plus ich odwrócone wersje oraz  lustrzane odbicie zarówno zwykłej, jak i odwróconej trasy. A więc całkiem sporo. Kierować przyjdzie nam jednym z trzydziestu dwóch markowych samochodów pochodzących ze stajni takich firm jak Ford, BMW czy Audi (jest model TT!). Dla niecierpliwych i zabieganych przewidziano tryby Sibgle Race, Time Trial oraz Head 2 Head dla dwóch graczy. Śmiałkom, którzy odważą się wziąć udział w trybie Tournament w odpowiednim momencie dojdą dodatkowe opcje takie jak Tune Up Shop, gdzie można podrasować swoje auto, oraz możliwość szczegółowego ustawiania jego parametrów. Jak na razie, można rzec, iż wszystko jest OK.
Dźwięk standardowy – trzyma klasę. Pisk kół, warkot silnika, zderzenia i inne odgłosy są na wystarczająco wysokim poziomie by można było spokojnie grać. To samo tyczy się muzyki, dobrze dopasowanej do klimatu wyścigów – dość szybkiej i wcale nie nudnej.
Teraz pora na nieco nadpsute danie główne psujące nieskazitelny jak dotąd obraz wzorowych wyścigów. Grafika w stosunku do wersji na DC mocno kuleje… To znaczy… Jest… No dobra! Bez zbytniego owijania w  bawełnę: uprzedzam, że będę walił prosto z mostu i nie będę ściemniał:)! OK. Grafika ssie jak nie wiem co. Jest po prostu koszmarna. Nikt nie spodziewał się co prawda po PSXie wysokich rozdzielczości, rozmywania tekstur efektu bump-mappingu i podobnych wodotrysków, ale czegoś takiego na pewno się nie spodziewałem. Dla porównania odpaliłem sobie na moment kilka starszych gier wyścigowych. I konfrontację w tej konkurencji wygrał… Na pewno nie VP! To, czego dokonali autorzy konwersji jest po prostu niewybaczalne. Tekstury pływają, widać ogromne piksele, a samochody są po prostu obleśne:(. Zawiodłem się szczerze.
Ale zaraz, moment! Czy przypadkiem wymienione na wstępie zalety nie decydują o dużej wartości tego produktu mimo niedoróbek graficznych? Nie, nie i jeszcze raz nie! Czy zauważyliście może, iż umyślnie pominąłem kwestię sterowania i model jazdy? Chciałem zostawić go sobie na deser. A jest naprawdę specyficznym kąskiem. Nie wiem, jak się to miało w wersji na DC, ale tu jest po prostu tragicznie. Nigdy i nigdzie nie spotkałem się z tak nieposłusznymi maszynami, nawet w życiu. Analogowe sterowanie  jest aktywne przez cały czas w przypadku Dual Shocków i innych analogowych joypadów. Nie da się go wyłączyć. Musiał to być umyślny zabieg developerów, gdyż gdyby sterować normalnymi klawiszami, samochód musiałby jeździć non-stop zygzakiem, lub odbijać się od ścian. Analogowa gałka częściowo eliminuje te niedogodności, ale nawet przy lekkim wychyleniu nasz wóz wariuje i traci przyczepność. Masakra. Sterowanie jest tak niesamowicie czułe, że poślizgów nie da się w prosty sposób kontrolować. Nie wiem co było celem takich ustawień. Aspiracje do bycia ultra realistycznym symulatorem możemy chyba wykluczyć. W Gran Turismo jakoś nie doświadczyłem podobnych efektów ubocznych. Po zdobyciu możliwości tuningu samochodu jesteśmy w stanie zwiększyć przyczepność, ale okropnego sterowania nie można wykluczyć. W celu wspomożenia zawziętych graczy, którzy mimo wszystko zdecydują się rzucić wyzwanie temu tytułowi autorzy zaimplementowali kolejny tryb, o którym umyślnie nie wspomniałem na początku, gdyż należy zaliczyć go do działu pod tytułem „Nauka jazdy”. Jest to opcja Stunt  Driver, czyli seria różnych sztuczek treningowych, takich jak skok w dal, przeróżne i wymyślne obroty, oraz kombinacje wielu innych zagrań. Jeżeli ktoś zaliczy wszystkie z nich pomyślnie, może śmiało stawać do dalszej walki o zwycięstwo. Ale na mnie nie liczcie.
Granie w VP nie tylko nie sprawiło mi zbyt wielkiej satysfakcji, ale na dodatek przepełniło mnie frustracją i kompletnie rozczarowało. To bardzo nierówna gra. Miała zadatki na bardzo dobrą, ale kilka rażących wad wyklucza taką możliwość. Brzydkie samochody, które na DC były ładne, rozklejone tekstury, pikseloza. Na koniec nieudane sterowanie. Jeśli odpowiadają Wam takie klimaty, to proszę bardzo. Ja jednak wolę wybrać  nawet którąś ze starszych gier niż męczyć się na każdym zakręcie i modlić, by nie zakręcić się jak karuzela po lekkim puknięciu w bandę. Szczególnie biorąc pod uwagę fakt, iż niczego nowego jeśli chodzi o grafikę już na PlayStation nie zobaczymy (a szkoda :(( ). Pozostaje Gran Turismo, Ridge Racery, Need 4 Speed i inni królowie szos, do których niejeden gracz z pewnością wciąż powraca.

Vanishing Point
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)
admin

View all contributions by admin

Similar articles