Unreal Tournament

Możliwość komentowania Unreal Tournament została wyłączona 1

Na pudełku od Unreal’a widnieje napis: „Dozwolone od osiemnastu lat”. Po dokładnym wgraniu się mogę z ręką na sercu powiedzieć, że może jest to trochę przesadzone (jak zwykle zresztą), ale tak czy inaczej, rzeźniczego charakteru tej gry nie da się uniknąć, albowiem to, co się tu wyprawia, można określić tylko jako rzeźnię.
Po ustawieniu poziomu trudności na maksa (ale nie tylko) i dobrnięciu do czwartego, czy też piątego levelu, kiedy to pośród zamkniętych przestrzeni wraz z tobą biega kilku graczy (pięciu, siedmiu), jedyne odgłosy jakie tak naprawdę do ciebie docierają (jak zdążą oczywiście, bo może się okazać, że właśnie taki sam wydałeś z siebie padając na glebę) to krzyki (wręcz darcie mordy) rozwalanych graczy. Krzyki, którym dotrzymują towarzystwa odgłosy padających ciał lub odklejających się od ścian ich kawałków. Wrzaski, żeby nikt sobie nie pomyślał, nie są tylko tymczasowym echem. Kiedy zacznie się walka, krzyki tak naprawdę umilkną dopiero po zakończeniu poziomu. Czy udanym czy też nie, to już tylko kwestia szybkości rozwalania pojawiających się pacjentów.
Skoro sens gry został już pokrótce przedstawiony, to teraz przejdę w takim razie do specjalności, jakie serwuje nam otoczenie samej gry.
Graficznie Unreal prezentuje się bardzo dobrze. Nie wyśmienicie, ale podkreślam- bardzo dobrze. Prawdą jednakże jest, iż w porównaniu do grafiki jaka została zaprezentowana na Pececiaku, konsolowe wydanie pozostawia trochę do życzenia. Jednak w porównaniach mowa jest tu oczywiście o dość kosmicznie wyładowanym wnętrzu peceta. Co najmniej z GeForcem, mocnym prockiem i niezłą kupą pamięci. Więc jeżeli ktoś z czytelników posiada właśnie coś podobnego w domu, jest to od razu równoznaczne z tym, iż wersji konsolowej nie musi oglądać nawet z ciekawości. Natomiast jeżeli ktoś znajduje się w posiadaniu Voodziaka dwujeczki, to Playak może okazać się rozsądniejszym środkiem do używania tej gry.
Tak więc przy transformacji na konsolę Unreal gdzieś po drodze trochę na grafice utracił. Co, znając parametry techniczne Playstation dwa, może budzić pewien niedosyt.
Pisząc jednakże o grafice trzeba nadmienić o jednym szczególe. W tej grze, kiedy widzi się wybiegający zza zakrętu cień, ostatnią rzeczą jaką się wykonuje jest szczegółowe przypatrywanie się przeciwnikowi i ocenianie, czy tu wygląda lepiej, a w tamtym szczególe może gorzej. Tu najpierw się nawala, a potem przygląda na to, co się rozmyło po ścianie i podłodze. I zapewniam, że biegając z gunem po levelach poziom graficzny otoczenia często jest w zupełności niedostrzegany. Tym bardziej, kiedy na ogonie mamy pacjenta z wyrzutnią rakiet. A drugi z „flackiem” nawala z naprzeciwka. Postacie są wtedy ostatnią rzeczą, na jaką zwraca się uwagę.
Jeżeli zaś idzie o muzykę i całą oprawę dźwiękową, to w wypadku Tournamenta nie ma się do czego przyczepić. Odgłosy demolki brzmią po prostu swojsko. Przeładowywanie broni i naparzanie z niej to najzwyczajniej na świecie muzyka dla ucha, a rozpryski ciał po ścianach to już wręcz majstersztyk.
Rewelacją tej gry oraz prawdopodobnie rzeczą, która czyni z Unreala na konsolę gierę, w którą przyjdzie nam siekać godzinami, jest sposób rozwiązania problemu sterowania. Dzięki różnym ustawieniom „klawiszy” na kontrolerze w tej grze tak naprawdę nie potrzebujemy mychy i klawiatury. W stresowych sytuacjach (pięciu pajaców strzela w ciebie, w siebie i po suficie) kontroler zdaje egzamin na szóstkę. Z pewnością przynajmniej w takich sytuacjach, jak ta opisana powyżej, nie robi z ciebie ofiary. Dodatkowo jeśli wychodzisz z założenia, że obracanie się w czasie walki jest zbyt powolne i staje się przyczyną twojego szybkiego zgonu, wystarczy po prostu zmienić „sensitivity” kontrolera i już możemy się kręcić w kółko bez opamiętania (nie należy oczywiście przesadzać z czułością kontrolera).
Choć rzeczywiście graficznie konsolowe wydanie nie do końca być może spełnia oczekiwania, to jednak gra zawiera w sobie szereg elementów które sprawiają, że jest cholernie wartą polecenia. Oprócz szeregu zwykłych misji dostajemy sporą dawkę przeróżnych „dwumeczy”. Dodatkowo wraz z pokonywaniem po kolei poziomów otwierają się przed nami przeróżne dodatkowe elementy, na przykład postacie nowych zawodników.
Bez względu na wszystko gra nie jest głupia. Na pewno wyrwie z życiorysu kilkadziesiąt godzin, na samo dzień dobry oczywiście. Potem nawet, gdy nastąpi początkowe zmęczenie materiału i tak dalej będzie nas kusiła i ponownie wyrywać będzie kolejne godziny naszego życia.
Ocena końcowa: 8.5 – ażeby najlepiej zasmakować tej gry należy ustawić poziom trudności na maksa i przeć mozolnie do przodu. Dopiero wtedy gra pokazuje, co tak naprawdę w sobie kryje.

Unreal Tournament
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)
admin

View all contributions by admin

Similar articles