Top Gear Rally

Możliwość komentowania Top Gear Rally została wyłączona 1

Jeszcze do niedawna na N64 brakowało dobrych wyścigów samochodowych. Dostępne „San Francisco Rush” nie zachwycało wszystkich, „Sega Rally Championship” uchodziło za totalną klapę sedesową, zaś świetny, bliżniaczy tandem „Mario Kart 64” i „Diddy Kong Racing” zaliczano raczej do czystej klasy zręcznościówek. Jednym słowem było smutno i żle. Na szczęście rok 1998 przyniósł wielkie zmiany. Jednym z ich przejawów było…

ZŁE DOBREGO PĄCZKI
Pewnego dnia mój kuzyn, szczęśliwy posiadacz konsoli Nintendo, przyniósł do domu grę. Zwała się TOPornie „Top Gear Rally”, czyli „wyścig najwyższego biegu”. Rzecz straszna dla Amerykanina, jakim był od czternastu już lat mój kuzyn. Biegu? A co to jest bieg? Będziemy biegać w tym samochodzie? Czy to taki nowy silnik – im facet pakerniejszy, tym bardziej zasuwa? I co? Jak to co! Wpakowaliśmy cart w konsolę, pojawił się tytuł, szturmem przebrnęliśmy przez opcje nie zapominając włączyć „automatu”, i wreszcie oczom naszym ukazała się żywa gra.
Samochód na starcie, obok niego trzy inne. Mój kuzyn, Dominik, stwierdził, że trzech rywali to banał. Spoko, będę pierwszy! Spojrzałem na trasę. Przed nami droga, po prawej morze, po lewej zaś wyspa. Grafika fajna, szczegółowa, bez sztucznych fajerwerków typu jabłuszka na drzewkach czy ogródki przed zadbanymi domkami. Człowiek czuje się swojsko… Gdy można już było ruszać, ruszyłem. Niezły ryk silnika umilił mi pierwsze metry. Trochę tylko nierówno jechałem, zbytnio zbliżając się do betonowej bandy chroniącej mnie przed kontaktem ze słoną, morską wodą. Postanowiłem delikatnie wyrównać. Leciutko skręciłem w lewo. Co ja mówię… leciutko dotknąłem wajchy na padzie, zaś samochód dał czadu o równe 90 stopni wkaszaniając się z impetem w bandę. Kuzyn zaczął się śmiać. „Co jest, świnio!” – zapytałem kierując te słowa bardziej do samochodu niż do Dominika. Wycofałem się na trasę. Znów gaz do dechy, leciuchne wyrównanie i znów banda. A kuzyn w brecht. Odłożyłem pad i powiedziałem mu „Graj!”. Zasiadł uszczęśliwiony coś jeszcze pyskując. Ruszył i po chwili bandował. Zaczęłem się śmiać. A on popyskował trochę, wycofał, wyrównał i znowu gaz do przodu, po chwili znowu banda… Nie dało się grać!

ŚRODEK PĄCZKA JEST SMACZNY
Po godzinie było już spoko. Jeżdziliśmy zakusami, bardziej lawirując po dość pustej drodze niż jadąc prosto do przodu. Przypominało to jazdę pijanego kierowcy bus’a na Marszałkowskiej. Mimo to grało się znakomicie. Powiedziałbym nawet, że to niezwykle czułe sterowanie dodawało grze smaczku! Nie było łatwych prostych, nie było banalnych skrętów. Jak na prawdziwym wyścigu, trzeba było uważać 25 godzin na dobę!

NA ZAKOŃCZENIE PĄCZEK
Tras jest sporo. Dostęp do kolejnych uzyskujemy po pokonaniu poprzedniej na odpowiednim miejscu. Na ogół dostajemy też lepszy samochód, szybszy i zwrotniejszy. Utrudnia to jazdę, ale daje więcej zabawy. Mamy też zmienne warunki atmosferyczne – raz jest słonecznie i trzeba mrużyć oczy, kiedy indziej jest ślizgawica, bywa też deszcz i mgła, które to zjawiska mocarnie utrudniają jazdę (trza znać trasę na pamięć, by nie kończyć każdego zakrętu na bandzie, ewentualnie mieć dyplom z jasnowidztwa). Sporo jest też skrótów, dzięki którym przemkniemy przez jaskinię lub piaszczystą plażę tuż nad brzegiem morza. Naprawdę, nie brakuje niczego!
Grafika „Top Gear Rally” jest znakomita. Podobać się może nie tylko otaczający nas teren, ale i same samochody. Oczywiście nie chodzi mi o to, że można je sobie dowolnie pomalować przed rozpoczęciem wyścigu (mamy spray i sobie smarujemy…), ale o to, jak zachowują się na trasie. Na każdym zakręcie widać działanie siły odśrodkowej, wóz zmienia swe ułożenie w czasie skoku, lądowanie po takowym oznacza kilka charakterystycznych bujnieć, zaś kolejne zderzenia czynią z samochodu wrak… po prostu realizm, piękny realizm. Szkoda tylko, że czasem szwankuje wykrywanie kolizji. Zdarza się też, że grę trzeba zresetować, bo się utkwiło w ścianie i za nic nie da się wyjechać!
Muzyka też jest klawa. Podczas zmagań towarzyszy nam rytmiczna, skoczna kompozycja, inna dla każdego toru. Dodatkowo mamy piski opon, wybuchy zdezelowanych samochodów, a przede wszystkim ciężką pracę silnika. Brzmi ona tak, jak powinna, i kto wie, może nawet lepiej!
Grywalność, jak już pisałem, rządzi! Trzeba się tylko postawić i przez pierwsze pół godziny nie poddawać. Póżniej jest już dużo lepiej, a po kilku dniach granie w inne gry, o mniej czułym systemie sterowania, rodzi poważne problemy!
Multiplayer – w porząsiu. Co prawda gra się wtedy nieco trudniej, jako że niewielki ekran utrudnia orientację w terenie, ale za to zabawy jest kupa. Szkoda tylko, że jeden zły ruch powoduje, że jedyną szansą na zwycięstwo jest wkurzyć kuzyna, tak by zaczął rzucać padem…
Zatem: grajcie! „Top GAR Rally” jest naprawdę dobre, miłe i (po pewnym czasie) przyjemne. I najważniejsze: gwarantuję, że gra na długo wam starczy. Nie jest łatwo dotrzeć na ostatnią trasę, dzięki czemu będzie o co walczyć. Do upadłego!

Top Gear Rally
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)
admin

View all contributions by admin

Similar articles