Star Wars: Demolition

Możliwość komentowania Star Wars: Demolition została wyłączona 2

„Z pustego i diabeł nie naleje”. Znacie to powiedzenie? Niezbyt odkrywcze, ale bardzo życiowe. A znacie pana George`a Lucasa, twórcę sagi Gwiezdnych Wojen? Pewnie, że tak. A co powiedzenie ma wspólnego ze znanym producentem i reżyserem filmowym? Więcej niż można by sądzić. Otóż, w jego przypadku, te kilka słów to nic nie znaczące znaki – w jego przypadku powiedzenie nie sprawdza się całkowicie – któż jeszcze odświeżając kadry Trylogii sprzed dwudziestu lat po raz kolejny robi minimalnym nakładem pracy niemałą fortunę? Nikt inny, tylko sam Lucas. Przykłady można mnożyć w nieskończoność. To tak jakbyś sprzedał dwa razy tego samego psa – który za każdym razem wraca do Ciebie. I tak w nieskończoność. Edycje specjalne, limitowane, karty do gry, zręczne chwyty marketingowe, do tego wydawane przez Lucasarts kolejne gry na podstawie serii Star Wars. Kto z Was zliczy ile ich było? A każda sprzedaje się co najmniej dobrze. Mieliśmy ostatnio wyścigi, zręcznościową przygodówkę opartą na motywach Epizodu Pierwszego… Niestety, żadna z nich nie doczekała się konwersji na PlayStation. A to spora strata pieniędzy.
Tym razem mamy okazję zobaczyć czym Lucas postanowił wypełnić powstałą lukę. Gra Star Wars: Demolition już czeka. Podtytuł od razu sugeruje z jakim rodzajem produktu będziemy mieli do czynienia – wystarczy tylko przypomnieć sobie recenzję ostatniej części Destruction Derby i już połowę tłumaczenia mam z głowy. Do tego należy dodać elementy znane nam doskonale z obu części gry Vigilante – broń, strzelanie, power-upy, bonusy, dopalacze. Do tego jeszcze oczywiście wszechobecny klimat świata Star Wars i oto mamy kolejną pseudosamochodową (pseudo – gdyż pojazdy są dosyć zróżnicowane) strzelaninę połączoną z rozwałką otoczenia.
Skoro od otoczenia zacząłem, wypada skończyć i napisać parę słów o środowisku gry. Aren przeznaczonych do śmiertelnych starć jest dosyć sporo. Każda z nich posiada swoje charakterystyczne elementy, zależnie od planety, na jakiej się znajduje. Mamy do wyboru pustynne bezkresy Tattooine (Mos Eisley), gdzie uzbrojona w macki paszcza potwora wyziera z piasku czekając co lepszych kąsków, Dune Sea, również na Tattooine, lesiste tereny planety Naboo, miasto w chmurach znane ze SWE1: Racer, palnetę Dagobah, Hoth, Yavin 4, a nawet Gwiazdę Śmierci II. Choć tematycznie prezentują się bez zarzutu można nieco ponarzekać na stronę techniczną. Wykonanie nie jest na tyle satysfakcjonujące, by siedzący z boku fan Gwiezdnych Wojen mógł z zapartym tchem obserwować monumentalne scenerie. Za to dla gracza ściskającego joypad w dłoniach nie powinno mieć już to pierwszoplanowego znaczenia, gdyż wydarzenia związane z ustawiczną walką o przetrwanie skupią w zupełności jego uwagę.
Same modele pojazdów także są dosyć różnorodne. Znajdziemy tu zarówno pojazdy o antygrawitacyjnym napędzie poruszające się podobnie do bolidów z WipeOut, jak i przeróżne maszyny bojowe, kroczące, a także ciekawostki w stylu droidów na skuterach, landspeedera Luke`a, Rocket Packa Boby Fetta i innych znanych ze srebrnego ekranu maszyn.
Patrząc chronologicznie, grę należy ulokować po wydarzeniach znanych widzom z części piątej filmu – Imperium Kontratakuje. Potyczki na arenach kontroluje sam Jabba, znany z zacięcia do niezbyt legalnych interesów. Tym razem jest podobnie – wygrywa ten, kto jako jedyny ostanie się na placu boju. Chętnych nie brakuje, a przebiegły łotr prócz rozrywki zyskuje fundusze na dalsze, równie interesujące inwestycje.
Jak zwykle w produktach firmowanych logiem Star Wars bez zarzutu pozostaje oprawa audio gry. Znane, tematyczne melodie Johna Williamsa po raz kolejny dadzą się słyszeć podczas zabawy. Wszystkie pozostałe odgłosy – strzały z laserowych dział, eksplozje, kolizje – do złudzenia przypominają to co mogliśmy usłyszeć w filmach.
Do wyboru mamy kilka trybów rozgrywki. Autorzy nie zapomnieli na szczęście o trybie gry dla dwóch graczy, co znacznie wydłuża żywotność produktu. Decydując się zaś na Single Player stajemy przed możliwością wyboru jeden z kilku trybów. Battle, Tournament, High Stakes i Hunt-A-Droid nie są może czymś specjalnym, gdyż tylko lekko modyfikują zasady gry i zasadniczo każą nam skupić się na strzelaniu i zręcznym manewrowaniu pojazdem, lecz stanowią jakieś urozmaicenie, a to zaliczyć należy na plus. Równie miłym dodatkiem są biografie występujących w turnieju postaci, oraz krótkie filmiki prezentujące je w różnych sytuacjach. Początkowo, rzecz jasna, nie wszystkie są dostępne, podobnie jak dodatkowi zawodnicy.
Dynamiczne intro zwiastuje szybką akcję. Spodziewałem się prędkości na miarę tych z „Racera”, lub przynajmniej pozwalających poczuć wiatr we włosach. Niestety, w tym wypadku czekało mnie niemiłe rozczarowanie. Rozgrywka okazała się nieco zbyt ślamazarna by sprostać moim oczekiwaniom. Niektóre pojazdy poruszają się jak muchy w smole, i to wcale nie z racji swej rzeczywistej powolności, lecz raczej zaniedbania autorów. Bo nie wierzę, iż kilka lat temu dało się zrobić dynamiczną i przyjemną w każdym calu Vigilante (wraz z jej sequelem), a u schyłku roku 2000 nagle coś spowolniło wszystkie pojazdy. Tym bardziej, że Luxoflux – team odpowiedzialny za opracowanie gry – był odpowiedzialny za rzeczonego Vigilante`a, który zaiste był w swoim czasie produktem bliskim doskonałości. Gdyby ten element dopracować do przyzwoitego poziomu w tej chwili gra zyskałaby moją rekomendację, gdyż pozostałe aspekty SW:D są naprawdę niezłe.
Niestety dla niej, dobra gra tego gatunku m u s i być szybka, dynamiczna i efektowna. Przynajmniej dla mnie. Bez względu na wspomniane zalety SW:D pozostaje dla mnie grą przeciętną. Zdaję sobie sprawę, iż zagorzali fani gwiezdnej sagi i tak po nią sięgną (a słowa Star Wars w tytule podnoszą w ich oczach moją ocenę o kilka punktów w górę), ale ja niestety do nich nie należę i oceniam grę w kategoriach, w jakich patrzę na serię Destruction Derby i Vigilante. A na ich tle „Demolition” wypada niestety trochę blado.

Star Wars: Demolition
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)
admin

View all contributions by admin

Similar articles