Soul Edge (jap.)/ Soul Blade (US & euro)

Możliwość komentowania Soul Edge (jap.)/ Soul Blade (US & euro) została wyłączona 1

„Transcending history of the world, the tale of soul and sword…” tymi właśnie słowy rozpoczyna się intro do jednej z dwóch bijatyk wszechczasów, które pojawiły się na konsoli PSX. Tą pierwszą jest Tekken, drugą zaś – Soul Edge. Dlaczego w momencie, gdy na DreamCasta ukazał się właśnie następca opisywanej przeze mnie gry, ja powracam do jej poprzedniczki i poświęcam jej ten tekst? Dlaczego?! Bo wracać do niej warto, naprawdę warto. Jednych może skłonić do tego upodobanie sobie tego tytułu wśród wielu konkurentów, innych sentyment. Ja bardzo mile wspominam spędzone z SE chwile, więc dla mnie przyczyną jest i jeden i drugi powód. Ale wróćmy do gry.
Kiedy pierwszy raz ujrzałem renderowany film będący introdukcją do mającej się za chwilę rozpocząć przygody, moje oczy zobaczyły coś, co było szokiem absolutnym. Wspaniałe, kolorowe, dynamiczne, zrealizowane w konwencji teledysku. Było po prostu niesamowite. To byłoby jednak nic, gdyby nie tytułowa piosenka, śpiewana miejscami w duecie, miejscami solo, idealnie podłożona tak by podkreślać swym rytmem wydarzenia przelatujące w ułamku sekundy przez ekran wielkiego telewizora. Być może intro było dopasowane do tego utworu, może na odwrót. Faktem jest, że do dziś jest to jeden z (bardzo niewielu) moich ulubionych filmów, jakie kiedykolwiek widziałem w grze. Nadal, gdy patrzę na dzisiejsze produkcje stwierdzam, że większość nie umywa się do wyczynu grafików z Namco, po zobaczeniu którego ciężko było podnieść się z fotela. Od tamtej pory konsolę resetowałem jeszcze wiele razy – by tysięczny raz podziwiać to arcydzieło. Ktoś kiedyś napisał, że grę opłaca się kupić dla otwierającego ją filmiku. Nigdy jednak nie miałem okazji by przyznać mu rację, więc robię to teraz.
Ale zaraz… przecież po introdukcji coś jeszcze może być – uświadomiłem sobie po kilku godzinach…;)) Wcisnąłem więc przycisk Start, by kontynuować rozpoczętą już historię. Moim oczom ukazało się menu. Menu, jak to menu – podobne do innych, znalazłem w nim więc standardowe opcje walki dla dwóch graczy, w trybie arcade (po ukończeniu którego czekało na każdą postać kilka zakończeń, generowanych w czasie rzeczywistym, na przebieg których można było wpływać – ale o tym w dziale opisów), Time Attack, Survival, Team Battle, czy walka dla dwóch graczy i standardowe opcje i ustawienia gry. Oprócz tego znalazło się jednak miejsce dla czegoś, co przedłuża przyjemność czerpaną z gry przynajmniej o połowę. Jest to tryb Edge Master Mode. Należy w nim, kierując kolejno każdą postacią, przebyć podczas podróży po świecie serię walk z licznymi udziwnieniami i utrudnieniami. Zaraz wyjaśnię na czym to polega i co oferuje graczowi w zamian, prócz satysfakcji z uwieńczenia kolejnych potyczek sukcesem. Rozpoczynamy na mapie świata i naszym oczom po chwili ukazuje się księga z pożółkłymi stronicami przedstawiająca nam nasze losy. Cała historia gry skupia się wokół tytułowego Soul Edge – Ostrza Duszy, magicznego miecza (na początku konkretnie dwóch – postać miecza zależy  od jego posiadacza… zresztą, nieważne – zobaczcie sami), który swemu posiadaczowi daje władzę i potęgę. W grze autorzy umieścili ponad 10 (10 podstawowych) postaci, których historie przeplatają się i wiążą ze sobą, lecz nieuchronnie wiodą do pojedynku z mitycznym już, krwiożerczym piratem, Cervantesem de Leon, posiadaczem żyjącego ostrza, które swej złej siły i potęgi użycza właśnie jemu, nierozerwalnie się z nim złączając. Niektórzy szukają zemsty na Cervantesie, inni chcą po prostu miecza, by użyć go do swych celów (od zniszczenia tegoż ostrza po panowanie nad innymi za jego pomocą). Osobną historię przedstawiono nam dla każdej postaci, a dzięki wygrywaniu kolejnych pojedynków poznajemy ją coraz dalej. Czy już wspomniałem o charakterze nagrody za wygrane pojedynki? Nie zdążyłem chyba jeszcze napisać, iż gra, w odróżnieniu od innych bijatyk wykorzystuje tak świetny patent jak broń. Tak, właśnie, wszelkiego rodzaju broń biała: miecze, katany, sztylety, topory… jest nawet nunchaku!!! W tym momencie składam szczere i serdeczne ukłony w stronę twórców Soul Edge, ponieważ tak udanej gry z bronią białą w roli głównej nie widziałem jeszcze do tej pory i zobaczyłem dopiero w automatowym hicie, wydanym na  DC sequelu SE – Soul Calibur (również ze stajni Namco). Wracając do kwestii wynagrodzenia naszego trudu w boju, chyba już domyślacie się, że są nim nowe bronie? Tak! Dla każdego z naszych wojowników możemy zdobyć zawrotną liczbę 8 broni o różnych parametrach i osiągach w walce. Są lekkie i szybkie, cięższe i wolniejsze, przepotężne, lecz obniżające energię swego posiadacza, idealnymi połączeniami okazują się zazwyczaj ostatnie, ósme bronie, najtrudniejsze do zdobycia. Każdą zdobytą broń można wykorzystywać później w innych trybach gry. Istnieją nawet specjalne rankingi, osobne dla wyników osiągniętych w walce zwykłą, i osobne dla wyczynów dokonanych bronią specjalną. Każdy mieczyk można dokładnie obejrzeć i wypróbować w Practice Mode, na wybranej arenie.
Areny – tych również jest multum. Każda postać posiada odpowiednią dla siebie arenę o pasującym do niej stylu. Areny są wspaniałe. Wykonane są inaczej niż w serii Tekken, gdyż ich rozmiar jest limitowany (można go regulować w opcjach gry). Jeżeli przeciwnikowi uda się wypchnąć nas poza jej obręb, walka jest stracona. Pozwala to na zupełną zmianę taktyki. Postać, której energia jest na wyczerpaniu, ma jeszcze szansę na wygranie walki podstępem. Ach! Jak ja to lubię! Scenerie te są w pełni trójwymiarowe i jak na tamte czasy tak szokująco wykonane, że czasami zapierało dech w piersiach. Zmieniające się podczas walki pory dnia, zachodzące słońce, walka na płynącej kanionem tratwie, na falującej wodzie, wśród wysokiej trawy szarpanej podmuchami pustynnego wiatru….. Cool! Jeżeli już zacząłem pisać o grafice napiszę wszystko. Postacie wykonane są rewelacyjnie, poruszają się idealnie, tak jak powinny. Wykonano dla każdej z nich animacje ruchów mimicznych twarzy; widać kiedy krzyczą, mówią, zwijają się z bólu. Miecze tnące powietrze zostawiają kolorowe smugi światła we wszystkich barwach tęczy. Po trafieniu przeciwnika obserwujemy fantastyczne wybuchy i błyski. Intro, areny, postacie, ciosy, broń, zakończenia. Mistrzostwo!
Nie pozostali w tyle również autorzy ścieżki dźwiękowej. Po wspaniałym utworze z intra czeka nas wiele równie dobrych utworów, w wersjach zwykłych i zaaranżowanych. Jest naprawdę wiele równie wpadających w ucho, co majestatycznych melodii. Jeśli chodzi o dźwięk, to nie mam do niego również absolutnie żadnych zastrzeżeń. Jest bardzo dobry. Ciekawostka: zakończenia w wersji amerykańskiej i europejskiej (Soul Blade) pozostały takie jak były w japońskim oryginale – dodano jedynie angielskie podpisy. Za to zawartość księgi, którą mamy przyjemność poczytać w Edge Master Mode, została poddana całkowitej translacji na język angielski. Jedyną przewagą jaką posiada wersja japońska, jest praca w 30 fps (klatki na sekundę), co owocuje widoczną zwyżką płynności animacji (tak więc najlepiej byłoby mieć obie wersje, gdyż i tłumaczenie się przyda, a i te 5 fps różnicy robi jednak swoje).
Nie napisałem jeszcze o kilku (nastu /dziesięciu) rzeczach, o których mógłbym wspomnieć, jak na przykład o tym, że broń, można upuścić podczas walki i dalej walczyć gołymi pięściami, o manualnym sterowaniu kamerą podczas replay`ów, o kilku ukrytych postaciach, czy mnóstwie rzutów i ciosów specjalnych. Uważam jednak, że nie ma po co. I tak już wiecie, że gra jest wspaniała. Mimo tego, że ma już kilka lat na karku, wciąż jest dla mnie jedyną alternatywą dla Tekkena. I chyba długo nią pozostanie, jeżeli nie SE to Soul Calibur. Jest to naprawdę wielce udana seria i grzechem byłoby, żeby ktoś, kto nazywa siebie fanem fighterów, lub chociażby fanem PlayStation nie spróbował choć raz jak smakuje magia Ostrza Duszy. Dla mnie nie liczy się to, że gra liczy już sobie parę lat. W tym przypadku, jej twórcy mogą nazywać siebie prorokami za przyczyną umieszczenia w niej krótkiego, aczkolwiek tym razem prawdziwego zdania, które całkowicie popieram. „The Legend will NEVER die!!!”

Soul Edge (jap.)/ Soul Blade (US & euro)
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)
admin

View all contributions by admin

Similar articles