Silent Hill

Możliwość komentowania Silent Hill została wyłączona 2

Czy pamiętasz, kiedy ostatnio naprawdę się bałeś? Może to było przed egzaminem, może gdy w ciemnej alejce opuszczonego parku ujrzałeś jarzące się czerwonym płomieniem nienawiści oczy bandyty? Gdy uciekając mu czułeś każdy jego ruch, jakby był Twoim? A może kiedy próbowałeś swych sił w skoku z kilkudziesięciometrowego mostu na bungee? Czy tak? Zapomnij o tym! Są znacznie przyjemniejsze sposoby aby poczuć dreszczyk emocji i ciarki przebiegające Ci po plecach z każdą sekundą zbliżania się niebezpieczeństwa. Jest Silent Hill.
Bezsenne noce, których efektem było uratowanie życia swojego i przyjaciół przed bandą wygłodniałych, rozkładających się pożeraczy ludzkich organów były czymś co przyciągnęło do konsol PSX (a później także PC) miliony graczy z całego świata. Seria Resident Evil odniosła olbrzymi sukces nie tylko w Japonii. Próbą połączenia wybitnego dzieła Capcomu z elementami RPG stał się Squaresoftowy Parasite Eve. Nie zaspokoił on jednak apetytu graczy łaknących widoku gnijących trupów wydzielających ohydny odór, czekających na przepołowienie strzałem z shotguna. Wszystkich, którym mało było Tyranta, Birkina i im podobnych maszkar z pogranicza najgorszego koszmaru postanowiła Konami uraczyć smakowitym kąskiem, jakim bez wątpienia jest ich kolejna gra.
Już na początku, wsłuchując się w intro, mamy nieodparte wrażenie, że coś tajemniczego wisi w powietrzu. Nie mówię tu bynajmniej o śliniących się latających maszkarach, ale o niepokojącej atmosferze opuszczonego miasta duchów (i nie tylko). Po chwili możemy się przekonać, iż tak w istocie jest. Spokojne kroki powoli zmieniają się w bieg, spowodowany cichym wynurzaniem się z mroku krwiożerczego potwora, a niewinnie wyglądający zaułek potrafi w kilka sekund zamienić się w miejsce rzeźni. O ile Resident Evil głównie bazował na zaskoczeniu gracza, podniesienie jego poziomu adrenaliny przez nagłe ataki i towarzyszące im podkłady muzyczne, tutaj sprawa wygląda nieco inaczej. Mimo, że wiemy o rychłym pojawieniu się wrogiej kreatury (odpowiednie dźwięki, dual shock), właśnie sama świadomość sprawia, że czujemy się osaczeni, a napięcie z każdą chwilą rośnie, by prowadzić do zaskakującego finału. Od gracza zależy, czy uda mu się, opanować, zachować zimną krew i nie dać się zwieść posępnym odgłosom. Będzie to zadanie trudne. Nasze zmysły atakowane są raz po raz nową dawką wydarzeń, obrazowanych w sposób bardzo sugestywny.
Jako, że wywarła na mnie duże wrażenie, pozwolę sobie napomknąć o muzyce (o ile można określić tym mianem wspomniane posępne odgłosy zlepione w doskonałą całość). Muzyce, bez której zbudowanie tak misternie utkanej pajęczyny grozy nie byłoby w ogóle możliwe. Otóż: jest intrygująca, tajemnicza, niesamowita, miejscami przygnębiająca, zwiastująca nagłą i okrutną śmierć. Właściwie, jest to bardziej dźwiękowy podkład niż muzyka, ale atmosfera horroru towarzyszy mu na każdym kroku.
Kolejnym bodźcem powodującym, że nasze drżące ze strachu dłonie ściskające dual shocka, co jakiś czas będą musiały posłużyć, aby sprawdzić sobie tętno jest grafika. Właściwie nie jej wykonanie, ale obrazy przedstawione przez twórców gry tak ładną polygonalną układanką. Tego nie da się jednoznacznie określić, ale jedno jest pewne – działa. O dziwo, przewrócony wózek inwalidzki z kręcącymi się jeszcze kółkami zrobił na mnie większe wrażenie niż ciało zadziobanego przez wrony komandosa (Resident). Gra nie bazuje na zwyczajnym epatowaniu okrucieństwem i przemocą, ale wpływa na psychikę gracza. Takich akcentów pojawi się w grze duuużo więcej. Najlepiej samemu poczuć, jak cierpnie skóra. Nad technicznymi aspektami grafiki nie ma co się rozwodzić. Oprawa stoi na wysokim poziomie. Można jedynie nadmienić, że miasteczko, które przyjdzie nam zwiedzać nie jest zlepką statycznych lokacji, a liczoną w czasie rzeczywistym grafiką z płynnie zmieniającą się, zależnie od punktu naszego położenia, kamerą. Niektórym może się to nie spodobać, ale z pewnością skróci czas oczekiwania na przebycie kolejnych drzwi. Ogólnie OK.
Czyżbym jeszcze nie napisał w kogo będziemy mogli się wcielić i rozwiązując kolejne zagadki ciąć napotkane bestie kuchennym nożem? Śpieszę z wyjaśnieniem. Głównym bohaterem gry jest Harry Mason, ojciec małej Cheryl, zaginionej w złowrogim miasteczku duchów. Prócz setek kreatur, na swojej drodze spotka on jeszcze kilka ludzkich postaci, które mniej lub bardziej przyczynią się do rozwoju akcji. To właściwie wszystko, co można powiedzieć o fabule, której twórca miewał chyba w młodości psychopatyczne sny i teraz dając ujście dławionej w sobie przez lata furii miota biednym Harrym jak tylko chce. Albo po prostu umie pisać interesujące scenariusze. Historia jest nieliniowa. Znajdziemy aż pięć dróg prowadzących do alternatywnych zakończeń, więc gra powinna wystarczyć na trochę czasu. Chyba jednak gość znał się na swojej robocie.
Ogólne wrażenie jakie odniosłem, jest więcej niż dobre. Dużym minusem jest niestety niezbyt ciekawy arsenał broni do dyspozycji, a i ilość maszkar pozostawia sporo do życzenia. Na plus można zaliczyć niespotykany dotąd w grach klimat. Każdy musi sam zastanowić się czy mu to odpowiada. Spragniony ostrej jatki z Magnum w roli głównej nie znajdą tutaj tego, co może dać im Resident. To po prostu dwie różne gry, o zupełnie innym podejściu, chociaż działające na podobnych zasadach. Tym którzy jeszcze nie mieli okazji wypruć flaków Birkinowi, albo Tyrantowi polecam nabycie poprzednich części Residenta, oraz oczekiwanie na trzecią. Tym zaś, których palec wskazujący prawej dłoni reaguje natychmiast na cichy szmer w ciemnościach, próbując nacisnąć nieporadnie przycisk R1 (pozycja bojowa w RE), radzę spróbować swoich sił w zalanym gęsta mgłą niepokoju Silent Hill.

Silent Hill
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)
admin

View all contributions by admin

Similar articles