Rigde Racer Type 4

Możliwość komentowania Rigde Racer Type 4 została wyłączona 2

Czym jest konsola bez gier? Podstawką pod kwiatek lub pod piwo? Urządzeniem do przyciągania kurzu? Ozdobą stylowego mieszkania? (oczekuję równie interesujących propozycji;). W przypadku PS2 jest nieco inaczej, bo możemy pójść do wypożyczalni, wybrać film i obejrzeć go w domowym zaciszu – to wyjątek, ale skupmy się na produktach dających użytkownikowi swobodę działania, bo film możemy obejrzeć w kinie lub na wideo. Zawsze, w momencie premiery konsoli powinny czekać na graczy flagowe produkty danej maszyny, niedostępne nigdzie indziej, mające stanowić motywację i główną zachętę do nabycia danego systemu. Jeśli takich gier nie ma – dzieje się coś niedobrego.
W przypadku PSX, firmą podającą SONY pomocną dłoń okazała się Namco. Japoński team, znany i szanowany w japońskim świecie gier od wielu lat, dostarczył graczom dwóch megahitów w wersjach exclusive dla PlayStation – Tekken i Ridge Racer. W przypadku PS2 nie jest inaczej – Tekken Tag Tournament i Ridge Racer V godnie reprezentują wysoki poziom techniczny gier na nową konsolę. O ile pierwszy tytuł (na PSX) sprzedawał się wraz z każdą konsolą, drugi przyćmiony blaskiem wielkiego T, wypadł w podsumowaniu nieco gorzej. Co nie przeszkodziło mu stać się kolejnym wielkim hitem Namco i doczekać licznych kontynuacji. Ridge Racer Revolution, Rage Racer i ostatni tytuł z tej serii na starą Sonkę – Ridge Racer Type 4.
Jest to zarazem ostatni tytuł, w którym przyjdzie nam obejrzeć Reiko jako „dziewczynę serii RR”. Piąta część odcinając się od dotychczasowej tradycji prezentuje nam już jej następczynię, która niestety mniej przypadła mi do gustu. Być może właśnie dlatego postanowiłem dziś napisać parę słów o RRT4 wieńczącym działalność firmy Namco na polu PSX`owych wyścigów. Powód dobry jak każdy inny – wszak, i ten nie jest bez znaczenia.
Wszystkich, którzy spodziewali się kolejnego wielkiego skoku jakościowego – podnoszącego poprzeczkę, wyznaczającego nową, czwartą już, generację gier na PSX muszę niestety rozczarować. Poprawki są, podobnie jak w przypadku Gran Turismo i jego sequela, kosmetyczne. Nieco poprawione tekstury, motion blur użyty w odpowiednich momentach pozwolił uzyskać efekt smug pozostawianych na zakrętach przez tylne światła rozpędzonych samochodów, parę nowych rodzajów oświetlenia i podobne błahostki. Istotnym plusem jest jedynie maksymalne zoptymalizowanie kodu gry, co sprawiło, iż obiekty są widoczne już z dużej odległości – nie „wyrastają” nagle przed maską samochodu jak to było za czasów jedynki i dwójki (a momentami nawet trójki). Rage Racer był naprawdę zaawansowanym już produktem i dokonanie kolejnego przełomu na tej samej platformie sprzętowej graniczyło z cudem. Zmienił się oczywiście design i ogólny layout poszczególnych menusów, ale nie ma to przecież żadnego wpływu na właściwy engine gry wykorzystywany podczas wyścigu. Na pocieszenie mały tip: odpalcie dla porównania pierwszego Ridge Racera, którego każdy z nas powinien darzyć choć odrobiną szacunku i być może żywić do niego również sentyment – efekt będzie natychmiastowy. Ja posmutniałem oglądając bitmapową laskę niosącą tablicę startową… A więc jednak coś w dziedzinie gier ewoluuje – może w niektórych przypadkach nie jest to na pierwszy rzut oka (przyzwyczajonego do coraz nowszych innowacji) skok zauważalny, ale nie da się ukryć, że rozwój jest nieubłagany.
Sam styl jazdy nie zmienił się ani odrobinkę. To nadal ten sam czysty arcade, który tak kochają salonowi gracze. Tu nie ma miejsca na symulację – kontrolowany poślizg, brutalna jazda, blokowanie własnym „ogonem” dostępu do wyższej lokaty, ocieranie się o bandy bez ciągłego wpadania w panikę w obawie o dachowanie, czy złamanie osi. Te wszystkie przyjemności autorzy zostawili grom typowo symulacyjnym stawiając w tym przypadku na maksymalną prędkość, dynamiczną i bezstresową jazdę. Niektórych denerwuje w serii RR brak oryginalnych modeli samochodów do wypróbowania na trasie – zamiast tego mamy twory panów z Namco, mimo wszystko bardzo dobrze zaprojektowane. Mnie nigdy to nie przeszkadzało, więc nie zaliczam braku licencjonowanych aut grze na minus.
Zamiast zaawansowanych opcji tuningowych otrzymaliśmy możliwość wzięcia udziału w turnieju, po którego kolejnych etapach ukończonych na odpowiednio punktowanej pozycji otrzymujemy nowe modele samochodów danego producenta (na początku musimy zdeklarować, w barwach jakiego teamu będziemy się ścigać). Namco zachwalając swój produkt podała, iż w grze będzie dostępnych 320 modeli pojazdów. Teoretycznie jest to prawdą, lecz wypada wspomnieć, że większość jest wariacjami kilku podstawowych modeli. Nie zmienia to faktu, iż końcowe „wynalazki” osiągają prędkości rzędu 400km/h a wyglądem przypominają skrzyżowanie bolidu formuły 1 z nowoczesną amfibią. Ach ten arcade`owy klimat! ;). Poza pomalowaniem swego auta na wybrany kolor możemy także umieścić na nim swoje logo, uprzednio stworzone w prostym edytorze graficznym dołączonym do gry. Miła ciekawostka, nieprawdaż?
Oprócz standardowo umieszczanego w grach wyścigowych trybu Time Trial, po kilku dobrych latach wreszcie doczekaliśmy się możliwości gry we dwoje na jednym ekranie. Tras jest sporo, a ich zróżnicowanie również jest spore. Znajdziemy trasę miejską, leśną, górską, nadmorską, wiejską, nocne, dzienne. W sumie jest ich więcej niż w poprzednich częściach – aż osiem. Przy tym pełne są momentów wymagających naprawdę dużego refleksu i zręcznych palców. Dostarczą bez wątpienia masę dobrej zabawy.
Na koniec wypada mi wspomnieć o stronie dźwiękowej, która ponownie (jak to zwykle w grach Namco bywa) nie została zaniedbana. Szybkie utwory dopasowane swym klimatem do tras przeplatają się z nieco spokojniejszymi, ale równie mocno motywującymi do dalszej jazdy. Nie nudzą, nie są tandetne ani źle dobrane. Podobnie jak wszystkie inne dźwięki są takie, jakie powinny być. A muzyka z intra wznosi artystów odpowiedzialnych za soundtrack na wyżyny.
Największą ujmą dla RRT4 stał się w oczach graczy fakt, iż gra nie dokonała kolejnej rewolucji. Jest ździebko bardziej urozmaicona, ma dużo samochodów do zdobycia, więcej tras, wspaniałą muzykę. Cóż z tego jednak, jeśli Rage Racer miał to wszystko już ponad rok temu? Problemem nie są niestety umiejętności developerów, bo tych z pewnością im nie brakuje, lecz ograniczenia nałożone odgórnie przez nieubłaganą architekturę konsoli. RAM nie jest z gumy, a częstotliwości procesorów graficznych chyba nikomu nie w głowie „podkręcać”? Jeśli naprawdę chcecie więcej polygonów, tekstur, więcej wszystkiego – szybka przesiadka na PS2 rozwiąże problem. Natomiast, jeżeli zamierzacie pozostać jeszcze trochę przy starej konsoli – właśnie czytacie recenzję najlepszej arcade`owej gry wyścigowej na swoją szarą ulubienicę.

Rigde Racer Type 4
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)
admin

View all contributions by admin

Similar articles