Prince of Persia

Możliwość komentowania Prince of Persia została wyłączona 5

W chwili, gdy piszę te słowa, „Prince Of Persia 3D” jest już na rynku. Wczoraj przeglądałem recenzje, jakie zebrał w polskich i zagranicznych pismach. Były różne. Niektórzy recenzenci grę chwalili, widząc w niej godnego następcę pierwszych dwóch części, większość piszących była jednak „POP 3D” zawiedziona. Ich zdaniem piękna grafika i interesujący dźwięk to nie wszystko – liczy się też grywalność. Ci pierwsi jednak – miłośnicy przygód księcia – odpowiadali im, iż do wszystkiego trzeba się przyzwyczaić, że życie w błędzie pozbawi ich przyjemności obcowania z bajecznie kolorową Persją. Odpowiedzią był śmiech tudzież stukanie w czoło.
O takich dyskusjach dziesięć lat temu nie mogło być mowy. Wydane wówczas dzieło rodziny Mechner podbiło serca wszystkich graczy i przez długi czas liderowało na listach przebojów komputerów 16-bitowych. Zarówno wersja PC, jak i ta na Amigę i Atari ST, były majstersztykiem.
Wszystko zaczęło się od pomysłu młodego studenta, Jordana Mechnera. Chłopak ów, mając na swym koncie kilka niewielkich gierek oraz dobrze przyjętą „Karatekę”, postanowił zainteresować się dalekim Bliskim Wschodem. Wyobraził sobie postać księcia o prawym sercu pełnym miłości do pięknej księżniczki oraz złego wezyra, Jaffara, który pragnie królestwa dla siebie. Stąd było już niedaleko do zawiązania fabuły – oto Jaffar więzi księcia w ciemnych lochach swego pałacu i oświadcza się księżniczce. Biedny więzień ma tylko godzinę, by dotrzeć do swej wybranki i ocalić ją przed małżeństwem z chciwym Azjatą.
Mechner cztery długie lata pracował nad grą. Sam rozrysował trzynaście wielkich poziomów, stworzył doń świetną jak na tamte czasy grafikę („POP” działała nawet na karcie Herkules!), dopracował dziesiątki pułapek oraz zagadek, z którymi ścierać musiał się książe. Niezwykłą, bardzo klimatyczną muzykę napisał ojciec Mechnera. Wspomagał się on oryginalnymi utworami granymi przez starożytnych muzyków perskich, których kompozycje usłyszał na kasecie zakupionej w supermarkecie. Dzięki temu wrażenie, iż przenieśliśmy się do Persji, było jeszcze większe. Dodatkowe odgłosy gry, takie jak dźwięk nagich stóp księcia stukających w kamienne posadzki więzienia, podnoszące się i opadające żelazne kraty (wspaniały, realistyczny dźwięk łańcuchów) oraz szczękające szable, były po prostu porażające. Autentyzm na maksa, że aż wróble w kurniku ćwierkają!
Największą atrakcją programu była jednak superpłynna animacja głównego bohatera, przypominająca te znane z późniejszych „Flashback” czy „Another World”. Powstała ona dzięki oryginalnej motion-capture, techniki użytej chyba po raz pierwszy w historii gier. Mechner nagrał kamerą video swojego brata skaczącego, biegającego i fikającego w parku, a potem zdigitalizował obraz i odtworzył go na swoim komputerze. Dzięki temu animacja księcia utworzyła standard, który obowiązywał przez całą pierwszą połowę lat dziewięćdziesiątych.
Chyba nie muszę mówić, jak wielkim sukcesem okazała się ta skromna, jednodyskietkowa gra. W ciągu kilku lat sprzedano parę milionów jej kopii, przygotowano też jej wersje na niemal wszystkie obowiązujące platformy sprzętowe, włączywszy w to Commodore 64 i Gameboy’a. Miodność „Price Of Persia” wynikała przede wszystkim z dokładnego przemyślenia każdego z elementów gry, a następnie dopracowania go w najmniejszych szczegółach.
Weźmy walkę na miecze. Nasz księżunio błądząc po labiryncie korytarzy i zapadni spotyka od czasu do czasu wojowników. Na jego widok wyciągają oni miecze i rzucają się do walki. Liczy się zręczność… ale i myślenie. Mamy kilka rodzajów cięć, możemy parować ciosy przeciwników, wyprowadzać szybkie riposty bądź zbijać ich z rytmu. Co ciekawe, nie wszyscy walczą jednakowo. Co jakiś czas spotyka się bowiem wojownika, który posiada jakieś specjalne umiejętności, dzięki czemu walka z nim wymaga zupełnie innej strategii. Przykładowo pewien niezbyt sympatyczny grubas doskonale ripostuje, inny strażnik w ogóle nie atakuje czekając na twój ruch, a ożywionego kościotrupa nie sposób zabić.
Niezwykle interesująca była i jest wreszcie fabuła. Co jakiś czas natykamy się na ciekawe, wymagające myślenia zagadki. „Prince Of Persia” to nie tylko łażenie po labiryncie, unikanie gilotyn, wyskakujących z ziemi kolców czy też ostrego miecza przeciwnika, ale i niespodzianki typu blokujące drogę lustro (jak je obejść? A pamiętacie „Alicję w krainie czarów”?) czy pojedynek z własnym cieniem. Wszystko to czyniło z produktu Mechnera rzecz godną bardzo skupionej uwagi.
Dziś „Prince Of Persia” to relikt. Gracze, którzy cenią sobie dobrą grafikę, ciężko pracujące akceleratory, płynny scrolling ekranu i elastyczne kamery, mogą sobie pierwszą część przygód księcia odpuścić. Pozostałym radzę szarpnąć się na grę i… świetnie się bawić. Zero problemów ze sprzętem, zero konfiguracji czy czyszczenia dysku na potrzeby instalacji, po prostu czysta przyjemność. Fabuła wciąż jest interesująca, a dźwięk śliczny. Grałem weń wczoraj i muszę napisać, że starcia na szpady wciąż sprawiały mi olbrzymią satysfakcję, a przechodzenie po raz kolejny tych samych poziomów nie nudziło nic a nic. Szkoda tylko, że całość ukończyłem w jakieś 3-4 godziny. Cóż, takie są skutki grania w gry, które zna się niemal na pamięć.

Prince of Persia
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)
admin

View all contributions by admin

Similar articles