Pocket Bomberman

Możliwość komentowania Pocket Bomberman została wyłączona 2

Bomberman, dzidziuś firmy Hudson, jest jedną z najpopularniejszych konsolowych postaci. Pecetowcy znają go ze klasycznej już dziś zręcznościówki „Dyna Blaster„, natomiast właściciele platform firm Nintendo, Sega i Sony zetknęli się z nim wielokrotnie… Dziś Bomberman uderza w właścicieli GameBoy Color. Na początku niespodzianka – „Pocket Bomberman” nie jest tym, czym na pierwszy mógłby się wydawać. Nie umożliwia zabawy w kilku graczy na jednej konsoli, nie oferuje nawet sławetnego trybu Battle! To zupełnie inna gra niż to, do czego wielu z was przywykło.
Dziecko Hudson oferuje w zamian dwa rodzaje zabawy. W obu rycerzyka obserwujemy z boku, tak jak w klasycznych platformówkach takich jak „Super MarioLand” czy „Operation C„. Oznacza to, iż nasz bohater porusza się w dwóch kierunkach (lewo i prawo), a ponadto działają nań prawa grawitacji (skacze i spada). Bomberman nie zapomniał również o swych umiejętnościach mini-trałowca; stawia bomby z szybkością wodospadu, zbiera też rozmaite gadżety w postaci zwiększonej siły rażenia, dodatkowej bomby, detonatora czy bucików ułatwiających bieganie. Warto zaznaczyć, iż rozrzucane przez Bombermana ładunki wybuchowe nie podlegają wspomnianemu już prawu grawitacji – wiszą tam, gdzie zostały postawione. Ułatwia to namierzanie wrogich potworków, a jednocześnie podnosi grywalność. Na tym jednak podobieństwa trybów „Pocket Bomberman” się kończą.
W „Jump Mode” nasz bohater podskakuje do góry niczym rączy królik – automatycznie, bez ingerencji naciskowoklawiszowej 🙂 gracza. Utrudnia to osiągnięcie celu, to jest doprowadzenie rycerzyka na sam szczyt planszy przy jednoczesnym wybiciu wszelkiej maści potworów – przeszkadzaczy. W „Normal Mode” zadanie jest prostsze; skacząc z półki na półkę, kładąc bombkę za bombką Bomberman eliminuje kolejnych przeciwników (małe dziewczynki, ruchome kulki, stworki z kosmosu). Zadanie to utrudniają mu takie niespodzianki jak zapadnie czy bariery elektryczne (trzeba im zrobić bum, by znikły). Drzwi na kolejny etap otwierają się dopiero wtedy, gdy wszelkiej maści przeciwnicy zostaną wyeliminowani. Krain jest pięć (Las, Ocean, Wiatr, Chmura, Zło), a każdej z nich pojawia się pięć etapów (cztery klasyczne plus piąty – pojedynek z bossem).
Grafika programu jest jasna i czytelna. Postać głównego bohatera jest dość duża, widać wyraźnie, gdzie się znajduje, jaki przedmiot zbiera i do czego się on nadaje. Poszczególne krainy nie różnią się od siebie zbytnio jeśli chodzi o design – ot, inne kolorki, „teksturki”, nieco inni przeciwnicy i przeszkody. Również i animacja nie powala na ziemię; całe szczęście, że intro wprowadzające jest przyzwoite, zaś statyczne przerywniki mają swój własny styl. Nie można też narzekać na menusy – dzięki niewielkiej licznie dość oczywistych opcji trudno się w nich pogubić. Podobnie ma się rzecz z dźwiękiem – jest przyzwoity, ale daleki od rewelacji. Muzyczka przygrywająca w tle łatwo wpada w ucho, najwyraźniej tworzyli ją specjaliści, a nie amatorzy, jak to czasem bywa w przypadku gier na Playstation.
Widać wyraźnie, że Nintendo dba o jakość gier na swoje konsole i nie dopuszcza miernot. To właśnie m.in. dzięki tej polityce „Pocket Bomberman” stanowi przykład niewielkiej i nieskomplikowanej, ale dobrej gry, wykorzystującej zasady znane z klasyka, lecz przyoblekającej go w nowe szaty i nowe zasady. Kart cechuje się naprawdę sporą grywalnością, niezwykle przyjemnie kica się po platformach i pozostawia przeciwnikom upominki w postaci bomb. Szkoda jedynie, że nie zaimplementowano trybu wieloosobowego, niezwykle grywalnego (patrz: m.in. PC, Sony), a co za tym idzie – popularnego; inna sprawa, że pewno na niewiele by się zdał na tej konsoli.
Pocket Bomberman” zasługuje na siedem punktów w skali Joela. To dużo, a jednocześnie niezbyt wiele…

Pocket Bomberman
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)
admin

View all contributions by admin

Similar articles