Omega Boost

Możliwość komentowania Omega Boost została wyłączona 0

Pewnego pięknego wakacyjnego dnia, gdy zmęczony wróciłem do domowej oazy, usiadłem wygodnie i sięgnąłem ręką po coś do czytania. Traf chciał, że było to pismo o grach video (to dziwne, ale po całym pokoju walają mi się gazety o grach;)), które od niechcenia zacząłem przeglądać. Mój wzrok padł na dział konsolowy, w którym coolowy gość o apetycznej ksywce opisywał swoje odczucia po kilkugodzinych lotach na pokrytym łuskami cielsku. Gra zwała się Panzer Dragoon 2. Po kilkakrotnym przeczytaniu recenzji rzuciłem się w stronę skarbonki by przeliczyc kapitał, gdy nagle z transu wybiło mnie nieprzyjemne uczucie, że o czymś zapomniałem. Rzuciłem okiem na strony magazynu i przeczytałem: Saturn… Po włożeniu oka na miejsce uswiadomiłem sobie, że nie warto kupować drugiej konsoli tylko dla kupy łusek ziejącej ogniem na prawo i lewo. Konsoli, która zresztą i tak miała niedługo zakończyć żywot (byłem tego pewien!). Odrobinę rozczarowany porzuciłem myśli o pancernym smoku i jego przygodach.
Tamta gra była nietypowym rodzajem strzelanki 3D, w której dosiadając skrzydlatego przyjaciela rzucaliśmy wyzwanie tabunom przeciwników, których egzystencja miała się wkrótce zakończyć przy naszym skromnym udziale. Smok był widziany z tyłu, zza pleców bohatera, a wrogowie szli gęsto na rzeż, słani do piekła róznymi rodzajami „argumentów”.
Nic dziwnego, że kiedy pierwszy raz ujrzałem Omega Boost, pojawiło się w mojej głowie nieodparte skojarzenie: „Dragoon?!?!”. Gdy jednak przyjrzałem się dokładniej, zrozumiałem, że przy TV zamiast „czarnej trumny” stoi poczciwa Playka, a na ekranie zamiast błoniastych skrzydeł skrzą się stalowe kończyny uzbrojonego mecha. Mimo wszystko było to rozczarowanie miłe, gdyż już po chwili wypuszczając wiązki zielonkawych promieni mijałem stada radośnie wybuchających wraków, którymi stali się nieświadomi niebezpieczeństwa oponenci.
Nigdy nie zagrałem w PD, więc nie mogę dokonać osobiście porównania obu gier. Opierając się jednak na słowach recenzentów tego produktu, myślę, że OB oferuje o wiele więcej niż jej Saturnowy przodek. Należy tu dodać, że stworzenie gry przypadło ludziom odpowiedzialnych za szalone poślizgi i niebezpieczne zakręty Gran Turismo. Polyphony.
Grafika OB to coś, dzieki czemu należy ją zaliczyć do czołówki najlepiej wykonanych gier na PSX. Mnóstwo szczegółów widocznych na ekranie, kolorowe smugi pozostawiane przez pociski mające po chwili przeistoczyć swój cel w spowity polygonalnymi płomieniami wrak, poświata bijąca od silników naszego kolosa, gdy rozpędzając się miażdży zastępy wroga jest tym czymś, co wyciska siódme poty z aparatury ukrytej pod maską niemłodej już przecież, 32-bitowej maszyny.
Muzyka, mimo że nie spodobała mi się specjalnie, nie przeszkadzała w grze, a po jakimś czasie, zrobiła się nawet przyjemna dla ucha. Soundtrack gry to rave`owe brzmienia pozwalające wczuć się w klimat gry jeszcze bardziej.
Wszystko jednak byłoby na nic, gdyby nie inteligentnie dobrane sterownie. Atak, przyspieszenie, specjal, oraz przycisk odpowiedzialny za skierowanie się frontem do najbliżej położonego, potencjalnego odbiorcy salwy z dzierżonego przez robota potężnego guna, są wystarczające do dobrej zabawy bez zbędnych kombinacji.
Walka trwa praktycznie bez przerwy. Kolejne etapy przyniosą ze sobą potężną dawkę spotkań z wszedobylskimi stateczkami, przeplatanych co jakiś czas starciami z uzbrojonymi po zęby, genialnie zaprojektowanymi i zanimowanymi bossami. Dodać trzeba, że poziomów jest ponad 15, a rzadkością będzie spotkanie na każdym z nich mniej niż trzech bossów czekających, by obrócić Cię w proch, a Twojego mecha w zgliszcza. Nie będzie więc zbyt prosto. A jeżeli już myślisz, że opanowałeś OB do perfekcji, zerknij sobie w wolnej chwili na Replaye umieszczone na CD przez twórców gry i postaraj się nie popełnić samobójstwa. O ile dobrze pamiętam, „Pancerne smoczysko” można było przemaglowac na wszystkie możliwe sposoby w niespełna kilka godzin, włącznie z ukrytymi opcjami. OB daje dużo więcej rozrywki.
Gra prezentuje bez wątpienia wysoki poziom. Można powiedzieć o niej, że to bardzo dobra pozycja, a dla każdego miłośnika strzelanin – obowiazkowa. Jeżeli nocami śnią ci się dawne sesje z R-Type,a jadąc autobusem zastanawiasz się co by było, gdyby uzbroić go w kilka niewinnych działek i zbadać refleks innych kierowców, nie ma dwóch zdań. To gra dla Ciebie. Odrobinę zawiodła mnie muzyka, ale jeśli lubisz ten klimat – nie powinno Cię to interesować. Po prostu, za wiele oczekiwałem. Największy według mnie błąd, to brak możliwości zapisania stanu gry miedzy kolejnymi misjami, co zirytowało mnie niezmiernie. Można natomiast zapisywać replaye i trenować na zaliczonych już levelach, co będzie dobrą lekcją na przyszłość. Aby czerpać prawdziwą radość z gry, musisz wykazać się zręcznoscią i cierpliwoscią podczas kolejnych sesji, mieć dużo wolnego czasu i wieeelki telewizor. Przede wszystkim jednak – musisz kochać strzelanki.

Omega Boost
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)
admin

View all contributions by admin

Similar articles