Mario Kart 64

Możliwość komentowania Mario Kart 64 została wyłączona 3

Niby zwykła gra. Taki sobie wyścig dla dzieci. Przeciętna, trójwymiarowa grafika. Nieodkrywcze, odbajerowane, standardowe, znane już przed zagraniem wyścigi. Dno? Nie! „Mario Kart 64” jest grą znakomitą!
Kto grał w „Mario Kart” na SNES-ie, wie o co chodzi. A chodzi o zawody maleńkich kartów kierowanych przez największe gwiazdy ze stajni Nintendo – Mario, jego brata Luigi, Donkey Konga, słynnego Yoshi, złego Bowsera i całą resztę. Łącznie 8 słodziutkich postaci do wyboru. Póżniej silnik – 50cc, 100cc, 150cc. I rusza się na trasę.        Do wyboru jest kilka trybów rozgrywki. Oczywiście najfajniejszy jest Grand Prix, który pozwala nam na udział w jednym z 4 pucharów. Każdy z nich liczy sobie po cztery trasy, co daje nam łączną liczbę szesnastu różnych wyścigów! Jest i „Time Trails”, gdzie ścigamy się z czasem. Po przejechaniu okrążenia pojawia się „duch”, czyli odzwierciedlenie tego, jak jechaliśmy za poprzednim razem. Dzięki temu od razu wiemy, gdzie tracimy czas, gdzie zaś go zyskujemy. Pozwala to nam na lepsze przygotowanie się do zmagań z kolegą. Tak – jest i multiplayer. Cudo! Chyba najlepszy na Nintendo 64! Do czterech graczy na jednej konsoli. Zero zwolnień, zero gorszej grafiki. Każdy z ekraników odpowiadających poszczególnym graczom zawiera równie fajne widoczki, co wersja single – player. Wszystko dokładnie widać, nie trzeba będzie szukać po sąsiadach 35-calowego telewizora. Mamy możliwość wzięcia udziału w GP, w zmaganiach z czasem (a raczej kolegą lub jeszcze lepiej, koleżanką), a także w Battle Mode. Ale temu należy się oddzielny akapit. Teraz wróćmy do wyścigu.
W każdym z nich bierze udział ośmiu gości. Różnią się oni wagą, ciężsi mogą zepchnąć z toru tych lżejszych, ale za to mają słabsze przyspieszenie i gorzej sobie radzą na trawie. Każdy z ścigających się ma możliwość zbierania niespodzianek, które kryją w sobie bronie. Są banany działające jak plamy oleju w tradycyjnych grach, są skorupy służące do strzelania (wersje normalne i samonaprowadzające się), są różne boostery i bonusy. Wybór całkiem imponujący, szkoda tylko, że możemy mieć tylko jedną broń naraz.
Tras jest, jak już wspomniałem, szesnaście. Część z nich jest prosta, część bardzo trudna. Da się zauważyć podział na kilka światów. Są na przykład etapy zimowe, gdzie gnamy poprzez śliskie lodowe przestrzenie mijając bałwany, pingwiny i przeręble. Są etapy rozlokowane w mrocznych krainach, pełnych duchów, nietoperzy i innych straszydeł. Są też tory typowo kartowe, usiane wyrzutniami, billboardami i siatkami oddzielającymi ścigających się od publiczności. Na niektórych trzeba wykonywać olbrzymie skoki (raz nawet skaczemy nad rzeką, po której płynie burżujski, wycmokany parowiec!), czasem na łeb spada nam lawina, no i czekają nas też tunele i podziemne jaskinie. Wszystkie trasy zaprojektowano z dużą pomysłowością, dbałością o szczegół i ogólny wygląd. Nawet po kilkudziesięciokrotnym przejechaniu toru nie ma się go dość! Ale o tym decyduje grywalność.
W „Mario Kart 64” jest ona bardzo wysoka. Staranne eliminowanie przeciwników i samotne ucieczki przez pół etapu nie mają tu miejsca. Walka trwa praktycznie do ostatnich metrów. Trochę to wkurzające, że gnasz pełnym ciągiem, a tu jakiś koleś z palcem w tyłku wyprzedza cię i jeszcze się okropnie śmieje (bo im lepiej jedziesz, tym szybciej gnają komputerowi gracze). Zyskuje na tym co prawda ogólny gameplay, lecz niektórzy mogą tego „oszustwa” nie zdzierżyć.
Miało być o Battle Mode. Nie zapomniałem… To prawdziwa demolka, totalny deatchmatch (mariomatch?) w cudownym, miodnym wykonaniu. Każdy z graczy otrzymuje kart i trzy baloniki i najzwyczajniej w świecie musi rozwalić pozostałych. W tym celu powinien znależć sobie broń – jest tego od cholery – zbliżyć się do kumpla i wypalić mu prosto w mordę z, dajmy na to, skorupy. Oczywiście ten może zrobić to samo, ryzyk – fizyk jednym słowem. Trza więc rozrzucać dużo bananów, rozsądnie dysponować skorupami-pociskami, uważać na przeciwnika i nade wszystko obmyślać strategię! Jest ona równie ważna co zręczność! Byle się tylko nie denerwować…
Sama grafika gry jest dość średnia. Gracze to bitmapy, z dala wyglądają OK, z bliska rażą pikselowatością. Trasa zbudowana jest z obiektów 3D, miejscami wygląda nieco kanciaście, ale za to wszelkie ozdobniki typu krowy, woda, gwiazdy, płotki, chomiki, bałwany itd. są all-right. Można jeżdzić w dowolnym kierunku, oglądać każdy element grafiki ze wszystkich stron. Zastosowano oczywiście rozbudowane efekty świetlne, jak chociażby to, że pod mostem gracz robi się ciemny (nie znaczy, że głupi).
Muzyka jest dobra, przyjemna i nienudząca się, chwyta zwłaszcza bas na etapach Bowsera, efekty dżwiękowe zaś takie, jak powinny być.

Więc co? Ojciec, grać? Grać, a najlepiej z dziewczyną. Badania laboratoryjne przeprowadzone przez Joela i spółkę wskazują, iż płeć ukochańsza wykazuje bardzo wysokie zainteresowanie produktem. Powodzeniem cieszą się głównie postacie Maria i Yoshiego, zaś same (uśrednione) umiejętności określiłbym mianem: MIZERNE.
Dać im szansę! Dać im szansę! Dać im szansę!

OCENA: single player 8/10, multiplayer 10/10, czyli generalnie 9/10

Mario Kart 64
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)
admin

View all contributions by admin

Similar articles