Jet Force Gemini

Możliwość komentowania Jet Force Gemini została wyłączona 5

Juno, Vela i Lupus, po zdobyciu i splądrowaniu przez wrogie oddziały ich kosmicznego pojazdu i przymusowym teleportowaniu stanęli przed próbą ich życia. Jako członkowie Jet Force muszą zlokalizować i zlikwidować twórcę całego zamieszania, którym jest kolejny nowo wykreowany przez siebie międzygwiezdny tyran z równie kosmicznym pseudo- Mizar.
Po nieszczęśliwym teleportowaniu zdajesz sobie sprawę, że cała wasza trójka znalazła się na planecie Goldwood. Stąd tak charakterystyczna dżungla, która rozlega się wokół ciebie po horyzont. Która w dodatku jest miejscem, zamieszkanym przez szereg plemion, które jak wieść niesie, zostały przekształcone w szeregi niewolników nowego tyrana.
W takim wypadku nie pozostaje nic innego, jak wyjąć spluwę i wejść w głąb dżungli.
I tak znowu stanie przed tobą mnóstwo wrogich jednostek, które pojawią się na twojej drodze i znowu stestujesz kolejne nowe typy broni, którymi będziesz musiał oczyszczać sobie drogę. Innymi słowy powrót do źródeł. Po prostu jawi się tu przed nami kolejny klon MDK’a. Mniej więcej w ten właśnie sposób rozpoczyna się kolejna strzelanka, określana mianem 3D. Na całe szczęście jednak, nie daje się jej w żaden spośród zakwalifikować do grupy określanej mianem dołu, do którego trafiają wszystkie krewniaczki, podszywające się pod określenie strzelanki 3D.
Gemini najprościej rzecz biorąc nie należy do konsolowych średniaków. A to dzięki temu jest tak, a nie inaczej, i że Jet Force jest tym czym jest, to wszystko zasługa przede wszystkim dwóch cech. Dźwięk i grafika w tej grze najzwyczajniej zwalają z nóg. No, może ta druga trochę mniej, niż bardziej, ale także stoi na dobrym poziomie.
Dźwięk w tej grze, inaczej mówiąc muzyka i odgłosy, swobodnie można powiedzieć, iż w rankingu wszystkich dźwiękowych efektów w grach konsolowych zakwalifikuje się w pierwszej piątce. Mamy tu po prostu do czynienia z pokazem tego, co daje się wyciągnąć z niewielkiego pudełeczka ochrzczonego mianem Nintendo 64.
Grafika natomiast sprawia, że naprawdę przyjemnie jest się poruszać w wykreowanym środowisku i demolować szeregi mrów.
Nim jednak rozpoczniemy demolkę, będziemy musieli wybrać jeden z trybów, który najbardziej nam odpowiada.
Ci, którzy wolą samotnie penetrować kilkanaście czekających na gracza światów (między innymi będą to Tawfret – dawniej miły, słoneczny i przyjemny światek, Rith Essa – mocno skalista planeta, itp.) mogą wybrać Single Player’a. Tu po krótkim introduction będziemy mogli wybrać jedną z trzech dostępnych w grze postaci. Faktem jest jednakże, iż na początku będzie to tylko Juno, wiec wybór to może niezbyt adekwatne słowo. Sterowanie dwójką pozostałych bohaterów nastąpi w chwili napotkania ich w czasie rozgrywki.
Kiedy staniemy już twarzą w twarz z dżunglą, po rozpoczęciu samej rozgrywki przy sobie będziemy mieli tylko pistolet, jednak niech nikogo nie niepokoi ten początkowy feler. W ciągu trwania przygody i wypełniania szeregu pomniejszych misji będziemy mogli zebrać kilkanaście niesamowitych jednostek bojowych. Dlatego też do początkowego pistolecika w czasie gry dojedzie nam: karabin maszynowy, strzelba plazmowa, wyrzutnia rakiet, potrójna wyrzutnia rakiet, snajperka, miotacz ognia, tak zwany Shocker wysyłający wysokie napięcie w przeciwnika, granaty, Shuriken, który wygląda jak gwiazdka Ninja, jednak jest o wiele bardziej zabójczo skuteczniejszy, miny zdalnie sterowane oraz bomby.
Dla graczy, dla których bieganina w samotności to już tylko jedna z opcji, a nie podstawa gry, mamy możliwość wybrania trybu Mutli-Player.
Tu możemy skonfrontować nasze umiejętności z dwoma lub trzema kumplami. Do wyboru mamy nie tylko trójkę naszych bohaterów, ale także grupę postaci, które napotkamy na naszej drodze w trybie Single Player. Dobrze jest wiedzieć, iż każda z postaci posiada swoje indywidualne cechy (na przykład Juno może przechodzić przez ogień i pokonywać lawę, Vela jest w stanie nurkować, a Lupus może się unosić w powietrzu przez określony czas), chociaż te przydatne są głównie w czasie opcji rozgrywania scenariusza.
Sam Mutli, o czym warto wspomnieć, dzieli się dodatkowo na trzy różne poziomy. Battle, Target Practice i Racing spowodują dość duże wyłączenie z rzeczywistości.
Dla tych jednakże, którzy cenią sobie zarówno rozgrywanie poszczególnych misji jak również ślęczenie przed monitorem nie w osamotnieniu, Jet Gemini dostarcza nam Co-op’a, czyli prościej mówiąc trybik kooperacyjny.
Bez żadnych oporów mogę powiedzieć, iż ta część gry wydaje się o wiele bardziej pozytywna od multi-player’a, a także stanowi dosyć dużą konkurencję dla zwykłej rozgrywki jednoosobowej.
Problemem jest jednakże fakt, iż ta trzecia i ostatnia opcja dostępna jest dopiero w momencie, kiedy w trybie single-player napotkamy na naszej drodze i oswobodzimy Floyda, naszego współpartnera w kooperatywie.
Podsumowując. Gemini jest naprawdę pozytywną gierką. Bieganie po różnych planetach, czy też niesamowitych miejscach powoduje, że przy tym produkcie można spędzić naprawdę sporo czasu. Jet Force jest również wart bliższego rzucenia okiem, gdyż jest to przykład gry, która na dzień dobry wizualnie przypomina raczej gierkę dla dzieci, bo tak wymalowane są postacie w Gemini i ogólna oprawa gry, jednak przy bliższym poznaniu okazuje się, że mrówy bardzo pozytywnie rozmazuje się po ścianach, a ich bebechy latają po całej okolicy. A wszystko, to jeżeli sobie ktoś życzy, w trybie panoramicznym.
Ocena końcowa: 8 – grafika miła, jednak często łamiąca się, a widok kamery nierzadko przyprawia o ból głowy spowodowany nerwami. Teoretycznie gra zawiera w sobie ponad 30 godzin samego rozwiązywania przygód i zadań, jednak czasem i pierwsze i drugie wydają się troszkę głupkowate.

Jet Force Gemini
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)
admin

View all contributions by admin

Similar articles