Gekido

Możliwość komentowania Gekido została wyłączona 1

Godziny spędzone na wielogodzinnym graniu z kumplami w pierwszą część Fighting Force uważam za świetnie spędzony czas. Co prawda nie pozostawił po sobie śladu w postaci odcisku na kciuku, jak pierwsza część serii Tekken (a zarazem moja pierwsza gra), a jedynie miłe wspomnienie. Gra była bardzo interesującym „chodzonym mordobiciem” w stylu staroszkolnych Double Dragon, Streets of Rage czy Final Fight przeniesionym w trzeci wymiar. Dawała graczowi sporą swobodę w jego poczynaniach – wiele różnorodnych combosów, cztery różne postacie, kilka rodzajów broni palnej i kłutej (do obuchowej można było zaliczyć jeszcze butelki po winie czy kije baseballowe), możliwość dewastowania terenu, a także za pomocą jego szczątków – „dewastowania” twarzyczek napotkanych oponentów i możliwość gry w trybie „dwóch kontra reszta świata”:). Wszystko to dodane do siebie dałoby bardzo dobry, jeśli nie wybitny produkt. Zaraz… Dlaczego: „dałoby”. Ano właśnie dlatego iż nieszczęsny Fighting Force można było bez problemu przejść w całości przez dwie – trzy godziny. Po prostu czas zabawy był zbyt krótki by zagwarantować grze miano lepsze niż „fajna”. Sequel był ,według niektórych, całkowitą katastrofą (bez przesady, ale dobry też nie był), co osłabiło moja wiarę w rozwój gier tego gatunku na PSX, a raczej przemawiało za jego niedorozwojem;).
W tym tekście jednak już nie mam zamiaru powtarzać ostatniego słowa z poprzedniego akapitu, bowiem fani tego typu scrollowanych beat-`em-ups dostali właśnie porządnego kopniaka w twarz, którego zadaniem jest rozbudzić ich do ponownej walki i zdezelowania ton joypadów.
Gekido, bo tak nazywa się ta „kopiąca” gra, przedstawia nam zmagania czterech głównych fighterów z niezliczonymi zastępami przeciwników oraz niemałym oddziałem bossów (którymi również będziemy mieli możliwość powalczyć). Fabuła jest w takich grach rzeczą chyba najmniej ważną, pominę więc ten wątek i skupię się raczej na opisaniu tego co oferuje nam Gekido.
Głównym trybem gry jest Urban Fighters, w którym przemierzając niebezpieczne ulice (i inne, nie mniej ciekawe zakamarki) miast toczymy zaciekłe boje ze sporym gronem adwersarzy. Podstawowy mechanizm gry pozostał bardzo podobny do tego z Fighting Force – poruszając się po trójwymiarowych lokacjach (niekoniecznie cały czas w prawo jak to miało miejsce w niektórych produkcjach) zaliczamy kolejne poziomy, najczęściej wieńczone walką z bossami. Wielu naszych przeciwników będzie miała w swoim posiadaniu różnej maści broń, tudzież granaty ręczne i inne „rozrywkowe” wynalazki.  W naszej gestii leży tu przejęcie kontroli nad danym rodzajem wyposażenia bojowego – a po naszemu mówiąc – należy wyjechać oprychowi z glana w pysk, wziąć go na buty, a następnie wyrwać mu guna. Jak to uczynić? Nic prostszego. Na początku gry, znając podstawowe ciosy wystarczy klepać co popadnie, ale im więcej będziemy klepać tym szybciej na dole ekranu pojawią się kombinacje, których nauczenie stanie się podstawą sukcesu, i analogicznie – im więcej będziemy z nich korzystać, tym szybciej ujrzymy nowe, interesujące „techniki ręcznej perswazji” do wyuczenia. Przydadzą się również, gdy pod ręką nie będzie czegoś bardziej konkretnego, znalezione tu i ówdzie akcesoria „domowej roboty”: butelki, gazrurki, koła samochodowe (po uprzednim oddzieleniu ich od macierzystego pojazdu), lub nawet rzeczy większego kalibru (poeksperymentujcie a zrozumiecie o co mi chodzi – albo po prostu zerknijcie na screeny :-).
Tryb Arena Battle pozwala na jednoczesną walkę czterech zawodników na jednej z dziewięciu aren. Walki urozmaica nam porozrzucana tu i ówdzie broń, tudzież eksplodujący raz na jakiś czas dynamit (or something).
Shadow Fighter to zwykła seria walk we dwie osoby na arenie, Team Battle to znana z wielu innych mordobić walka, w której nasi polegli fighterzy są zastępowani przez jednego z kolejnych trzech wybranych przez nas na początku. Walczymy aż do zwycięstwa lub porażki wszystkich czterech. Jest jeszcze Survival – tutaj wiadomo – należy odnieść jak największą liczbę zwycięstw. W trybie Street Gang Battle będziemy mogli powalczyć przeciwko gangowi jednego z pozostałych zawodników – naprawdę ostra jatka. Poplecznicy Twojego przeciwnika będą bronili szefa jak oka w głowie. Nadarzy się też okazja, żeby zostać ostrzelanym z helikoptera – tego nie przeżywa się codziennie (no, powiedzmy, że co drugi – trzeci dzień;-)). Do każdego z nich możemy użyć jednej z początkowo czterech, a w końcu, po wielu trudach, dziewięciu postaci.
Dzięki tym kilku dodatkowym trybom rozgrywki gra jest bardziej rozbudowana, a przez to wciągająca i wystarcza na dłużej, czego dopełnia jeszcze spora ilość dodatków (kilka porad na temat „jak i co zdobywać” zebrałem dla Was w dziale Opisy ).

Tyle już wiecie o tym na czym polega gra, a nie napisałem jeszcze jak dokładnie wygląda – jakby to powiedzieć… super! Grafika jest po prostu bardzo dobra. Wyobraźcie sobie: dwie nasze postacie + trzech do pięciu różnorodnych i ciekawie zaprojektowanych wrogów + mnóstwo efektów świetlnych + wybuchy + pełno sprzętu do użytku + mnóstwo innych detali + trójwymiarowe „cienie” zostawiane momentami w powietrzu przez postacie walczących + dwuwymiarowe efekty rodem z serii Street Fighter gdy wejdą nam jakieś trudniejsze combosy wykańczające wszystko na swojej drodze = …właściwie nie wiem jak to nazwać, ale z całą pewnością jest to coś, jakby to napisał jeden pan, wyrywające włosy na klacie. A kiedy przypominam sobie, że to jeszcze stary, dobry PSX… Cool!
Skoro wiecie już jak wygląda to co wyświetla ekran Waszego telewizora, przydałoby się abyście wiedzieli również co wydobędzie się z głośników po odpaleniu gry. Otóż, jeżeli chodzi o odgłosy ciosów, wybuchy, strzały czy grzmoty piorunów – nie ma co się nad nimi rozpisywać. Są dobre i koniec. Jeśli zaś mowa o muzyce – niektóre z rockowych kawałków są po prostu świetne, kilka trochę mniej pasuje do klimatu gry, ale trzeba przyznać, iż ogólnie prezentują się więcej niż dobrze. Warto posłuchać – łatwo wpadają w ucho.
Jeżeli to co przed chwilą przeczytałeś jeszcze Cię nie przekonało co do wartości Gekido to może znaczyć tylko, że nie przepadasz, nie lubisz lub wręcz nie tolerujesz gier tego gatunku. Bo chyba fana chodzonych mordobić nie zrazi fakt, że tryb Single Player wystarczy przecietnemu graczowi na tydzień – dwa nim odkryje wszystkie sekrety lub do tego, że niektóre ciosy wyglądają mało realistycznie. Ale gdzie szukać realizmu w grze, w której dwu i pół metrowy bydlak z rogami i o czerwonej skórze podnosi samochód jak zabawkę (Oops! I did it again… to znaczy… wygadałem się… i jeszcze uskuteczniam tutaj kryptoreklamę. Ale od roku nie mogę znaleźć backspace`a na klawiaturze, więc…)!
Przeto, jeśli chcesz bliżej zapoznać się z naprawdę dobrą przedstawicielką wymierającego gatunku (O rany! Ale to zabrzmiało…) możesz ze spokojnym sumieniem udać się na ulice miasta z baseballem… eee… to znaczy portfelem, co by Gekido czym prędzej nabyć!!!

ocena
8/10

Uwagi: Guna w łapy i na miasto!!!! Arrrgh!!! Krwiiii! (Ciekawe, kiedy to ja trafię za te i im podobne teksty do telewizyjnych wiadomości ;-P).
Aha, i nie przestraszcie się – niektóre screeny wykonane są z włączoną w grze opcją „super deformed” stąd te wielkie głowy. To tak na wszelki wypadek. Ale przecież i tak nikt nigdy nie patrzy na screeny, a nawet gdyby patrzył to nic na nich nie widać:-)))))))

Gekido
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)
admin

View all contributions by admin

Similar articles