Final Fantasy 9

Możliwość komentowania Final Fantasy 9 została wyłączona 13

Gdybym mógł cofnąć czas, wiele rzeczy potoczyłoby się inaczej. Chyba każdy miał kiedyś ochotę dokonania choćby drobnej korekty w swoim dotychczasowym życiu. Dużej, znaczącej, lub tylko mikroskopijnej poprawki. U mnie jedną z setek tych maleńkich poprawek byłaby zmiana końcowej oceny Final Fantasy 8, której recenzję napisałem ponad rok temu (w sierpniu 99). Dostała ona wtedy ode mnie ocenę 10 na 10 punktów, wystawioną niejako „na wyrost”. Gdy pisałem rzeczoną recenzję kończyłem właśnie trzeci z czterech dysków gry. Wszystko, czym do tamtego czasu uraczyła mnie gra zasługiwało bez wątpienia na najwyższą notę. Po ukończeniu jej, poczułem jednak pewien niedosyt spowodowany brakiem jakiegoś nieokreślonego czynnika. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, co to może być, więc stwierdziłem, iż to moje sceptyczne nastawienie do gier pretendujących do miana hitów może być przyczyną mętliku w mojej głowie. Wyrzuty sumienia znikły, a ocena 10 na 10 pozostała.
Teraz wiem już, że elementem brakującym podczas całej przygody z „ósemką”, była magiczna otoczka części siódmej, niedostrzegalna dla postronnego widza, lecz niewątpliwie (czasem wręcz podświadomie) oddziałująca na uczucia gracza. Final Fantasy 7 podczas swojego życia ukończyłem „od deski do deski” 5 lub 6 razy. Wsłuchiwałem się w śpiew tajemniczego chóru i podziwiałem ratowanie świata przed Armageddonem podczas końcówki dobre kilkadziesiąt. Łączny czas, jaki przyszło mi spędzić nad FF7, to ok. 550 – 600 godzin, pełnych wypełniania subquestów, hodowania pociesznych chocobosów, zdobywania potężnych czarów. Godzin, które wcale nie były godzinami straconymi. Nocami grałem, gdy jadłem – grałem, podczas grania zdarzyło mi się uronić łzę; nawet, gdy spałem, zdarzało się, że nadal grałem – już bez joypada i konsoli. I bez wątpienia mogę powiedzieć, że była to najlepsza gra, jaką kiedykolwiek widziałem.
Ósemka… Zabrakło mi w niej wyścigów chocobosów, ze wszech miar potężnej, opanowanej i mrocznej postaci Sephirotha i gorącej łzy, upadającej na ziemię wraz z ciałem Aeris przeszytym na wskroś mieczem zwanym Masamune Blade. Niedociągnięcia scenariusza FF8 dostrzegłem również dopiero po głębszym wniknięciu w grę. Owszem, jest naprawdę dobra, ba – jest wspaniała i bliższa ocenie 10 niż 9, lecz w mojej zeszłorocznej recenzji zabrakło tego, co chciałem i udało mi się (!) napisać teraz. Final Fantasy 8 dostała 10/10 tylko dlatego, że w naszej skali ocen nie ma czegoś takiego jak osobne oceny dla serii FF. Dziewiątka byłaby krzywdząca, biorąc pod uwagę fakt obecności na naszej stronie wielu gier zaledwie dobrych z wystawioną pochopnie „dychą”.
Aby uniknąć podobnej sytuacji za rok, postanowiłem, że podsumuję ten tekst dopiero wtedy, gdy do cna poznam tajemnice baśniowego świata Final Fantasy 9. Nie poprzez opowiadania innych, czytanie zagranicznych recenzji czy opisów. Każdy jego zakamarek muszę znać z autopsji. A więc, czas już na to. FF9 begins!

Mam ją!!! Cztery płytki dumnie leżą w pudełku obok konsoli. W strategicznych punktach umieściłem zakąski, tu i ówdzie da się zauważyć jakiś innego typu czteropak :). Telefon odcięty, kartka ze standardowym hasłem „Będę, jak wrócę;)” wisi dumnie na drzwiach wejściowych. Karta pamięci sformatowana i czeka już niecierpliwie na dalszy rozwój wydarzeń.
W tym momencie, gdyby parę miesięcy wcześniej mój znajomy nie zademonstrował mi ściągniętej z niezmierzonych otchłani internetu introdukcji FF9:(, przeżyłbym małą niespodziankę (sic!). W opisany sposób niespodzianka mnie ominęła, ale cóż to takiego mogło być tym zaskoczeniem? Po dynamicznym i wspaniałym intrze FF8, spodziewałem się przy „dziewiątce” co najmniej tego samego. Nie mówię oczywiście o wykonaniu, imponującym pod każdym względem, ale o poziomie dynamiki w filmiku. Spokojny jak owieczka idąca na rzeź. Ale już po chwili rozpoznajemy Zidane`a i księżniczkę Garnet, a także małego wzrostem i wielkiego duchem czarnego maga Vivi. Od razu też rzuca się w oczy to, co odróżnia świat FF9 od innych. Bajkowe, kolorowe scenerie stanowiące połączenie średniowiecznych realiów ze baśniowym światem zamieszkałym przez przeróżne hybrydy ludzi i zwierząt należących do setek ras i gatunków. Dla przykładu nasz Zidane, czyli główny bohater o kocim ogonie i chytrym spojrzeniu, czy przeróżne inne „krzyżówki” – Freya – smoczyca, Eiko z różkiem pośrodku głowy czy dziwna, bezosobowa postać – Quina. Wymieniam w tej chwili cechy niektórych głównych bohaterów, bo w otaczającym ich świecie podobnych postaci ujrzymy krocie. Tym samym ogłaszam, iż ogólna aparycja postaci została definitywnie zmieniona. Do łask powracają „bardziej mangowe” kształty, większe trochę niż potrzeba twarzyczki; smukłe i realistyczne postacie z ósemki nie znajdą tu dla siebie miejsca. Nie jest jednak tak schematycznie jak w części siódmej. Powiedzmy, że developerom udało się znaleźć „złoty środek”, za co jestem im bardzo wdzięczny. Poruszanie się po lokacjach zostało również odrobinę zmienione. Nie biegamy już całą drużyną, ani też nie musimy zamykać oczu, gdy z postaci głównego bohatera „wyłażą” pozostałe, co mogliśmy zobaczyć w FF7. Teraz również poruszamy się za pomocą jednego z naszych podopiecznych, a w kluczowych momentach podjęto szereg rozwiązań, aby ograniczyć podobne nonsensy.
Świat przedstawiony w tej opowieści jest faktycznie niesamowicie baśniowy. Można tu dostrzec podobieństwa do czasów, gdy Merlin wraz z królem Arturem za pomocą magii i sprytu walczyli z przeciwnościami losu. Rycerze, księżniczki, wielkie mocarstwa, potężni magowie (Vivi!:)))). Jeżeli to wszystko okrasimy zdobyczami ówczesnej techniki rodem z najbardziej szalonych szkiców sławnego Leonarda (spójrzcie na latające statki) i sporą garścią elementów godnych wrzucenia do worka z napisem „Fantasy” i posypiemy kilkoma piórami złotego chocobo powstanie danie główne roztaczające swój aromat daleko ponad oczekiwania niejednego gracza. Czy jednym z tych graczy okażesz się właśnie Ty? Nie wątpię. Historia jest istotnie porywająca.
Aby ułatwić nam śledzenie losów drużyny autorzy wprowadzili interesujący i nowatorski element – Active Time Event (w skrócie ATE). Jest to opcja pojawiająca się podczas rozgrywki wtedy, gdy nasza wesoła gromadka ulega rozdzieleniu. Pozwala ona na obejrzenie wielu różnych, równoległych czasowo scen bez możliwości naszego udziału – tylko w roli postronnego widza. Jest to jednak bardzo pomocny w budowaniu fabuły drobiazg.
Wychodząc naprzeciw graczom szukającym ukrytych przedmiotów i lokacji i nieustannie klepiącym przycisk „action” w celu odnalezienia powyższych (a tak to było w FF7 oraz 8), firma Square wprowadziła wygodny i prosty system polegający na wyświetlaniu się nad głową naszego bohatera chmurki ze znaczkiem informującym, że w tym miejscu może wykonać jakąś czynność. Są to wykrzyknik (!) oraz pytajnik (?), pomagające w odszukaniu upragnionych skarbów. Teraz wystarczy tylko dobrze pobiegać po okolicy i czekać na sygnał. Wtedy dopiero wciskamy X i czekamy na efekt. Mimo to, znalezienie wszystkiego wcale nie jest tak banalne, na jakie wygląda. Czasami, aby dostać się do miejsc skrywających sekrety, należy odnaleźć w gąszczu wyrenderowanych pieczołowicie „eksponatów” drogę, często nieźle zakamuflowaną (ale przynajmniej kciuk nikomu nie odpadnie od stukania w klawisz :)).
Nie jest to właściwie żadną rewolucją, lecz uprzyjemnia znacznie rozgrywkę. To samo można powiedzieć o szeregu kosmetycznych, na pierwszy rzut oka, zmian okazujących się bardzo przyjaznymi każdemu graczowi. Wspomnę więc na temat wygodnego przycisku pauzy, którą uruchomić można praktycznie w każdej chwili. Powiem także o tym, iż ikonki przedstawiające posiadane przez nas przedmioty są ładne i kolorowe, bardzo ułatwiające orientację. Wreszcie save pointy. Tym razem naszym wybawcą po wielogodzinnych zmaganiach okaże się różowy Mog, a właściwie wielu różnych przedstawicieli tej dziwnej rasy. Możemy z ich pomocą save`ować grę, regenerować siły, kupować, sprzedawać, a nawet tworzyć nowe przedmioty. Jeżeli już o tym wspomniałem, postaram się wyjaśnić odrobinę tą kwestię.
Co jakiś czas podczas gry możemy natknąć się na warsztaty pozwalające na stworzenie z posiadanych już przedmiotów nowego ekwipunku, za opłatą oczywiście. Jest to motyw znany już z poprzedniej części. Tym razem jednak posiadanie nowych, niespotykanych broni, zbroi czy akcesoriów (tak, tak, wróciły!) jest o wiele ważniejsze. Spowodowane jest to czymś, co określone zostało mianem Abilities i zastępuje w tej grze magię. Każda broń noszona przez swojego właściciela pozwala mu na uczenie się przypisanych jej Abilities. Mają one własne punkty doświadczenia wzrastające wraz z ilością toczonych walk. Po odpowiednio długim użytkowaniu dane umiejętności na stałe zostają przypisane do postaci noszącej dany ekwipunek. Po tym broń można dać innej postaci, sprzedać lub właśnie przerobić na inną, która pozwoli nabyć nowe zdolności. W tym momencie wypada nadmienić, iż nie każda postać może posiąść daną umiejętność. Wszak naszych bohaterów możemy podzielić na magów czarnych, białych oraz niebieskich, prócz tego istnieją jeszcze różne specjalizacje takie jak umiejętność kradzieży (Zidane jest w końcu zawodowym złodziejem) czy też inne indywidualne techniki. Przypomina to nieco system materii z FF7, gdzie właściciel danego magicznego kamyka posiadał odpowiednie umiejętności. Tu jednak, ze względu na podział profesji trudniej jest zebrać w jednej postaci odpowiednią liczbę potrzebnych czarów czy technik. Właśnie dlatego w naszej drużynie mamy od tej pory do dyspozycji aż czterech bohaterów, co oznacza, że Square postanowiło skorzystać z tradycji dawnych Finali. Magic Points i Ethery wróciły również po krótkim rozstaniu, gdyby ktoś miał jeszcze jakieś wątpliwości. Summony także są, tyle że przyzywać wielkich strażników mogą tylko Garnet i Eiko – każda ma swoich podopiecznych. Powróciły również fundusze za wygrane walki po rozstaniu w części siódmej; mamy też grę w karty, ale nieco inną – odświeżoną, zmienioną. Czy lepszą – to pozostawię Waszej ocenie. No i najważniejsze, czyli tryumfalny powrót chocobosów! Ich rolę wyjaśnię w poradniku.
I jeszcze coś, czego było mi mało w FF8. Podgierki, subquesty… Nazywaj je jak chcesz. Faktem jest, że tym razem jest ich naprawdę sporo. Pomijając chocobosy znajdziemy zabawę w łapanie żab, skakanie na skakance, kolekcjonowanie Stelazzio, walkę – Quiz, aukcję i dziesiątki innych ciekawostek, które nie pozwolą Ci się nudzić. Tak. To jest to.

Oprawa graficzna przedstawia się tak, jak tego się mogliśmy spodziewać. Żadnej rewolucji, choć rewelacją nazwać niektórych fragmentów nadal nie omieszkam. Jest dobrze, bardzo dobrze, ale za dużo już było gier, by zachwycać tym, co tu mamy. Wszystko oczywiście jest w FF9 super, ale „super” jak na możliwości PSX. Super było już w „Ósemce”… Geniuszu i polotu grafikom można jednak pozazdrościć. Aż strach pomyśleć, jaką grafikę mogliby zaprezentować na PC z czytnikiem DVD, 128MB RAM, 600 MHz procesorem i G-Forcem 2 (chodzi mi głównie o walki i filmiki, gdyż prerenderowane lokacje wyglądają wprost prześlicznie). Ogranicza ich niestety zamknięta architektura PSX. Mam nadzieję, że PlayStation2 i FF10 sprawi nam miłą niespodziankę.
Grając w FF9 znowu będziemy mieli okazję słyszeć znane nam już motywy muzyczne, nieco zremixowane, ale nadal wspaniałe. Jest i piosenka tytułowa – Melodies Of Life, są nowe motywy. Posępne, wesołe, spokojne i refleksyjne. Niestety, moim zdaniem niektóre zostały ociupinkę zaniedbane i mogłyby być nieco lepsze. Na szczęście, wszystko co dobre pozostało.
Takie właśnie były założenia twórców tej gry. Zebrać całe dziedzictwo poprzedników w jednym produkcie, który podbije serca graczy. Moim zdaniem nic nie uderzy już graczy z takim impetem jak Final Fantasy VII, lecz dziewiątka także ma szansę by kandydować do miana gry roku (o czym zresztą świadczy sprzedaż w Japonii). Ma również szansę na zapewnienie milionom graczy na całym świecie wspaniałej rozrywki na wiele godzin, czego wszystkim graczom serdecznie życzę.
Co chcielibyście usłyszeć na koniec? Przeczytać ogromne podsumowanie? Tym razem go nie będzie. Final Fantasy IX… IX jak 9… 9 jak 9/10. Teraz już to wiem i tak pozostać musi. „Zabrakło (…) gorącej łzy (…)”. Wesołych Świąt!

Final Fantasy 9
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)
admin

View all contributions by admin

Similar articles