Fear Effect 2: Retro Helix

Możliwość komentowania Fear Effect 2: Retro Helix została wyłączona 0

Skandalizujące treści od zarania dziejów były elementem zdolnym przyciągnąć do danego produktu o wiele liczniejsze grono zainteresowanych niż w przypadku, gdyby takowych w nim nie zawarto. W odniesieniu do gier wideo można poprzeć powyższe zdanie niejednym przykładem świadczącym o dużej popularności wszelkich szokujących elementów. Ileż to szumu wokół gry Resident Evil zrobiła puszczona w obieg plotka, jakoby w jednej z animacji zombie miał wstawione sfilmowane oko martwego człowieka! Lub wiadomość o tym, iż intro jest tak okrutne, że w europejskiej wersji miało zostać mocno ocenzurowane (co zresztą okazało się prawdą). Twórcy gier łaknący nowych sukcesów często decydują się na ryzykowny krok: wypełnić grę zwiększoną dawką przemocy czy erotyki, wymuszając tym samym znaczek „18” na opakowaniu, po czym liczyć na zainteresowanie graczy spragnionych nowych wrażeń. Nie mówię tu oczywiście o naszych wschodnich sąsiadach serwujących co jakiś czas typowo pornograficzne produkcje (nielegalne rzecz jasna), ale o developerach i wydawcach posiadających nierzadko duży prestiż i uznanie wśród swoich odbiorców. Zdarzają się rzecz jasna wyjątki, takie jak wersja beta gry Thrill Kill nasycona brutalnością, sadyzmem i erotycznymi podtekstami (choć niektóre zagrania postaci nie bardzo pasują do definicji podtekstu) do tego stopnia, że prace nad nią zostały wstrzymane do odwołania pod naciskiem instytucji odpowiedzialnych za cenzurę. Gra nie ukazała się oficjalnie po dziś dzień i możemy ją traktować jedynie jako ciekawostkę.
Podobnie jak to było z Tenchu 2, akcja FE2 ma miejsce przed wydarzeniami rozgrywającymi się w „jedynce”. Mam wrażenie, iż ten motyw będzie pojawiał się coraz częściej w nowych grach – w końcu to najlepszy sposób na efektowne zakończenie jednej części poprzez śmierć głównego bohatera, a następnie tryumfalny powrót w opowieści o zamierzchłych czasach. Tomb Raider: The Last Revelation (część czwarta) – Lara nie żyje (lub, jak wolą niektórzy – ginie w niewyjaśnionych okolicznościach), Tomb Raider Chronicles (część piąta) – po ekranie hasa żwawa niczym łania szesnastoletnia panienka. Tak, tak. Lara.
W drugiej części Fear Effect nie ma zbyt wiele miejsca na wyrafinowane podteksty. Niby nie oglądamy niczego szczególnego, ale fabuła mówi co innego. Czy lepiej zacząć od faktu, iż głównymi bohaterkami są dwie piękne lesbijki dzierżące w dłoniach śmiercionośne narzędzia, czy może napisać o potężnej dawce przemocy i krwi bulgoczącej na ekranie? Myślę, że tak postawione pytanie skutecznie oddaje charakter gry. Tak jak w przypadku poprzedniej części FE, mamy tu do czynienia z survival-horrorem osadzonym w trójwymiarowym środowisku, wypełnionym postaciami wykonanymi techniką cell shading, co sprawia wrażenie uczestniczenia w animowanym filmie kierowanym wyraźnie do dorosłej widowni. Wszechobecne wstawki filmowe szokujące nie tylko treściami, ale i swą długością znakomicie tłumaczą rozmiar gry – cztery pełne krążki CD. Trzeba jednak przyznać, że robią wrażenie. Są naprawdę dopracowane i efektowne. Szczególnie spodobała mi się scena (jeśli chodzi o pomysł), w której czas zatrzymuje się w miejscu a kamera okrąża Hanę unikającą pocisku. Prawie jak w pewnym, całkiem niezłym filmie braci Wachowskich:). A podobnej klasy scen znajdziemy w grze znacznie więcej! Jedyne do czego mógłbym mieć niewielkie zastrzeżenia, to mimika twarzy postaci (głównie ruchy ust, prezentowane niekiedy nieadekwatnie do wypowiadanych przez lektorów kwestii), ale to naprawdę drobiazg. Dodatkowym elementem pochłaniającym miejsce na płytach są odgrywane w tle wielu lokacji filmy sprawiające bardzo ciekawe wrażenie i wzmagające uczucie uczestnictwa w filmie. Niestety, w pewnych momentach dają się zauważyć brzydkie „przeskoki” (gdy dana sekwencja się kończy i zaczyna od początku), ale nie jest to aż tak ważne.
Z grafiką doskonale współgra strona dźwiękowa gry, bardzo dobrze dopasowana do poszczególnych lokacji. Nie jest nachalna i nie powoduje znużenia, czyli jest taka jaka powinna być. W pewnym momencie zdajemy sobie również sprawę z faktu, że każda kwestia jest w tej grze mówiona – duży plus dla wszystkich znudzonych jałowymi podpisami oglądanymi w każdej kolejnej grze z serii Resident Evil. Nawiasem mówiąc, lektorzy podkładający głosy spisali się świetnie; po prostu na medal. Po raz kolejny znajdujemy argument potwierdzający tezę, jakoby autorzy chcieli uraczyć nas grą jak najbardziej przypominającą film akcji z prawdziwego zdarzenia. Przy okazji znajdujemy następne wytłumaczenie tak dużej objętości, tej niezbyt przecież długiej (ok. 9-10 godzin) gry.
Akcja gry kręci się, jak na produkt aspirujący do miana horroru przystało, wokół eksperymentów genetycznych (co zresztą sugeruje już sam podtytuł – Retro Helix), choć nie zabraknie typowych dla przedstawionego okresu (połowa XXI wieku) cybernetycznych przeciwników i innych cudów techniki, a nawet zagadek rodem z filmów o doktorze Jonesie.
Bolączką pierwszej części był długi czas ładowania gry po śmiertelnym zejściu któregoś z naszych pupilków (co w FE zdarza się nader często). Tym razem na szczęście mankament ten został usunięty i nic już nie opóźnia kontynuowania rozgrywki po nieudanej próbie sforsowania śmiercionośnych pułapek. Należy to docenić, gdyż znacznie ułatwia zabawę.
Podczas gry będzie nam dane sterować całą czwórką naszych bohaterów – na zmianę. W kluczowych momentach następują zmiany ról i wtedy mamy okazję poznać głównych bohaterów od podszewki. Na początku pierwsze skrzypce gra wspomniana już na wstępie żeńska para – Hana i Rain. Następnie przyjdzie kolej na dwóch (niezbyt) miłych panów, którzy co prawda nie mają się ku sobie, ale należą do postaci równie interesujących co ich niegrzeczne koleżanki. Ich przedstawianie mija się z celem – już w intrze zobaczycie, jak bardzo warto poznać historie aktorów grających w tej niecodziennej sztuce; są naprawdę nieprzeciętne, jak zresztą cała przygoda w jaką zostali wszyscy wplątani.
Hardcore`owych fanów krwawej jatki rodem z opuszczonego dworku nieopodal Raccon City z pewnością niezmiernie ucieszy fakt, iż wyposażenie jakie oddano w łapki dzielnej czwórki to bardzo miłe w użyciu zabawki. Do rzeczy: pistolety (do dwóch lub jednej ręki), uzi (patrz poprzedni nawias), ukochany shotgun, szybkostrzelny karabin, wyrzutnia granatów oraz miotacz ognia. Tyle jeśli chodzi o ciężką artylerię. Zabawki pomocnicze to EMP (urządzenie paraliżujące wszelkie cybernetyczne twory) oraz Tazer (kolejna próba wylansowania dobrej broni energetycznej – muszę przyznać, że całkiem udana). Obydwa wynalazki można eksploatować do woli, bez zważania na amunicję, gdyż takowej nie wykorzystują. Minusem jest w ich przypadku natomiast chwila, jaką należy odczekać na przygotowanie broni przed użyciem.
System walki przypomina ten z RE. Pojedynki toczą się standardowo, w lokacjach po których spacerujemy (nie ma dodatkowych plansz, czy ekranów walki). Nie musimy dokładnie celować, wystarczy skierować się w stronę przeciwnika i trzymać lufę broni na wysokości potrzebnej do oddania strzału. Wszystko jest bardziej zautomatyzowane. Miłym dodatkiem jest opcja pozwalająca usunąć przeciwnika jednym strzałem, jeśli tylko podejdziemy doń niezauważeni.
Wspomniałem o krwi, a więc kontynuując wątek nadmienię tylko, iż momentami na ekranie gości splatterowa orgia do tego stopnia, aż wokół robi się rdzawoczerwono od płynów ustrojowych „przesłuchiwanych” delikwentów. Brzmi to być może mało apetycznie, ale fanów tego typu rozrywki zadowoli. Ja nie mogłem narzekać.
Na zakończenie nie przeczytacie nic nowego, czego nie znaleźliście w tekście. Wystarczy włożyć CD do czytnika i obejrzeć pierwsze kilkadziesiąt sekund introdukcji by zobaczyć, co jest grane. Rzut oka na screeny również powinien utwierdzić Was w przekonaniu, że produkt jest godny uwagi, lub wprost przeciwnie. Bycie obojętnym nie ma tu zbytniego sensu – jeśli więc po przeczytaniu tej recenzji Twoje tętno nieznacznie wzrosło, wzrok stał się rozbiegany (tryb poszukiwania:), a ręce drżą jak mroźnym popołudniem pierwszego stycznia (po całonocnym witaniu nowego roku:), właśnie znalazłeś coś dla siebie. Znudzonym weteranom Residenta również zdecydowanie polecam.

Fear Effect 2: Retro Helix
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)
admin

View all contributions by admin

Similar articles