Dracula

Możliwość komentowania Dracula została wyłączona 1

Przygodę zacząłem przed gospodą, rozejrzałem się wokół i wszedłem do środka. Porozmawiałem ze starcem siedzącym przy drzwiach o drodze do zamku poczym udałem się do kuchni gdzie spotkałem miłą starszą panią :-), pogawędziłem z nią chwile i zszedłem do piwnicy, gdzie ze stojącej tam szafy wziąłem starą (ruską) lunetę, że dalsza penetracja piwnicy była niemożliwa z powodu ciemności, wróciłem na górę. Wszedłem po schodach do pokoju. Pokuj nie był zbyt przytulny, wszędzie rozwieszony był czosnek, rozejrzałem się wokół i dostrzegłem klapę w suficie. Podsunąłem szafkę stojącą przy oknie i wchodząc na nią zauważyłem leżącą na belce klamkę. Wetknąłem ją w otwór w klapie i wszedłem na strych. Oglądając wszystko dokładnie znalazłem statyw od lunety a że lunetę już mam to zamontowałem ją na statywie i spojrzałem przez nią. Zobaczyłem starca, który ogrzewał się przy ogniu. Nie mając już nic więcej tu do roboty chciałem zejść do pokoju, lecz zbliżając się do klapy zobaczyłem otwór widniejący nad nią. Spojrzałem przez niego i zobaczyłem jakieś ciemne pomieszczenie, rozświetlane częściowo przez lampę. Zszedłem na dół i wyszedłem przed gospodę. Nie tracąc czasu wybrałem się na zwiedzanie okolic gospody, poszedłem do człowieka, którego widziałem przez lunetę, ten jednak okazał się nie zbyt życzliwy i kazał mi odejść. Kręcąc się po lesie doszedłem do wysokiego drewnianego krzyża, podszedłem do niego i znalazłem leżącą nieopodal “procę” zabrałem ją i poszedłem dalej, chodziłem, chodziłem, aż doszedłem do chaty przed którą stał jakiś człek blokujący przejście, więc musiałem działać inaczej. Niedaleko domu zobaczyłem wielkie drzewo, na którego szczycie znajdowała się chatka. Wspiąłem się na górę i przy pomocy “procy” rzuciłem kamieniem, w latające nieopodal ptaki. Człek zaciekawiony co się dzieje pobiegł na pomost to sprawdzić. Zszedłem szybko na dół i udałem się do domku. Zobaczyłem tam opartą o ścianę moją ulubioną zabawkę :-), a mianowicie bascetball. Wziąłem go i pomyślałem, że dobrze byłoby sprawdzić jego wytrzymałość, podszedłem po cichu do owłosionego, miłego pana i…..he he.. mało wytrzymały stwierdziłem. Ale nie kij tylko mój obiekt testów :-D. Biedny człek dał nura do wody, ale za to ja mogłem swobodnie sobie poszperać. W beczce naprzeciw drzwi od domku znalazłem fujarkę, zabrałem ją i poszedłem na pomost, tam znalazłem nóż. Do domku nie mogłem wejść ponieważ nie miałem klucza, a nie miałem sił na wywarzenie :-). Nic tu po mnie pomyślałem i powędrowałem dalej. Po kilkunastu minutach doszedłem do starego cmentarza. Brrr co za nieprzyjemne miejsce na wakacje powiedziałem sam do siebie. Rozglądnąłem się po nim i znalazłem kilof. Uwagę przywiązałem do jednej rzeczy, a mianowicie do łuny, która unosiła się nad jednym z grobów. Mając dziwne przeczucie, wziąłem do rąk kilof i zacząłem rozkopywać grób.
Wiedziałem!! Byłem święcie przekonany, że coś tam znajdę. Z pod warstwy ziemi wyłoniło się złote koło. Nie wiedziałem co to może być. Zafascynowany znaleziskiem udałem się do gospody. Po wejściu, podszedłem do starca i zapytałem go o fujarkę. Starzec opowiedział mi krótko do czego ona służy, (jak się domyślacie do grania :-)), BA! ale nie tylko, fujarki tej używa Hrabia Dracula do przywoływania swoich podwładnych. W szczególności zainteresowała mnie melodia, którą zagrał starzec.zapytałem go także o to dziwne, złote koło jakie znalazłem w grobie. Dowiedziałem się wtedy, że jest to klucz. Do czego i po co, tego już mi nie powiedział, bał się o tym mówić. Po tej rozmowie poszedłem do kuchni, gdzie zapytałem tą nie najpiękniejszą panią o, jak się dowiedziałem klucz. Kobieta widząc przedmiot strasznie się przeraziła i kazała mi odejść. Co się dzieje pomyślałem, i udałem się na górę do pokoju. Cały czas w głowie miałem tą melodię, którą grał starzec. Długo się zastanawiałem, co ona może oznaczać. Postanowiłem jeszcze raz wejść na strych. Podszedłem do lunety i patrząc przez nią odegrałem tą melodyjkę identycznie jak ją usłyszałem. Ku mojemu zdziwieniu człek stojący przy moście usłyszawszy melodie zaczął biec w moim kierunku. Zatrzymał się dokładnie pod przedmiotem wiszącym niedaleko od lunety, przypominającym koronę. Cóż, jak już się wcześniej dowiedziałem z rozmów ze starcem i gospodynią, most jest jedyną drogą do zamku Hrabiego, gdzie więziona jest moja żona Nina. A że właśnie ten człowiek, bronił tak zawzięcie przejścia przez most, nie pozostawało mi nic innego jak… pozbycie się go:-). Zbliżyłem się do korony i używając noża przeciąłem linę, która utrzymywała, jak to nazwaliśmy koronę. Pewnie już się domyślacie co się stało :-). Czym prędzej popędziłem na dół, lecz w pokoju napotkałem lamentującą gospodynie, która wyszła z dotychczas zamkniętych drzwi. Poczekałem aż kobieta opuści pokuj i wyszedłem przez wspomniane wyżej drzwi, które prowadziły na balkon. Przecisnąłem się przez dziurę w podłodze i znalazłem się przed gospodą. Doszedłem do leżących tam zwłok, pochyliłem się nad nimi i zabrałem przypięte do paska kluczę. Zatarłem ręce i pośpieszyłem na most. O Jezus !!! krzyknąłem. Mało brakowało, a moje piękne ciało gniło by teraz na dnie przepaści. Co ja teraz zrobię, pomyślałem. Most był jedyną drogą do zamku. Postanowiłem powrócić do gospody, lecz po tym tragicznym wypadku z koroną nie chcieli mnie tam widzieć. Nie wiedziałem co robić. Za wysoko, aby z powrotem wspiąć się na balkon. Hmmm…..
Postanowiłem dowiedzieć się, a raczej sprawdzić od czego są te klucze które pożyczyłem sobie od śpiącego pod gospodą człeka 🙂 (Ja go nie zabiłem). Pałętając się po tutejszych okolicach doszedłem do studni. (WŁALA, czy jak to się tam mówi, już wiem od czego są te klucze, a w zasadzie jeden klucz). Otworzyłem kratę i z wielką niechęcią zszedłem na dół. Idąc ciemnymi korytarzami dotarłem do schodów. Na ich końcu znalazłem znajomą lampę, którą widziałem przez dziurę w ścianie. Zabrałem ją i postanowiłem jeszcze trochę się tu pokręcić. Zszedłem na dół, i po prawej stronie znalazłem ciemne pomieszczenie. Podszedłem bliżej i po lewej zaś stronie zauważyłem haczyk, na którym powiesiłem lampę. Ta całkowicie rozświetliła pomieszczenie i zobaczyłem leżącą na ziemi linę z hakiem. Zabrałem ją i wróciłem na powierzchnie. Ponieważ balkon był za wysoko aby sięgnąć, użyłem liny z hakiem i w mig znalazłem się na balkoniku, z którego dostałem się do pokoju. Zszedłem na dół i porozmawiałem ze starcem, który wspomniał mi coś o innej drodze do zamku, ale twierdził, że to tylko plotki. Poszedłem więc do kuchni i zamieniłem kilka słów z kobietą. Dowiedziałem się że istnieje, lecz jest bardzo niebezpieczna. Dała mi klucz od szafki obok i pożyczyła mi szczęścia na drogę. Otwarłem szufladę w szafce i znalazłem tam: zapalniczkę, kolejny klucz i jakiś notes. Notes ten okazał się być pamiętnikiem pisanym przez jej męża. Pisał w nim, o drugiej drodze do zamku, o tajnym przejściu i Kluczu, a dokładnie o DRAGON-KEY-u czyli o tym złotym kole, które znalazłem na cmentarzu. Opis był dosyć szczegółowy, ale do pewnego momentu, gdyż mąż tej kobiety zaginął w nieznanych dotąd okolicznościach i nie dokończył pamiętnika. Nie pozostawało mi nic innego jak dokończyć poszukiwania, ale we własnym celu. Udałem się zatem do piwnicy, zapaliłem świeczkę która rozświetliła dalszą część pomieszczenia. Jedyne co mi się rzuciło w oczy, to stojąca pod ścianą beczka. Zbliżyłem się do niej i zauważyłem w niej otwór. Włożyłem więc kluczyk, który przywiązany był do notesu i…
WOW! Oczom moim ukazała się dziwna machina, Co to ma być?. (pomyślałem). Przypomniały mi się wtedy słowa kobiety i starca. O dragon key-u, zwanym kluczem nie pozostawało mi więc nic innego jak to sprawdzić. Wyjąłem z kieszeni smoczy klucz, i zamontowałem go w machinie. Tak, idealnie pasuje, Pierścień obrócił się,……ale nic się nie dzieje, zabrałem więc go z powrotem i pchnąłem ściankę beczki. Po chwili namysłu wszedłem do środka, błąkając się ciemnymi korytarzami, doszedłem do drewnianej bramy (wyłączyłem alarm…nie to nie ta gra). Po raz drugi użyłem D-K (Dragon key-a), oczywiście zabrałem go z powrotem i udałem się na zewnątrz.Pamiętając drogę poszedłem do starej chatki przy jeziorze (Tam gdzie testowałem Bascetballa :-)). Mając od niej klucz, wszedłem do środka. Rozglądnąłem się dookoła i zauważyłem stertę beczek, blokowanych przez wbity w ziemię metalowy łom, wyciągnąłem go i spostrzegłem, że ten malutki pokoik to jest winda. Wszedłem do środka i w ramach bezpieczeństwa zasejwowałem grę, ptfuu.. zasunąłem kraty. Winda ruszyła. (Po chwili włączyło się w niej turbo-doładowanie, i pognałem w dół jak rakieta :-D).
Ała ! Cały obolały wygramoliłem się z windy, a raczej z tego co po niej zostało. Po chwili odpoczynku, zacząłem penetrować jaskinię. W krótkim czasie znalazłem łańcuch, który podtrzymywał drewnianą konstrukcję widniejącą nad moją głową. Korzystając z łomu, uderzyłem weń, ( i…omały włos jedna ze spadających belek nie zrobiła by mi Kuku). Podniosłem, jedną z nich i zrobiłem sobie kładkę na drugą stronę przepaści i wszedłem w ciemny otwór. Skierowałem się w lewo, zbliżyłem się do sterty gruzów i używając łomu zacząłem odgarniać kamienie. (AAAAA!!!, ale się wystraszyłem!), Odetchnąłem chwilkę i oderwałem jedną z kończyn szkieleta, (bo i tak mu się na nic już nie przyda) Podszedłem bliżej i zapaliłem tą prymitywną lampę. Kościstą łapą przyciągnąłem metalowy pałąk leżący na ziemi i poszedłem dalej. Doszedłem do mostu, (jak zwykle nie przydatnego do użytku, ja to mam pecha do mostów 🙁 ), ale przecież mam ten metalowy pałąk. Oparłem go na łańcuchach i jakimś cudem przedostałem się na drugą stronę. Zszedłem na sam dół i znalazłem drogę do następnego pomieszczenia, udałem się w prawą stronę tam gdzie stał wózek i przekładając dźwignie popędziłem na dół (Ale jazda! :-D). Gdy wózek stanął rozglądnąłem się i spostrzegłem wiszący tam haczyk, zabrałem go i wyszedłem z wózka. Wróciłem z powrotem tam gdzie tory się rozwidlały i w zamontowałem go w przekładni. Teraz wróciłem do wózka i przekładając dźwignię pognałem na przód. (O w mordę to jest lepsze, niż najlepszy Rolercoaster :-O ). Zwinnym skokiem zeskoczyłem z pędzącego wózka, (gdzie jestem i co robić, pomyślałem). Pochodziłem chwilkę po tym nie dużym korytarzu i za rozbitymi drzwiami znalazłem zejście na dół. Znalazłem tam kolejną machinę, do której użyłem D-K. Wyszedłem na górę i udałem się na wprost, mało nie wywróciłem się o leżącą na ziemi lampę, doszedłem do mostu (Jasne kolejny most) i gdy już chciałem przejść na drugą stronę, z otworu na górze wyleciało na mnie stado nietoperzy. (Chyba się na mnie uwzięły, te skrzydlate potworki), za każdym razem, jak próbowałem przejść na drugą stronę, wylatywało na mnie inne stado. (Mam pomysł, przecież nietoperze boją się światła). Wróciłem się po wspomnianą wcześniej lampę, zapaliłem ją i wrzuciłem ją do dziury pod mostem. (Jak pamiętacie, w wózku z którego zeskoczyłem, była beczka z ropą z której po upadku rozlała się ropa) To właśnie ona zapaliła się tworząc nie mały wybuch, który załatwił na dobre resztę tych małych potworków. Przeszedłem teraz spokojnie na drugą stronę mostu i od razu skierowałem się w prawo. Doszedłem do jakiejś dzwigni, pociągnąłem ją i… (Podjechało, cudne sportowe PORSHE 911…. co ja wygaduje) podjechało “czółno” podczepione na linie, Bóg jeden wie gdzie prowadzącej. Jednak moja odwaga i upór przewyższyły strach. Usadowiłem się wygodnie w (Samoch… ptfu) “czółnie” (i znów poczułem się jak w wesołym miasteczku:-)) Po skończonej przejażdżce znalazłem się TAK!, to już chyba zamek. Najpierw udałem się na prawo, ponieważ drzwi na wprost były zamknięte. Zszedłem po schodach na dół. Tam po raz kolejny skorzystałem z D-K. wszedłem do środka, zapaliłem kolejną świece, (czy tam lampę, jak kto woli) AAAAA!!!! co to jest!?
Oczom moim ukazała się jakaś postać ubrana, na czarno. Z sercem w gardle, zdołałem wykrztusić z siebie kilka słów, lecz po krótkiej rozmowie z czarną damą, stwierdziłem że nie ma złych zamiarów i strach minął. Zapytałem ją o moją żonę. Po tej milutkiej rozmowie, wraz z kobietą, a raczej z wiedźmą, która zgodziła się mi pomóc udałem się na górę. Podszedłem do drzwi, lecz nie mogłem ich otworzyć. I tu przydała mi się pomoc Czarnej wdowy. Otworzyła mi drzwi, lecz z osobistych powodów nie mogła mi towarzyszyć. Kręcąc się tu i tam, zszedłem po stopniach do drzwi, w których wisiał pęk kluczy. Wziąłem je i udałem się po schodach na gorę. Wszedłem w pierwsze drzwi i doszedłem do sypialni. Na środku znajdował się stolik, na którym stało coś w stylu szklanej kuli, jakiej używają wróżki do przewidywania przyszłości. Zbliżyłem się do niej i zdjąłem ją z postumentu, na jakim stała. Następnie z kufra stojącego przy ścianie zabrałem obraz i otworzywszy księgę znalazłem w niej przedmiot, który nazwałem szklane oko. Wychodząc z pokoju, zauważyłem na ścianach miejsca po obrazach. Obraz wyciągnięty z kufra powiesiłem na jednej ze ścian i ruszyłem mniejszymi drzwiami na przód. Drzwi te prowadziły na ogromny balkon, (Wybierając krótszą drogę) poszedłem w prawo. Kolejne drzwi i kolejna machina :-). Przyglądając się jej dokładnie, zauważyłem pokrętło. (Nie zgadniecie co w tedy zrobiłem…pokręciłem!) Usłyszałem tylko jakiś hałas, lecz nie przejmując się tym zbytnio wyszedłem z pokoju i udałem się na drugi koniec balkonu. Zszedłem na dół i znalazłem się w ogromnej bibliotece, pochodziłem chwilę po niej i wyszedłem kolejnymi drzwiami prowadzącymi (zgadnijcie do czego…do kolejnych drzwi :-D), które wiodły przed zamek. Postanowiłem, jeszcze raz odwiedzić czarną wdowę. Porozmawiałem z nią na temat mojej szklanej kuli. Starucha wzięła ją w ręce i wypowiedziała kilka zaklęć, (Jak na filmach :-)). Dowiedziałem się także od niej o amulecie, który jest bardzo ważny, i że tylko ona może go użyć, powiedziała mi jeszcze o tajnym przejściu. Więc nie namyślając się długo pognałem do sypialni, gdzie umieściłem kulę na jej starym miejscu. Pojawiły się w niej dziwne znaki. Hmmm… Co one oznaczają?.
Chodziłem po sypialni w te i z powrotem, myśląc cały czas o dziwnych znakach. Chodząc tak zauważyłem, znajdującą się w stoliku szufladę. Po otwarciu jej zobaczyłem identyczne znaki, na kilku kartach, które przedstawiały znaki zodiaku, identyczne jak na tablicy, wiszącej nad kominkiem. Po chwili rozmyślań, porównałem znaki z kuli ze znakami na kartach, a następnie znaki zodiaku na kartach ze znakami zodiaku na tablicy Zauważyłem, że znaki te da się wcisnąć. (Może to właśnie te znaki otwierają tajne przejście, o jakim mówiła czarna wdowa, pomyślałem). Zacząłem przyciskać znaki na tablicy, identyczne z tymi, które widniały na kartach, pamiętając o odpowiedniej kolejności. (Dla mniej wtajemniczonych, powiem 4, 9, 5) Ho ho ! Wykrzyknąłem. Znalazłem tajne przejście. Po wejściu do środka, podszedłem do ściany na wprost i po raz kolejny użyłem D-K. Posąg stojący na środku korytarza, przesunął się.Wydobyłem stamtąd sztylet, który wbiłem w miejsce gdzie przed chwilą używałem smoczego klucza i przesunąłem go w dół. (Co jest…?, nic się nie dzieje? zapytałem sam siebie). Po chwili spostrzegłem na kolumnie wizerunek czaszki, lub czegoś takiego (sam nie wiem co to jest), Zerknąłem na nią z bliska i zauważyłem w jej paszczy, Dźwignie. Jednak że kły były zbyt ostre postanowiłem nie wkładać tam rąk. (Co teraz, jak uruchomić tą dzwignie ?). Obszedłem zamek kilka razy w poszukiwaniu czegoś co mogło by mi się przydać…i znalazłem. Niedaleko miejsca, a mianowicie drzwi, w których wisiał pęk kluczy, była sterta gruzów po zawalonym moście. Przeszukałem ją dosyć dokładnie i pod leżącą tam tarczą odnalazłem blaszaną rękawicę. Wróciłem się do tajemniczego przejścia i wsunąłem rękawice w paszcze, (chroniąc ty samym swoje śliczne rączki, przed skaleczeniami). Tak, teraz mogłem swobodnie uruchomić dźwignię. (Ha ha, ucieszyłem się) kiedy kolumna się otworzyła… lecz cóż to? Nic tu nie ma. (Co ja teraz biedny pocznę). Nie wiedziałem co robić, lecz nie tracąc nadziei, nie poddawałem się. Udałem się jeszcze raz do biblioteki. Sprawdzałem ją centymetr po centymetrze, aż w końcu JEST!!! wykrzyknąłem. Na jednej z półek odnalazłem kolejny punkt zaczepienia, to znaczy miejsce idealnie pasujące na szklane oko, które znalazłem w sypialni. Wetknąłem je, i co?… znów nic się nie dzieje :(. Lecz postanowiłem jeszcze sprawdzić drabinę, na której szczycie znalazłem korbkę. Pokręciłem ją i drabina ruszyła. Na końcu jej “drogi” zobaczyłem, okrąg który po dotknięciu wystrzelił słupem światła, które, wskazało mi kolejny punkt. Podszedłem do szafki i wcisnąłem kolejny okrąg. Z szuflady poniżej zabrałem kilka ciekawych przedmiotów. Szczególną uwagę zwróciłem na kształt ikony, który już wcześniej widziałem w tajnym pomieszczeniu, na kolumnie. Więc kierując się intuicją, poszedłem do sypialni. I znów przeczucie mnie nie zawiodło. Ikona idealnie pasowała. Ze stolika, w kolumnie wysunęła się złota kula. Pod jednym z wizerunków władców zamku, znalazłem dziurkę od klucza. Otworzyłem kulę kluczykiem, który znalazłem w szufladzie. Zabrałem przedmioty będące wewnątrz, i z powrotem udałem się do biblioteki. (Ja to się nachodzę :-)) Tam podszedłem do zegara, gdzie użyłem następnego kluczyka. Wtedy, jedna z postaci drzewa genealogicznego obróciła się. Znalazłem tam idealne, miejsce na użycie złotego amuletu, z wizerunkiem smoka. Lecz nie mogłem. (No, co jest?, dlaczego nie mogę go włożyć :-D) Oglądnąłem go dokładnie i zobaczyłem, że jedna ze stron amuletu jest uszkodzona. (to pewnie dlatego 🙁 )
Hmmm…Dopiero teraz przypomniały mi się słowa czarnej wdowy, która wspominała coś, o smoczym amulecie. Postanowiłem więc ponownie przejść się do wiedźmy. Pokazałem jej gol… i miałem rację to o ten amulet jej chodziło. Ał! Wiedźma skaleczyła mnie, i moją krew zaczęła wcierać w uszkodzoną stronę medalu. Z pełnym zasobem informacji, i naprawionym medalem, powróciłem do biblioteki, gdzie włożyłem medal w pasujące nań miejsce, w szafce. Globus stojący na środku uległ zmianie, teraz mogłem ustawiać jakieś współrzędne. (He he, tylko z sąd mam je wziąć). Rozglądnąłem się jeszcze raz po bibliotece. I podszedłem do nie odwiedzanego do tej pory stołu, na którym leżała mapka. Zbadałem ją dokładnie, i używając D-K określiłem współrzędne, które następnie ustawiłem na globusie, w odpowiednich kolorach. Globus ponownie się otworzył, i wysunął się kolejny, tylko trochę mniejszy posążek, przypominający posąg z którego wcześniej wydobyłem sztylet. Zauważyłem na posążku otwór i jak zwykle kierując się intuicją i przeczuciami, poszedłem do tajnego przejścia w sypialni, skąd zabrałem sztylet i wróciłem się do otwartego globusa. Wetknąłem sztylet w posąg i…i nic (jak zawsze :-)). Tak, i znów nieźle musiałem się na główkować, co teraz począć. Aż w końcu zauważyłem, że koniec rękojeści sztyletu się roztworzył. Wetknąłem tam diament, zabrany wcześniej ze złotej kuli. I w tej samej chwili, promień światła zmienił kierunek odbicia, otwierając mi tym samym kolejne tajne przejście do ukrytej komnaty, o którym mówiła mi czarna wdowa. Nie namyślając się długo, z wielką ostrożnością wszedłem do pokoju. Po lewej stronie znajdowała się jakaś ciemna wnęka, po prawej zaś stronie schody. Wszedłem na górę, rozglądnąłem się. Po lewej stronie na stole znalazłem list, pisany przez niejakiego Hrabiego Dracule. Na drugim ze stołów dotykając księgę. Przewróciłem niechcąco pojemnik ze żrącą substancją. Pomyślałem że takie coś w moim ekwipunku może się przydać. Następnie zbliżyłem się do sekretarzyka między stołami. Zabrałem stamtąd kolejną ikonę. Otworzyłem klapkę.
O JEZUS! powiedziałem widząc kolejną łamigłówkę. Przekładałem kulki w te i z powrotem, aż w końcu udało się! Zabrałem stamtąd krzyż i poszedłem schodami na dół do wnęki, tam użyłem dany krzyż, i schody zmieniły swe położenie, nie prowadziły, już na górę, tylko w dół. Zszedłem po nich i znalazłem się w przesiąkniętym złem miejscu, Panowała tu dziwna atmosfera, miałem złe przeczucia. Podszedłem do kamiennej kapliczki i używając żrącej substancji przepaliłem łańcuch. Gdy podniosłem amulet znajdujący się wewnątrz…(A co wam będę mówił sami zobaczcie 🙂 Podbiegłem do dzwigni na ścianie i przekładając ją otworzyłem wielkie okrągłe okno.
Demony Przerażone promieniami słonecznymi, uciekły w popłochu. ( Pogoniliśmy im kota he he). Na przeciw kapliczki odnalazłem kolejne miejsce na krzyż. Po wetknięciu go, schody z powrotem wzniosły się w gore, ujawniając nam kolejne przejście. Nie mając innej drogi, poszedłem schodkami, tam spotkałem (koleżankę z klasy, nie to nie ta bajka) czarną wdowę, która w zamian za amulet, pokazała mi miejsce gdzie jest Nina, po czym odeszła. Widząc Ninę w takim stanie, moim sercem zawładnął żal i smutek. ściskając w sobie łzy, włócząc się po komnacie, odnalazłem na jednej ze ścian miejsce, w które wcisnąłem ikonę zabraną z sekretarzyka. Następnie użyłem D-K. Po krótkiej reakcji łańcuchowej :-), wróciłem się do Niny, wziąłem ją na ręce i wniosłem na górę po okrągłych schodach…(chcielibyście wiedzieć co dalej, he he…sami zobaczcie :-D)
Tej przygody nigdy nie zapomnę, ale najważniejsze że żyjemy i że Ninie nic już nie grozi.
(I ŻYLI DŁUGO I SZCZĘśLIWIE, BLE BLE BLE )

Dracula
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)
admin

View all contributions by admin

Similar articles