Devil May Cry

Możliwość komentowania Devil May Cry została wyłączona 1

Jak długo jeszcze trzeba będzie czekać, aby ujrzeć gry, w których mimo niezaprzeczalnej interaktywności będziemy mieli wrażenie uczestnictwa w filmie? Patrząc na najnowszą produkcję firmy Capcom, nie sposób pozostać obojętnym. Być może właśnie uzyskaliśmy odpowiedź na postawione na wstępie pytanie. Czyżby to było… już??? Analizując kolejne elementy majstersztyku, jakim jest Devil May Cry, spróbuję odpowiedzieć na nie niniejszym tekstem… […i tutaj kończę formalny wstęp]

Od razu widać, iż nie jest różowo. I to zarówno dosłownie jak i w przenośni. Czemu dosłownie – przeczytacie już za chwilę, natomiast jeśli chodzi o drugą część zdania: gra aspirująca do miana ultrarealistycznej, nie może być przez gracza postrzegana jako zwykła rozrywka na ekranie – tu trzeba czegoś więcej, a tego DMC nam nie oferuje. Monstrualny potencjał PlayStation2, w połączeniu z niekłamanymi umiejętnościami koderów i grafików nie wystarczy! Powód? Brak zapachu lochów, ciężaru broni dzierżonej w dłoniach, wilgoci, chłodu i uczucia gorąca towarzyszącego każdemu śmiertelnemu starciu… Bo to wszystko powinna chyba odczuwać każda osoba mająca wrażenie osobistego uczestnictwa w filmie – a na to przyjdzie nam chyba poczekać jeszcze parę lat. Ja nadal widzę, wiem i czuję, że to tylko gra! A więc już w drugim akapicie upada założenie, jakoby DMC mógł być tym co niektórzy rozumieją pod pojęciem rzeczywistości wirtualnej. Cóż, szkoda! Moje oczekiwania w końcu nie były zbyt wygórowane – ot, jakościowy skok o kilka generacji gier naprzód, jednak, jak widzę, autorom nie starczyło ikry, by sprostać pragnieniom graczy. Mimo wszystko oczywiście, spektakularności nie mógłbym jednak grze odmówić. Ale to nadal TYLKO GRA [chlip..!;)].

Tematyka DMC rzuca nas w dziwny świat, odmienny od naszego, a zarazem zatrważająco bliski. Ciemne gotyckie budowle zalane mgłą, rzadko rozświetlane promieniami słonecznymi lokacje tonące w mroku, gdzie migoczące kaganki rysują się tajemniczo na pokrytych ornamentami ścianach. Ogromne zamczyska, wypełnione rzeźbami, witrażami, pełne pochodni malujących naokoło przedziwne wzory. Posępne posągi maszkar, wyzierające z ciemności, obserwujące nasze poczynania z kamiennym spokojem. Rozległe bagienne tereny, pełne traw, mgły i drzew kryjących przed naszymi oczami pod swoimi koronami to wszystko, czego najmniej możemy się spodziewać. Horror! Klimat jest tu nakreślony wyjątkowo mocno, od razu sprawiając, iż grze zaczyna towarzyszyć ta dziwna, niewidzialna otoczka, spotykana niezwykle rzadko. Od samego początku też daje się poczuć mityczne motywy i zapożyczenia z wielu dobrze nam znanych historii i towarzyszących im postaci. Główny bohaterDante… Czy nie brzmi to przypadkiem znajomo? Włoski pisarz, zgłębiający przerażające tajemnice piekieł, by za pomocą pióra odkryć je przed zwykłymi, nie natchnionymi twórczym geniuszem śmiertelnikami, tworzący na białych kartach arcydzieło – Boską Komedię, wydaje się być niejako wzorcem dla demonicznego Dantego, siejącego śmierć i zniszczenie; również tworzącego historię – tym razem jego własną, i tym razem za pomocą miecza, zmieniającego się w jego dłoni w najgorszy koszmar napotkanych adwersarzy. Nikomu nie życzyłbym spotkania z takim przeznaczeniem, które w ich przypadku nosi imię tylko jedno imię: Dante… To, co nieszczęsne sługi ciemności muszą przeżywać nim wreszcie ostatni strzał lub cios nie wybawi ich ze straszliwych męczarni, jest wprost niewyobrażalne, a urzeczywistnia się przecież tak łatwo na ekranie ogromnego telewizora. Pokarane przez los odrażającym wyglądem maszkary, miast szybkiej i bezbolesnej śmierci, będącej niejako wybawieniem od tak tragicznej egzystencji, spotyka zamiast niej karzący miecz Dantego, który zdaje się być niezwykle pomocnym narzędziem, stworzonym wprost idealnie do okrutnej eksterminacji wroga. Gdyby jedno cięcie wystarczyło… Co to, to nie! Dante, uderzając chłodnym ostrzem od dołu podrzuca ofiarę w powietrze, by po chwili pozwolić jej zawisnąć na moment, targanej setką pocisków, bezradnej i wyczekującej kolejnych okrutnych pomysłów srebrnowłosego kata. A jest ich sporo… Bez znaczenia jednak, czy w jego posiadaniu znajduje się któryś z możliwych do zdobycia morderczych wynalazków, czy też kolejna walka (o ile można tę rzeź nazwać walką) będzie jedynie pretekstem do przećwiczenia swych zdolności manualnych – po tej iście splatterowej orgii wszystko zakończy się ukojeniem, oznaczającym dla oponenta w najlepszym wypadku rozerwanie na drobne kawałki w fontannach bryzgającej naokoło posoki (a gdyby tego było mało, muszę z niesłabnącą odrazą nadmienić, iż każde nasze bezlitosne zagranie jest z całą premedytacją oceniane, za co otrzymujemy różne noty!). Taak… Dante potrafi okazać swój gniew. Czy jednak jest on jedynie sposobem na wyładowanie agresji? A może na usprawiedliwienie krwawej łaźni znajdzie się jakiś istotny, racjonalny powód? To zależy. Zależy od tego, czy czytający te słowa uzna za wystarczająco istotny powód morderstwo całej rodziny przez nieczyste moce, stojące również za wysłaniem w celu zgładzenia Dantego setek swoich sług, kończących gehennę na ostrzu miecza. Historia przedstawia się nieco zawile: oto jeden z najpotężniejszych demonów, imieniem Sparta, obdarzając uczuciem zwykłą, śmiertelną istotę – ziemską kobietę, nie znalazłszy innego sposobu na jej zdobycie obraca się przeciwko swoim towarzyszom. W ten paradoksalny sposób, właśnie on staje się szansą dla rodzaju ludzkiego na obronę przed hordami demonów, pragnących unicestwić wszystkie ludzkie istnienia. Staje się też ojcem Dantego – który po dziś dzień prowadzi niekończącą się bitwę z siłami ciemności. Żywot jedynej jego rodziny zakończył inny diabelski posłaniec – Mundus, stawiając tym samym krzyżyk na wszystkich członkach swego czarciego rodu. Po dwóch tysiącleciach zaczyna się krwawa vendetta nieustraszonego herosa. Sparta pozostawił Dantemu wiele – dziedzictwo mrocznej mocy, którą syn demona pragnie wykorzystać tylko w jeden sposób… Zemsta to niebezpieczny motyw; wystarczający jednak pretekst, by rozpruć grę od początku do końca „jednym tchem”… Tylko chora psychicznie osoba mogła wpaść na pomysł podobnej historii! Wspomniany na początku pisarz Dante również miał podejrzenie psychicznej choroby, obłąkania. Dziś okrzyknięty geniuszem, nie może niestety zebrać plonów swego natchnienia. Jakie to smutne…

Dźwięki towarzyszące rozgrywce najlepiej od razu wyłączyć! Są tak realistyczne i przejmujące, że w połączeniu z nieziemskim klimatem DMC potrafią przyprawić niejednego o palpitację serca, a tego nikt z nas by chyba nie chciał. Grając, musiałem przez cały czas znajdować się pod czujnym okiem opieki medycznej, by przypadkiem nie okazało się, iż wrzaski potworów, ostre, gitarowe, pulsujące kawałki towarzyszące starciom, tajone szepty i anielskie chóry będą ostatnimi odgłosami, jakie będzie mi dane słyszeć za życia, nim prawdziwe anioły nie zanucą specjalnie dla mnie swej kojącej kołysanki… [znów powoli odpływam…;)]

Zapewne w przeciwieństwie do wszystkich innych, nie napiszę na koniec o grze nic miłego. Superlatywy mogę z czystym sumieniem odłożyć na bok. Po prostu ich użycie byłoby zupełnie nieuzasadnione, może nawet – nie na miejscu. Okrutna jatka bijąca z ekranu, uzależniający system gry, przytrzymujące gracza przy konsoli architektoniczne wysiłki twórców, speców od grafiki, dźwięku i filmowe prowadzenie akcji ukazujące ją z odpowiednio umiejscowionych i śledzących nas bez przerwy kamer, liczone w czasie rzeczywistym przez procesory graficzne konsoli, hipnotyzujące, ciasne lokacje i rozległe przestrzenie oraz przyspieszająca bicie serca i podnosząca poziom adrenaliny rozgrywka to coś, co może wywołać nie tylko problemy zdrowotne, ale i osobowościowe. W opakowaniu wraz z grą nie znajdziemy niestety darmowego karnetu na liczne wizyty u psychoanalityka czy innych lekarzy próbujących pomóc osobom uzależnionym, wśród których każdy jej potencjalny nabywca ma szansę się znaleźć. Należy więc doliczyć dodatkowe koszta jako konieczne po dłuższym obcowaniu z DMC. Całe szczęście, że wszystko trwa na tyle krótko, iż przeciętny widz może nie zdążyć się uzależnić, czy też bez reszty poświęcić swego życia krwawej zemście Dantego. Niestety, przebiegli autorzy, realizując prawdopodobnie jakiś chytry plan, uraczyli graczy kilkoma dodatkami, starając się jak najdłużej zatrzymać ich w świecie demonów. Po ukończeniu dwudziestu trzech dostępnych etapów, dochodzą cały czas możliwości zdobywania przeróżnych bonusowych umiejętności, pojawiają się też nowe poziomy trudności wraz z każdym kolejnym ukończeniem gry. W dodatku system punktowania za najlepiej i najbardziej efektownie wykonane egzekucje potrafi przykuć uwagę na kolejne godziny. Szalenie wciągające. Potworność!

Cóż pozostaje mi jeszcze napisać? Nieważne, że jest to gra zdolna sprzedawać systemy (w tym przypadku padło na Bogu ducha winną PS2) – w końcu na PC jest tyle wspaniałych, pięknych gier. A w świetle tego faktu cena zestawu PC dobrej klasy nie wydaje się przecież aż tak straszna – czymże jest kilkukrotna cena PS2 w porównaniu do wspaniałych majstersztyków, jakie będzie nam dane oglądać… A co ważniejsze, pogramy sobie na eleganckim, piętnastocalowym monitorze za pomocą wygodnej klawiatury, zamiast na wielkim, telewizyjnym kineskopie przy użyciu diabelskiego wynalazku, jakim bez wątpienia jest analogowy i wibrujący (brr!:) Dual Shock 2! Tak, PC to zdecydowanie lepszy wybór! Wszystkich, stawiających PC wyżej nad konsolami, jeśli chodzi o gry, popieram dzisiaj całym sercem. MACIE RACJĘ! Gry na konsole nie oferują graczom nic godnego uwagi! [absolutnie nic!]
To po prostu straszne! To, co reprezentują sobą w dzisiejszych czasach wszelkie elektroniczne systemy rozrywkowe, ten potworny gąszcz innowacji jest na najgorszej z możliwych dróg. Coraz bardziej realistyczny obraz i dźwięk, ekrany TV dopasowane swymi wymiarami do ludzkiego pola widzenia, hełmy wirtualne… Prawdziwie trójwymiarowy obraz gości już nawet w powszechnie dostępnych kinach. Wszystko to dąży i prowadzi nieuchronnie do zatarcia się granicy między światem wirtualnym, a rzeczywistością – widać to coraz wyraźniej, czy tego chcemy, czy nie. Bo Devil May Cry, jest właśnie kolejnym krokiem w stronę przepaści, z której ciężko nam będzie się wydostać, a reakcje graczy po zetknięciu z tym potwornym dziełem sztuki są nie tylko wyrazem diabelskiego kunsztu autorów, ale również tego najlepszym przykładem! Skoro Diabeł może – zapłaczmy razem…

Master

Trzy grosze konsolki

Tak, po dłuższym czasie zaczynają się pojawiać pozycje, które pokazują prawdziwy potencjał PS2. Pierwszą taką grą było Gran Turismo 3, a teraz Devil May Cry. DMC to nowa jakość, inaczej nazwać tego nie możemy. Po pierwsze: grafika, która jest N-I-E-S-A-M-O-W-I-T-A! Wykonanie, zarówno wszystkich lokacji, jak i przeciwników, budzi podziw. Liczba detali jest po prostu przeogromna. Cała gra toczy się głownie we wnętrzu gotyckiego zamku, więc przez większość czasu przemierzamy korytarze i kolejne pokoje – ale jak to wygląda! Ludzie, by zrozumieć, o co mi chodzi, po prostu trzeba to zobaczyć na własne oczy. Po drugie: walka. Skończyłem w życiu wiele gier, ale to, co się wyprawia w DMC, to po porostu coś nie do opisania. Dante potrafi walczyć przy pomocy miecza lub broni palnej. Mieczem możemy wykonać proste, kilkuciosowe combo, ale możemy także łączyć ataki miecza z bronią. I tak możemy podrzucić przeciwnika w powietrze, a następnie wyjąc guny i pruć z nich w spadającego oponenta. Istny czad! A to zaledwie początek. W miarę grania zdobywamy specjalne punkty, za które możemy kupować nowe umiejętności. Do tego warto doliczyć bardzo bogaty arsenał broni. Począwszy od pistoletów, poprzez shotgun, a na rakietnicy skończywszy. No i na koniec grywalność… Granie w Devil May Cry to sama przyjemność. Zarówno walka, jak i zwiedzanie są bardzo rajcujące. Zagadki nie są skomplikowane, a jedyne problemy mogą sprawić walki z poszczególnymi bossami. Pomysł misji może wydać się lekko chybiony, ze względu na ich długość. Jednak, jak by na to nie patrzeć, DMC to coś nowego. Zapewne już niedługo pojawią się jego liczne klony, ale to już nie będzie to samo. DMC wyznaczył nową jakość w grach, nie tylko dla PS2. Były gry przed Devil May Cry i będą po Devil May Cry. Po prostu teraz wszystkie nowe pozycje będą oceniane z poziomu arcydzieła Capcomu. Czegoś takiego jak Devil May Cry już dawno nie było i prawdopodobnie przez długi czas nie będzie…

Devil May Cry
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)
admin

View all contributions by admin

Similar articles