Chopper Attack

Możliwość komentowania Chopper Attack została wyłączona 4

„-Butch, whose motorcycle is this?
-It’s a chopper!
-Whose chopper is this?
-Zed’s.
-Who’s Zed?
-Zed’s dead, baby. Zed’s dead.”

(Q. Tarantino, R. Avary, „Pulp Fiction”)

SŁOWA WSTĘPNE
Chopper to… śmigłowiec. Nie wierzycie, to sprawdżcie w słowniku. I tym śmigłowcem przyjdzie nam naparzać w rozliczne zabudowania wojskowe, przelatujące myśliwce, helikoptery, bombowce, biegających we wszystkich kierunkach komandosów, wreszcie krążące przy ziemi czołgi i inne opancerzone pojazdy. Zabawy będzie kupa, i to taka całkiem spora. Na początku jednak garść faktów.
Midway, potentat na rynku dystrybucji gier, miał wielką lukę w miesiącu maju. Po prostu nie było co wydać. Wszystko, co już było ukończone, od miesiąca leżało na rynku i zbierało zielone Waszyngtonowe plony, zaś to, co jeszcze nie było gotowe, nie było gotowe. Sięgnięto więc po mającą niemal rok japońską gierkę „Wild Choppers”, będącą ulepszoną wersją sławetnego „Jungle Strike”. Jej macierzysta firma Seta (mnie się to kojarzy z wódką, ale widać mam złe skojarzenia) z wielką radością dokonała szybkiego tłumaczenia z dżapanis na inglisz, wzięła za to duże pieniądze i tak oto Midway rzucił „Chopper Attack” na rynek amerykański, a wkrótce póżniej europejski.

HI-STORY-JKA
Uwaga: ściśle tajne! Przed przeczytaniem zjeść i popić kwasem mrówkowym, strawić, zwrócić i spuścić wodę. Grupa terrorystyczna zwąca siebie „Guren-no-kiba” już od kilku lat dokonuje na całym świecie zbrojnych akcji mających zaburzyć panujący pokój. Przy pomocy porwanych amerykańskich naukowców oraz wykradzionej z tajnych zakładów broni tworzy coraz bardziej zaawansowane technologie militarne. Jej cel: stworzyć androida – żołnierza, który to by pozwolił organizacji objąć władzę nad światem. Ty, jako członek oddziału specjalnego otrzymujesz jeden prosty rozkaz:

ZNISZCZYĆ!
Na początku wybór postaci i zarazem helikoptera. Do wyboru mamy 8 jednostek fruwających, począwszy od mikroskopijnych (Wasp) po olbrzymie bydło (Whale – 32). Od tego, czym będziesz latał, zależy szybkość twego przemieszczania się nad terytorium działań, ilość broni w ładowni i odporność na ostrzał wroga. Do tego mamy twarze, znaczy się pilotów: od 53-letniego weterana Danny Gregga (tak, to rodzina naszego specjalisty od sprzętu, imć Grega P.), przez kacapską agentkę Alicję o bardzo rosyjsko brzmiącym nazwisku Anderson, po słynnego japońskiego wynalazcę Hironiutsu Goodmana, który to przerobił śmigłowiec ratunkowo-naprawczy (zresztą też własnej roboty) na ciężki śmigłowiec bojowy i teraz nim lata. Tak więc do wyboru do koloru. Potem broń. Jedno spojrzenie na briefing i już wiemy, czego nam potrzeba. Wszystkiego! Grunt, że mamy unlimited Vulcan Bullets, są one dość kiepskie, ale w ostateczności da się nimi strzelać. Prócz tego magazyn zaśmiecają AAM, homing AGAM, Cluster BOMB, zwykłe rakiety, niezwykłe rakiety, Dummy Countermeasure, AGM i parę innych specjali, które to można zdobyć podczas wykonywania kolejnych misji. Jak widać, jest czym niszczyć.
I oto rozpoczyna się misja. Lecim na Szczecin! Zaraz, zaraz, a cel? Racja… Raz jest to odbicie lotniska, kiedy indziej ochrona samolotu prezydenckiego czy uratowanie zakładników z obozów jenieckich. Zdarza się, że trzeba zniszczyć zakłady chemiczne rozlokowane w przypominającym labirynt wąwozie lub też zlikwidować wyrzutnie rakiet ziemia przed oceanem – ziemia za oceanem. Zawsze jednak sprowadza się to do tego, że łapiemy ster w grabie i gaz do przodu w poszukiwaniu celów do skremowania. Całe szczęście, że mamy mapkę z dokładnym rozmieszczeniem wrogich drani, inaczej moglibyśmy trochę pobłądzić, a paliwa nieubłaganie ubywa. Przyjdzie nam się zmierzyć z plującymi ogniem śmigłowcami, czołgami, transporterami opancerzonymi, wyrzutniami rakiet, bunkrami, piechurami miotającymi granaty. Najlepszy jest jednak Rambo – zajeb**** koleś z gołą klatą i w czerwonej opasce na czole, biegający ile sił w krzywych nogach dżwigając wyrzutnie rakiet na ramieniu. Facet jest na tyle pakerny, że potrafi schwytać się płozy twojego śmigłowca i mimo twoich ekwilibrystycznych akrobacji nie spaść na ziemię, a wręcz przeciwnie – majta się mocarnie na boki, przez co tracimy równowagę i nie jesteśmy w stanie prawidłowo namierzyć celu. Kiedy wreszcie Rambo się odczepi lub dostanie rakietą przez łeb, wrzeszczy zupełnie jak Stallone…

OPRAW(C)A!
Gra jest już, jak na konsolę, leciwa. W związku z tym grafika odstaje od tego, co się widzi w dzisiejszych produkcjach. Wszystko tonie w pokrzywowo-brunatnych szarościach, tekstury podłoża są niemal cały czas takie same, zaś wyskakujące po zniszczeniu budynków power-upy często niemożliwe do rozpoznania. Podobały mi się za to wybuchy – takie ogniste i krwawe, takie jak powinny być. Dżwięk jest ok, muzyczka to nieco chamska przeróbka kilku znanych hitów autorstwa między innymi Morricone, Vangelisa i Pet Shop Boys (ale tak przerobione, że nieraz trudno rozpoznać), zaś okrzyki, jęki, wybuchy i komentarze pilota naprawdę rządzą.

A WIĘC
A więc jak ktoś lubi strzelanie i nie przykłada wielkiej wagi do super-duper grafiki, a w dodatku ma obcykaną obsługę pada, będzie się z „Chopper Attack” znakomicie bawił. Inni mogą sobie grę pożyczyć, ukraść jakiemuś nielatowi czy wysępić na tydzień w sklepie, potem w nią pograć i się zastanowić, czy jest warta te 250 zł. Szczęść Boże (a dla kieszeni niestety) na pirackich CD-R’ach jej nie ma… Właśnie – czemu nikt nie robi CART-RIP-ów??? 🙂

Chopper Attack
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)
admin

View all contributions by admin

Similar articles