Boulder Dash

Możliwość komentowania Boulder Dash została wyłączona 2

Rockford był jednym z najsłynniejszych poszukiwaczy diamentów na świecie. W ciągu całego swego życia ów urodzony w 1984 roku chłopak znalazł więcej diamentów niż najbogatszy szejk arabski ma ziarenek piasku we swych posiadłościach. Mimo to Rokiś wciąż pozostawał tym samym skromnym człowiekiem, który te kilkanaście lat temu wyprawiał się po skarby w samych tylko spodenkach; bez profesjonalnego sprzętu i map. I choć od dobrych kilku lat nie wybrał się na żadną przygodę, to jednak pozostawał w pamięci milionów… przede wszystkim ze względu na swe najdawniejsze wyprawy, zwane dziś klasycznymi. Teraz zaś cofniemy się do roku 1990, do czasów, kiedy to potężny playboy imieniem GameBoy zasponsorował wyprawę Rockforda w świat swej niewielkiej konsoli.
Boulder Dash w wersji dla czarnobiałego cudownego dziecka Nintendo to ta sama gra, która podbiła serca posiadaczy mikrokomputerów Atari, Spectrum i Commodore. Sympatyczny bohater znów ma te same zadania co kiedyś, mianowicie musi odnaleźć określoną liczbę diamentów i uciec z jaskini, nim czas go zabije. Wykonanie misji utrudniają mu walące się na łeb kamienie (prawa fizyki się kłaniają), bulgocząca lawa, dziwaczne stworzenia i słabości własnego umysłu, albowiem tylko niezwykle inteligentni ludzie są w stanie wzbogacić się nie tracąc przy tym życia…
Poszczególne jaskinie mają w Boulder Dash na GameBoya niemal identyczny układ co te z wersji z lat 80-tych. Główną różnicę stanowi grafika. Nie to, żeby była lepsza, wszak sercem tej konsolki jest znany wszystkim starszym graczom procesor Z 80. Po prostu jest inna. Wystarczy spojrzeć na screeny, by się przekonać, że zniknęły kolory (surprise!), zaś sympatycznego mrówczaka, jakim był Rockford, zastąpił chłopiec w kasku na głowie, przypominający nieco bohaterów Bombermana. Czyżby więc Rokiś przeszedł jakąś operację plastyczną, po której wygląda jak strażak? Prasa o tym nic nie pisała… W grze zmieniły się też potworki – kiedyś były to pulsujące kwadraty i motylki złożone z dwóch trójkątów połączonych wierzchołkami, dziś (a raczej w 1990 roku) są to np. pingwiny, a więc zwierzątka istniejące w rzeczywistości, tyle że z reguły trzymające się z dala od jaskiń. Co jeszcze? Ano piasek wypełniający każdy poziom przypomina czasem trawę, a czasem padający deszcz, na niektórych etapach zamiast kamieni zobaczymy domki bądź machające parzydełkami meduzy. Brakuje też charakterystycznego trzasku, jaki towarzyszył zebraniu wszystkich potrzebnych w danej jaskini diamentów. Teraz główny bohater zaczyna po prostu migać…
Boulder Dash stracił niestety swój klasyczny wygląd; teraz wygląda bardziej różnorodnie, lecz idiotycznie. Te domki i meduzy spadające dziesiątkami na łeb Rockforda przypominają jakieś mało śmieszne filmy w reżyserii Eda Wooda czy gry dla ociemniałych dzieci – spadanie kamieni w jaskiniach jest bowiem normalne, ale meduz??? Podobnież i tła, raczej nieziemsko wkurzają niż przyciągają do ekraniku. Z drugiej jednak strony gra zachowała swój klimacik. Zabawa wciąż wciąga, wyzwania, przed jakimi Rockford staje, nie należą do najłatwiejszych, zaś muzyczka nie jest zła, choć oczywiście różni się od oryginalnej. Wszyscy, którzy nie mieli do czynienia z „klasykiem” i nie szukają jego gameboy’owej wersji, a po prostu sympatycznej gry logiczno-zręcznościowej, będą zadowoleni. Starsi zbawcy przygód Rockforda będą zaś narzekać.

Uwaga! Ocena dotyczy konsoli Gameboy Pocket (GB)!

Boulder Dash
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)
admin

View all contributions by admin

Similar articles