Bomb Jack

Możliwość komentowania Bomb Jack została wyłączona 1

Wśród najciekawszych gier przeznaczonych dla konsoli Gameboy olbrzymią grupę stanowią konwersje wielkich hitów rodem z komputerów 8-bitowych. Stary, dobry Bomb Jack jest właśnie jednym z takich programów… I z jednej strony traci na tym, a z drugiej zyskuje. Zacznijmy od tego drugiego aspektu, a więc od zalet leciwego produktu Infogrames i Tecmo. Otóż gra zachowała wszystkie najistotniejsze cechy swych oryginalnych wersji (ZX Spectrum, Commodore 64, a później i Atari XL/XE). Zaowocowało to utrzymaniem się wysokiego poziomu miodności. Zadania stawiane przed głównym bohaterem wciąż mają tą niesamowitą cechę, jaką jest dar przyciągania do siebie gracza! Czas nie ima się klasyki! Tu winny jestem wyjaśnienie – wszak nie wszyscy wiedzą, kim jest ów główny bohater. Otóż niejaki Bomb Jack jest człowiekiem nadzwyczajnym, i to nie na ten zwykły sposób, na jaki nadzwyczajnym jest każdy z nas! On jest po prostu nadzwyczajnie nadzwyczajnym osobnikiem, kimś pokroju Supermana, Spidermana czy Batmana! Żadna nowość – powiecie? Rzeczywiście, ale… ten bohater różni się odrobinę od wszystkich dotychczasowych jednoosobowych ekip ratunkowych. Bomb Jack jest mianowicie specjalistą od bomb i niczego więcej, a ponadto nie ma owych jakże durnych literek „man” w swej ksywie. Reszta niestety jest identyczna: długa, falująca na wietrze pelerynka, kilka żyć w zapasie i umiejętność skakania na wysokość kilkunastu pięter. Na każdym z kilkudziesięciu etapów zamieszonych na cart’cie znajdują się bomby. Jest ich sporo – na szczęście wszystkie mieszczą się na raz na ekranie, dzięki czemu można zaplanować sobie kolejność zbierania ich. Żeby nie było łatwo, po poprzecinanej podestami planszy pałętają się złe duszki, które starają się przeszkodzić Bomb Jackowi w wykonaniu zadania. Istnienie przyciągania ziemskiego oraz niewielka sterowność bohatera podczas spadania po wykonanym skoku ułatwiają im zadanie. Dobrze więc, że co jakiś czas na scenie pojawia się pigułka, której zażycie powoduje np. przejściowe unieruchomienie potworków (można je wówczas zjeść, co tylko dowodzi ewidentnego zapożyczenia z Pac Mana) czy też przyspieszenie ruchów Bomb Jacka. Cała ta zabawa, jak już wspomniałem, jest wciągająca i nie nudzi się szybko. Zdobywanie kolejnych poziomów, rozbrajanie setek bomb i uciekanie szalejącym „przeszkadzaczom” ma w sobie ową magię głupawych gierek, jaką znamy chociażby z Tennis czy River Raid. Niby nic, a wciąga jak cholera… Aż się człowiek na wady programu nie patrzy! A tych jest co najmniej kilka. Razi przede wszystkim szata graficzna Gameboy’owego Bomb Jacka. Niewielkie postacie, kilka powtarzających się teł (Sfinks i piramidy, Akropol, jakiś zameczek z Francji, bloki z Niemiec i czarno-białe trawy Anglii), niewielka liczba niespodzianek, słaba animacja i pewnego rodzaju monotonia powodują, iż nie wszyscy będą tym produktem usatysfakcjonowani. Owszem, to fajna przeszkadzajka do postukania w czasie podróży, ale… uważam, że miłośnicy „przechodzenia” gier zawiodą się na Bomb Jacku. Cóż, dla każdego coś miłego.

Bomb Jack
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)
admin

View all contributions by admin

Similar articles