Bloody Roar 3

Możliwość komentowania Bloody Roar 3 została wyłączona 5

Odkryj w sobie dzikie zwierzę. Pod takim hasłem rozprowadzana jest kolejna edycja, tym razem z numerem 3, klasycznego mordobicia o brzmiącym tytule Bloody Roar.
Nie bez przyczyny gra ta jest reklamowana takim, a nie innym hasłem. Albowiem idea samego mordobicia w tej gierze opiera się właśnie na dodatkowej funkcji, jaką jest transformacja każdego z bohaterów w swoje dzikie odzwierciedlenie. Dokładnie mówiąc, każda z postaci w czasie walki może przemienić się w swoje dzikie ja. Przykładowo może to być lew, wilk, kameleon, nietoperz, kret, tygrys, czy też leopard.
Funkcja takiej właśnie przemiany daje oczywiście dostęp do specjalnych charakterystycznych tylko dla danej postaci, tajemnych uderzeń.
Tak więc podsumowując Bloody Roar 3 jest zwyczajną trzaskaniną, opartą na dokładnie takich samych zasadach, co przykładowo Tekken czy też Dead or Alive, tyle że głównie bohaterowie oprócz swoich podstawowych ciosów mają także możliwość zmiany w dziką bestię o niezwykłych umiejętnościach siłowego rozwiązywania problemów.
O ile jednak Roar 3 opiera się na tych samych zasadach co powyżej wymienione nawalanki, o tyle po bliższym spojrzeniu okazuje się, iż znacznie odbiega zarówno właśnie od Tekkena, jak i od Dead or Alive.
Faktem jest, że Bloody zawiera w sobie sporo dynamicznej akcji, okraszony jest niezłymi efektami graficznymi i dobrym odgłosami naparzaniny, niestety jednak w końcowym rozrachunku okazuje się, iż czegoś istotnego tu brakuje. Pewne jest, że z obijania mordy zarówno komputera jak i drugiego gracza daje się wyciągnąć jakąś satysfakcję, szczególnie kiedy stosujemy popisowe numery, jak na przykład skakanie na czaszkę przeciwnika i wkręcanie się w nią pazurami, jak to czyni postać przemieniona w kreta. Jednakże pewne jest również, to iż to samo obijanie ryjów w tej grze, dosyć szybko staje się monotonne. Szczególnie kiedy okaże się, że wypróbowaliśmy już wszystkich bohaterów z ich transformacjami.
Dodatkowo sama specyfika przemian na której opiera się tak naprawdę cały pomysł gry jest jej sporym minusem. Po pierwsze dlatego, że wszystkie przemiany zdają się być zbyt mocno przerysowanymi kreskówkami, przez co wydają się być dosyć niewiarygodne i niekiedy żałosne. Po drugie zaś (jest po części związane z punktem numer jeden) granie króliczkiem z pomponowatym ogonem, czy też kameleonem z wielkim łbem zaprawa bardziej na głupkowatą kopaninę, a nie na grą o nieco wyższych aspiracjach. No chyba, że pojawienie się tego produktu w swoim założeniu, nie miało być związane z konkurowaniem z innymi tego typu grami z gatunku, a raczej miał on tworzyć zupełnie odrębny rodzaj gier z pluszakowymi zabójcami w rolach głównych.
Pomimo, iż można się tu czepiać samych kreacji zawodników, to prawdą jest, iż nawet głupkowato wyglądający królik dopracowany jest bardzo dobrze pod względem graficznym. Ta kwestia, jeśli idzie o postacie, trzeba powiedzieć, iż jest rzeczywiście mocną stroną gry. Sposób odwzorowania tak zwanego Nienarodzonego w czasie walki zasługuje na wielkie pochwały. Koleś graficznie wygląda bowiem, jak prawdziwe cudeńko animacyjne. Szczególnie przy wykonywaniu niektórych glanowań w jego wykonaniu.
Gorzej, jeżeli chodzi o grafikę przedstawiają się niestety miejsca pojedynków. Nie można powiedzieć, że są zupełną cienizną, bo tak na pewno nie jest. Ich demolka w czasie trwania walk sprzyja nawet odbiorowi całej walki. Jednak to co w nich niepokoi, to fakt braku jak gdyby połączenia z samymi bohaterami. Jest to w zasadzie również problem zawodników. Wykonani bardzo borze graficznie zdają się walczyć, można by powiedzieć, iż w specjalnie dla nich włączonym hologramie. Innymi słowy nie korespondują zbyt mocno z otoczeniem.
Równie słabą stroną co otoczenie jest również muzyka i wszelkiego rodzaju odgłosy. Walnięcia i kopnięcia nie wydają się na tyle mocne, aby konkurować z innymi wziętymi z gier tego gatunku. Wypowiadane zaś zwroty bohaterów, zajdą się być jakby wstydliwymi pomrukami przestraszonych zabójców.
Podsumowując. Bloody Roar 3 jest kopaniną z możliwością wybrania jednego spośród dwunastu zawodników do tłuczenia gości w poniższym szeregu trybów: Arcade, dwu graczowy Mulitiplayer, Survival i Trening. Można dodać, iż dzięki przemianie w dziką postać uzyskujemy podwojenie liczby występujących tu zawodników. Do tego wszystkiego dochodzi parę plansz, na których możemy się glanować.
Ocena końcowa: 6.5 – niby fajnie zrobione świetlne efekty, no i całkiem zabawne to wszystko, nawet można się pośmiać, także leje się trochę krwi, również postacie po mocnych kopnięciach latają po całym ekranie, niektóre ciosy swoją brutalnością przebijają wiele dotychczasowych gier, ale jakoś tak do końca to wszystko jednak nie współgra.
Czy warto ją mieć w swojej kolekcji? Jeśli jesteś zapamiętałym fanem kopanin to raczej tak. Z pewnością znajdziesz tu dobry system bicia, kopania i wbijania kłów w przeciwnika. Jeżeli zaś wolisz jeździć sobie samochodami, bądź też podawać piłkę z jednej strony boiska na drugą, to wychodzę z założenia, że jeśli masz już Tekkena, bądź Dead or Alive, to spokojnie możesz sobie odpuścić Bloody’ego.

Bloody Roar 3
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)
admin

View all contributions by admin

Similar articles