Big Ol’ Bass 2

Możliwość komentowania Big Ol’ Bass 2 została wyłączona 2

marzec… Już niedługo kwiecień, te parę tygodni maja pełnego słońca, kwitnących drzew, kwiatów i zapachu lata. Na koniec upalny już czerwiec, za kilka dni wielka laba dla setek młodych ludzi – WAKAAACJE!!!! Zero stresów. Zaraz… jak to zero? Dymiące samochody, wrzeszczące dzieciaki na podwórku, dzwoniący bez przerwy telefon, kolejne zaproszenia na imprezy i balangi… Jedna, druga, dziesiąta. Po jakimś czasie ma prawo się znudzić, a Ty nawet porządnie wyspać się nie możesz, bo cały czas jakieś sprawy na głowie! Gdzie można najlepiej odpocząć?! W zaśmieconym parku pełnym tłoku i hałasu? Na dyskotece? Nie, to już odpadło na wstępie. No to może do kina? Też nie?!! A co byś powiedział na złowienie kilku rybek na łonie przyrody? Znów masz jakieś ale – za daleko, trzeba mieć doświadczenie, no i ten sprzęt za kilkaset złotych, do tego brzydzisz się robalami :)… Zasłoń zatem okna, pozamykaj drzwi, odłącz telefon i zepsuj dzwonek przy drzwiach. Psa profilaktycznie nakarm, zaknebluj i zamknij w kuchni. Masz teraz chwilę czasu? A więc wyjmij składany stołeczek i wędkarską czapeczkę. Zagramy w Big Ol’ Bass 2.
Jeśli jeszcze nie zorientowałeś się, drogi Czytelniku czym ta gra właściwie jest, to podpowiem Ci, iż jest ona symulacją łowienia ryb. Zalecam też w takim przypadku wizytę u odpowiedniego specjalisty lub nowe okulary. Albo jeszcze raz przeczytaj wstęp. Grunt, że już wiesz. BOB2 jest takim prostym sposobem na uniknięcie grzebania w rozmiękłym gruncie w poszukiwaniu oślizgłych rosówek, hodowania bakutili czyli muszych larw, popularnie zwanych czerwiami, żerujących na rozkładającej się padlinie. Po takiej zachęcie z pewnością ucieszysz się z faktu, że wbrew Twojej woli żadna glista nie będzie bezkarnie panoszyć się w okolicy. Tobie przyjdzie jedynie dzierżyć w dłoni pada swej ukochanej konsoli.
Wbrew pozorom, joypad sprawdza się w roli wędziska całkiem przyzwoicie. Zabawa staje się może nieco zbyt schematyczna, ale dzięki temu mamy pewność, że zbędne utrudnienia i komplikacje nie zdominują klimatu. Na początku wybieramy kierunek, w którym ma udać się nasza przynęta, a następnie naciskając w odpowiednim momencie dany przycisk posyłamy ją szerokim łukiem w wodne głębiny. W tym momencie kamera podążając za nią przenosi się pod powierzchnię i możemy zacząć połów. Powoli zwijając żyłkę symulujemy ruchy małej, niewinnej rybki, tylko czekającej na to, by stać się smakowitym kąskiem w paszczy któregoś z podwodnych monstrów. Podpływa mały chudy okaz i chwyta przynętę… Miał to szczęście, że natura nie obdarzyła go zbyt wielką masą – nie ciągniemy za żyłkę. Rybka natychmiast wypluwa niestrawną zdobycz, dryfującą powoli dalej w chłodnej toni, szarpaną kolejnymi ruchami kołowrotka. Nagle nadpływa jedna z tych rybek, które gra określa mianem „Huge!”, czyli ogromnych. Jest wspaniała. Majestatycznie sunie pod wodą, gdy niespodziewanie nagły ruch żyłki przykuwa jej uwagę. Podpływa coraz bliżej wodząc wyłupiastymi oczami za zdobyczą. Zaczynamy zwijać żyłkę, na co ryba reaguje błyskawicznie ruszając w pościg. Chwyta haczyk… i jest już za późno. Silne drgania Dual Shocka świadczą o potędze tego kolosa. Migający po prawej stronie wskaźnik ostrzega o zmniejszającej się wytrzymałości żyłki, która lada moment może się zerwać. Popuszczamy więc odrobinę i ułatwiamy zdobyczy poruszanie się, jednocześnie powoli stukając w prawą gałkę pada zwijamy żyłkę. Cztery, trzy, dwa metry… Już jest nasza!

Tak w skrócie wygląda przeciętny połów. Przez cały czas graczowi towarzyszy dwoje przemiłych komentatorów, wspierających go duchowo i relacjonujących stale jego poczynania. Wypadają dosyć dobrze, choć ich kwestie dość szybko się wyczerpują i zaczynają powtarzać. U dołu ekranu stale przesuwa się czarny pasek (widoczny na screenach) z ważnymi informacjami i wskazówkami. Dzięki tym elementom łatwo jest się odnaleźć w świecie ogromnych ryb i szybko opanować technikę połowów.

Istotnym czynnikiem w podnoszeniu grywalności (lub, jeśli wolisz, miodności) jest grafika. Zbiorniki wodne, w których przyjdzie nam rzucać przynętę przedstawione są bardzo ładnie, niebanalnie. W tle azjatyckiego jeziorka widać japoński domek, za to w USA wiszący most. Doświadczymy też różnych warunków pogodowych, takich jak rzęsisty deszcz czy przeciwnie – upalny skwar. Woda wygląda ładnie i wydaje się na tyle czysta, by mogły zamieszkiwać ją prawdziwie imponujące zwierzęta. Pod powierzchnią zaś kryje się cała plejada różnokolorowych ryb o odmiennych rozmiarach i kształtach. Po złowieniu, każdy gatunek można obejrzeć w trybie Livewell (dostępny z głównego menu) i podziwiać jego wdzięki. A jest ich naprawdę niemała liczba. Ryby wykonane są nadzwyczaj ładnie i szczegółowo. Lśniące łuski wyglądają naprawdę dobrze – duży plus. Ekran gry przedstawia nam najważniejsze wskaźniki informujące o położeniu przynęty, jej odległości od brzegu i tym podobnych niuansach niezbędnych do zdobycia wymarzonego trofeum. Wszystko jest jasne i przejrzyste Nie uświadczymy setek zegarów, przełączników i światełek przypominających deskę rozdzielczą samolotu.
Autorzy podzielili grę na trzy główne tryby. Mamy więc Free Fishing, gdzie możemy dowolnie sprawdzić swoje możliwości na wybranym spośród innych łowisku. To dobry trening. Następnie możemy wybrać Tournament, gdzie konkurujemy z konsolą lub drugim graczem w kilku kategoriach (złowienie ryby o określonej wadze, czy gatunku). Mamy wtedy do wyboru kilku wędkarzy opisanych parametrami oznaczającymi ich skuteczność w danej dziedzinie. Na koniec World Monster Fishing, czyli ogólnoświatowa krucjata w poszukiwaniu tych najwspanialszych okazów, jakie kiedykolwiek widziało ludzkie oko. Tryb ten powinien przynieść wędkarzom dużo satysfakcji, gdyż został naprawdę dobrze dopracowany. Również w tym przypadku na wstępie program zaoferuje opcję zabawy dla drugiego uczestnika, co bez wątpienia urozmaici rozgrywkę.

Jak widać, od czasów poprzedniej części gry moda na wirtualnych wędkarzy nie zmalała, a wydaje mi się, że znacznie wzrosła. Ludziom nie mającym na co dzień do czynienia z tego typu rozrywką, gorąco namawiam na ten pierwszy kontakt. A jeśli produkt panów z Konami przypadnie Wam do gustu, z pewnością nie poprzestaniecie na tej jednej grze. Kto wie? Może nawet wybierzecie się kiedyś nad jezioro we własnej osobie, z wędką pod pachą? Bo jak doskonałe i realistyczne nie byłyby gry tego typu,to zawsze pozostaje ten największy minus – własnoręcznie złowionej ryby nie będzie można usmażyć na patelni w domowym zaciszu, czy pochwalić się nią sąsiadom i żonie:(. Ocena? Trudno mi się w tej sprawie zdecydować ze względu na niecodzienny temat, ale jednak muszę. Siedem dla amatorów wędkowania, pięć dla pozostałych zainteresowanych. Pomyślałem, że najrozsądniej będzie wyciągnąć średnią:).

Big Ol’ Bass 2
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)
admin

View all contributions by admin

Similar articles