Banjo-Kazooie

Możliwość komentowania Banjo-Kazooie została wyłączona 0

SŁOWEM WSTĘPU

Każda platforma do grania ma swój zestaw klasyki. Jest to komplet gier, które od pierwszego spojrzenia walą po mordzie jak Gołota Murzynów i do bladego świtu utrzymują gracza w błogim stanie ekstazy, przerywanym jedynie wypadami do wychodka. Bywa, że póżniej świat gry łączy się z realnym i wzajemnie dopełnia. Biegają póżniej ludzie po korytarzach i niszczą okna, kopią w każde napotkane kraty od wiatraków-napowietrzaczy. Tak, „Duke Nukem 3D” się kłania. Albo rozwalają samochodem 72-letnią staruszkę na strzępy, a następnie pakują jej członki do wozu i zwiewają… „Carmageddon”. Opisane przypadki nie są fikcją, zdażyły się w rzeczywistości. Wpływ kultowych gier na graczy jest bowiem wielki. Na szczęście większość z nas ogranicza się do niszczenia wroga bądż zapewnienia bohaterowi żony jako nagrody za bohaterskie czyny tylko i wyłącznie na ekranie monitora. I im bardziej gra jest wspaniała, tym częściej przed nim siedzimy, tym dłużej tracimy czas przy jednym programie. I jeśli nawet po 500 godzinach spędzonych przy grze nadal chcemy GRAĆ i GRAĆ, znać, że jest to klasyka – przebój nad przeboje, otoczony kultem, ważniejszy niż narzeczona czy kot.
Nintendo ma, według mnie, pięć Wielkich gier. Według stanu wody w Wiśle na dzień 31.12.98 są to: „Goldeneye 007”, „Super Mario 64”, „Mario Kart 64”, „International Superstar Soccer” i właśnie „Banjo-Kazooie”. Cóż to za gra? Czy rzeczywiście zasługuje na takie uznanie? Jakim prawem stawiam go ponad „Top Gear Rally” czy „Wave Race 64”? Spokojnie, już odpowiadam!

RZADKOŚĆ RARE

Pierwsze ploty o „Banjo-Kazooie” poszły w świat jeszcze w 1997 roku. Na trzy tygodnie przed targami E3 (Electronic Entertainment Expo) gigant Nintendo wraz ze swym najlepszym developerem Rare zorganizowało konferencję prasową. Zjawiło się mrowie ludzi, w czym nie było nic zdrożnego – Rare jest dla konsolowców tym, czy Sid Meier dla pecetowych strategów czy Spielberg dla fanów płaskogłowych, sympatycznych kosmitów. Wtedy właśnie przedstawiono program o roboczym tytule „Project Dream”, który to miał wyznaczyć nowe standardy jakości dla N64, zdeklasować o kilka długości „Super Mario 64” i tak namieszać rynkiem, by sprzedaż wspomnianej konsoli wzrosła.
Nadeszło E3, ludzie padli na kolana. To było to, czego oczekiwali! Niesamowicie rozbudowana platformówka w znakomitej oprawie, z sympatycznymi bohaterami i diabelskim złem do zniszczenia. Porywa w niej wszystko; muzyka, grafika, przygoda, bogactwo zdarzeń, postacie dramatu… tylko multiplayer nie porywa, ale to dlatego, że go w grze nie ma. A zatem… brawa dla Rare!

PROBLEM GŁÓWNY

Wredna i koszmarnie brzydka czarownica Gruntilda żyła sobie w opuszczonej przez wszelkie dobre żyjątka krainie Zła. Nie cierpiała miłości, nie cierpiała przyjażni, niszczyła wszelkie przejawy szczęścia i dobroci. Na walce z Dobrem zbiegły jej lata świetności i dziś była już podstarzałą wiedżmą zionącą jadem i nienawidzącą wszystkich. Oto jednak jej marzenie – bycie piękną, mądrą i kasiastą – miało się spędzić. Wyczarowana przypadkiem przez Gruntildę machina okazała się być potężnym transformatorem, przy pomocy którego można było wyssać młodość i urodę z dowolnej jednostki, a następnie wessać ją w inną. Gdy wiedżma dowiedziała się o przeznaczeniu nowego sprzętu, błyskawicznie podjęła decyzję i już chwilę póżniej w klatce, która stała w pokoju czarownicy, siedziała młoda, niewinna i śliczna Tooty. Trzeba dodać, iż ta niedżwiedzia dziewczynka uchodziła za najpiękniejszą pannę w okolicy. Zrozumiałym wydaje się więc być wybór wieżmy, a następnie rajd na miotle i porwanie, do jakiego doszło… Teraz pozostało już tylko przygotować transformację i… piękność, mądrość i bogactwo stałoby się faktem.

NOSIŁ MIŚ RAZY KILKA, PONIEŚLI I MISIA.

Głównym bohaterem jest Banjo, skromny miś o dość leniwym usposobieniu. Przez zupełny przypadek urodził się jako brat Tooty i nie będę ukrywać, iż jej porwanie nieco go wkurzyło. Postanowił uratować siostrę, a przy okazji skopać tyłek pewnemu brzydkiemu babsztylowi z pryszczem na brodzie. Sam jednak nie będzie. Pomoże mu Kazooie – czerowny struś z rodu wpisanego do zielonej księgi ptaków na granicy wyginięcia, zwierz dzielny, bojowy, wyposażony w ostry dziób i mocne nogi.
Pomysł był wspaniały. Umieścić ptaka w plecaku niedżwiedzia, tak by w razie potrzeby Kazooie wystawiał skrzydła i unosił przyjaciela w przestworza. Oczywiście wcześniej musiał zebrać odpowiednią liczbę czerwonych piór, które niczym benzyna dodawały mu wigoru. Tak więc problem latania, z którym dotychczasowi autorzy platformówek radzili sobie w dość pokrętny sposób (pigułki latania, nadnaturalne moce, znalezione skrzydła), został rozwiązany w sposób całkiem logiczny, a przede wszystkim znakomiecie wyglądający. Mało tego, struś potrafi przydziobać draniom zza pleców Banjo, znosić potężne jaja z taką siłą, by stanowiły one niebezpieczną broń miotaną dużego zasięgu, a także wziąć misia na plecy i na swych patykowatych nogach wbiec na strome zbocza otaczających okoliczne krainy gór i wyżyn! Wielkie brawa!

INNE POSTACIE DRAMATU

Prócz duetu niedżwiedż – struś, złej czarownicy Gruntildy i siostry Banja, Tooty, w grze spotkać możemy kilka innych postaci. Na przykład prawdziwego afrykańskiego szamana, Mumbo Jumbo. Facet, niezwykle chciwy na wszelkie materialne dobra, jest znanym w okolicy specjalistą od transformacji stosowanej. Całe szczęście, że w każdej odwiedzanej przez bohaterów krainie (a jest ich razem aż piętnaście!) znależć można specjalne żetony, którymi opłaci się czasową zamianę w termita czy aligatora. Po co? Ano cóż… miś jest gruby i nie wszędzie wejdzie. A taki aligatorek znakomiecie spisuje się na bagnach, zaś termin wlezie do dziupli, do której Banjo by się nie zmieścił. Panie Mario, jest pan już na kolanach?
Drugim sprzymierzeńcem jest kret Bottles. Pamiętacie tabliczki, z których Mario dowiadywał się o swych specjalnych umiejętnościach? Ten gość spełnia właśnie tą funkcję. Wyskakuje z kopca jak strzała i gada na przykład: „Zauważyłem, że dranie nie dają ci spokoju! Trza ich zlikwidować. Poproś ptaka, by miotał w kierunku wroga jaja – na pewno poskutkują! Nie zapomniej się wcześniej nachylić! Aby strzelać, wciśnij taki a taki klawisz”. I już! Parę prób i walimy jajecznicą jak z procy! I znów system ten jest znacznie bardziej logiczny niż ten zastosowany w „Super Mario 64” (skąd tyle tabliczek? Co to, muzeum?), a i nasi bohaterowie zostali znacznie chojniej obdarzeni w rozmaite talenta przez Panią Naturę. Mimo wielkiego bogactwa ruchów i specjalnych możliwości spamiętanie wszystkiego nie sprawia najmniejszego problemu – kret serwuje swą wiedzę stopniowo, zaś autorzy gry od razu pozwalają nam każdą z umiejętności wypróbować. Nie muszę już chyba wspominać, że jak w każdej grze Rare, pad sprawuje się znakomicie i aż chce się go trzymać w rękach.
Gruntilda, jak każda zła wiedżma, ma swoją dobrą siostrę. Nazywa się ona Bruntilda i nie tylko ma moc leczenia ran, ale i zna wiele sekretów i ciekawostek o swej rodzince. Wiadomości te przydadzą się bardzo w ostatecznym starciu z porywaczką. Dobra siostra jest zarazem ostatnią z postaci, które postanowiłem Wam przedstawić. Resztę poznacie osobiście… w czasie gry.

ŚWIAT PRZEDSTAWIONY

Jest piękny! Piętnaście krain wypełnionych jest soczystą grafiką, wielkimi animowanymi obiektami, licznymi pułapkami i kawałkami puzzli, których zebranie umożliwi nam spotkanie z Gruntildą. I znowu Mario nie dorasta nawet do pięt… Każda z krain, inkrustowana inną muzyczką (BOMBA!), tworzy oddzielny, olbrzymi świat z wewnętrzną logiką i odpowiednim designem. W każdy z etapów wkomponowano dziesięć kawałków puzzli, których zebranie niezbędne jest do ukończenia gry. Prócz tego odnależć trzeba komplet muzycznych nutek otwierających zamknięte magią drzwi na kolejne poziomy oraz po pięciu kolorowych gostków, któży pomoga zdobyć kolejne zagubione puzzle.
A jakie są krainy? Różne! Jest afrykańska kraina Szamana, pełna słomiano-bambusowych chat, palm i tamtejszych zwierząt. Jest kraina piratów położona na bezludnej wyspie, przy której stoi zakotwiczony szkuner. Pod nim, w wodzie, spotkać można rekina-niedżwiedziojada. Nie zabraknie pustynnej okolicy zamieszkałej mumie i beduinów, cmentarzyska pełnego upiorów i zombiaków, krainy czterech pór roku, nie zabraknie niczego! Aż się chce grać i grać i patrzeć na te kolejne niespodzianki, jakie serwują nam autorzy!
Grafika… rewelacja, lepszej na Nintendo 64 nie było! Animacja jest tak doskonała, że aż się człowiek zastanawia, czy przypadkiem taki niedżwiedż czy olbrzymi bałwan nie poddali się motion-capture’owi… A to przecież niemożliwe. Tekstury – świetnie dobrane, idealnie pasujące do obiektów, na które są nakładane. Nawet z bliska nie widać, gdzie się kończą, a gdzie zaczynają! A są ich tysiące! Widzialność? Nie, nie ma maskującej niedoskonałości engine’u mgły! Widzialność zadkoskopna! Kolorów są tysiące, zostały znakomiecie dobrane i wcale nie zmniejszają czytelności obrazu, jak to już nie raz bywało. Woda… przezroczysta, z lekką niebieskawą poświatą, załamująca światło pod właściwym kątem. VooBooDoo2 z Rivą TNT wysiadają z pociągu! Albo pole, po którym łazi się tonąc po pas w dojrzałym żytku! Yeah! Do tego trzeba jeszcze dodać znakomite wprowadzające intro, setki olbrzymich animowanych obiektów, niezwykłą płynność ruchu (cholera, jaki ta konsola ma procesor?), niezły framerate, całkowitą wolność stawiania kroków, mnogość postaci, którymi się poruszamy… wszystko, wszystko rządzi!
Muzyka… rewelacja, każdy etap ma inną, wygraną na odpowiednich, pasujących do lokalnych warunków instrumentach! Oczywiście jest ona znakomicie dobrana, wcale się nie nudzi, co więcej, w zależności od rozwoju sytuacji przyspiesza lub zwalnia, zmienia tempo, by dawać grającemu jeszcze więcej zabawy. Z racji pojemności carta bohaterowie nie mówią fizycznie, a zabawnie kwękają, zaś tekst wyświetla się w ramce u dołu ekranu. To standard dla N64, jakby ktoś się pytał. Ale Rare musiało pójść dalej! Każda postać ma innego sampla kwękania! A postaci jest kilkadziesiąt! Więcej nie będę się rozwodził, to trzeba usłyszeć, to trzeba zobaczyć!

A JAK SIĘ GRA?

Powiedziałem platformówka? No, niezupełnie. „Banjo-Kazooie” przypomina chwilami znakomicie napisaną przygodówkę! W końcu zabawa nie ogranicza się do walenia w łeb kolejnych przeciwników i parcia naprzód w celu rozwalenia wiedżmy na kawałki! Nie jest też tak, że jedyną trudnością jest odnalezienie na każdym z etapów dziesięciu puzzli, 100 nutek, pięciu kolorowych gości, iluś tam żetonów, monet czy piór. Goście z Rare przygotowali bowiem zestaw zagadek logicznych, które trzeba w określonym czasie rozwiązać, by osiągnąć upragniony cel. Czasem trzeba będzie wystukać imiona bohaterów na kamiennej podłodze przyzdobionej literkami, kiedy indziej zapalić wszystkie światełka na choince. W grze znajdziemy też elementy bardziej klasycznej przygodówki, całkowicie nieliniowej, żeby było śmieszniej. Zdaża się bowiem, że trzeba odszukać jakiś przedmiot, gdzie indziej go użyć, coś komuś dać czy pomóc. Czasem trzeba przywdziać siedmiomilowe buty, cało przebrnąć przez zamarzającą rzekę. Kiedy indziej dostarczyć zgubę dziobako-podobnemu zwierzęciu. Pomóc piratom odnależć skarb. A wszystko w dowolnym, wybranym przez nas momencie. Często więc trzeba się wracać ileś światów do tyłu, by zebrać dodatkowy osprzęt czy odszukać zagininego puzzla. Przez to gry starcza na kilkanaście długich wieczorów.

PODSUMOWANIE

Recenzja gry nie powinna być długa, a ja już wstukałem grubo ponad 10000 znaków! Basta, kończę. Rzecz jest naprawdę najwyższej klasy i kto nie zagra w „Banjo-Kazooie”, ten łoś, lamer i trąba. I tylko szkoda, że na PC, mimo zajebiście szybkich procesorów, drogich kart 3D i ton pamięci nie ma gry mogącej się choć w połowie równać się przebojowi Rare. A na horyzoncie nadzieję dają tylko „Earthworm Jim 3D” i „Rayman 2”, którego autorzy zresztą po oblukaniu Banja na targach E3 zdecydowali się przesunąć premierę o niemal pół roku…
Cóż, Nintendo nie jest takie drogie, a telewizor w domu każdy ma. Po co więc kupować drogą kartę 3D, jak za podobną cenę można sobie fundnąć znakomitą konsolę?

Banjo-Kazooie
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)
admin

View all contributions by admin

Similar articles