Automobili Lamborghini

Możliwość komentowania Automobili Lamborghini została wyłączona 7

Jadę!” – powiedziałem do Zofii. Chyba wywaliła oczy na zewnątrz twarzy, tak ją to zdziwiło. Niestety, nie było mi dane to dziwne zjawisko zobaczyć, bowiem właśnie trzaskałem drzwiami w przedpokoju. Wylazłem na ganek, zeskoczyłem ze schodów i z uśmiechem na twarzy wpakowałem się do mojego zółciutkiego Lamborghini. Odpaliłem silnik i już miałem dać mu po garach, kiedy sobie coś uświadomiłem.
Zaraz, zaraz, przecież tak nie można!„. – Wyskoczyłem z samochodu i z tym samym cukierkowato-głupkowatym uśmieszkiem wróciłem do domu (o przejściu przez grządkę świeżo zakwitłych peonii nie zapominając).
Masz” – ryknąłem, rzucając jej pod nogi obrączkę. Po chwili pędziłem już w kierunku autostrady, a z radia lecieli Bee Geesi.

W tym miesiącu mam sześć wyścigów. Dawno nie jeżdziłem, jestem bez formy, więc się trochę awanturowałem, by mi dali więcej. Ćwiczyć gdzieś trzeba, nie? Niestety, nic nie wskórałem, sześć musi wystarczyć. Przynajmniej się najeżdżę po kraju, bo rozstawili je po całych Stanach. Zaczerpnę więc trochę ciepluchnego powietrza pustyni, powdycham chłodnego tlenu z leśnych zakątków północy, poszaleję w centrum kraju, może w jakimś dużym mieście. Nie można narzekać. Wczoraj też dostałem z Centrum krótkie info o innych kierowcach. Wygląda na to, że mam do czynienia z amatorami. Jeżdżą głównie zwykłymi Porszakami, czasem tylko któryś ma Ferrari czy Lamborghini. A ich rekordy życiowe? Pożal się Boże, ja takie miałem na etapie piaskownicy. Cóż, nie wychowali się w tych czasach co ja.
Dziś Q grzebał przy moim samochodzie. Podkręcił nieco silnik, zmienił olej, sprawdził hamulce. Powiedział, że chodzi ideolo. Niedługo wóz ma pójść do generalnego remontu. Jakieś nowe wymagania wprowadzili i w tym stanie nie mógłbym się nim ścigać. Podobno mają dorzucić automat i oblachować drzwi. Q mówił, że jak przychlapie w bandę, to mnie odrzuci na środek i dalej będę mógł grzać. Podobno nawet się nie wgniata, wiec dopóki się nie sfajczę, nie będzie widać, że w coś przywaliłem. Fajnie. Wpakują mi jeszcze wyścigowe radio. Podobno walą jakieś obrzydliwe techno, a o Bee Geesach nie słyszeli. Nic to, przeżyjemy. W końcu najważniejsze, by silnik ładnie grał…
To już za chwilę! Siedzę, przede mną 3 innych gości spala się wewnętrznie dusząc wysokoprężne silniki. Trzy sekundy do startu. Spoconą dłonią przecieram czoło, opuszczam szybę kasku, przymykam oczy. Dwie sekundy. Wstrzymuję oddech. Rękę zaciskam na rączce skrzyni biegów. Uśmiecham się sam do siebie. Sekunda. Widzę już, jak lecimy po złoto. Muszę wygrać, muszę! GO!

„Automobili Lamborghini” to nowy wyścig ze stajni Titus. Bardzo przyjemny, nie nastręcza bowiem graczowi żadnych trudności. Po pięciu minutach wie się wszystko – jak zmieniać biegi, jak mijać przeciwników, na których zakrętach hamować, a na których nie. Po dziesięciu minutach wygrywa się wyścigi. A tras jest tylko sześć, każdą trzeba okrążyć kilka razy. Wyglądają one całkiem interesująco, daleko im do toporności „San Francisco Rush”. Tam drzewko, tu łączka, czasem jakiś most nad przepaścią czy tunel. Gdzieniegdzie można też sobie skrócić drogę, czy wybrać jedną z dwóch możliwych, lewą lub prawą. Gdy zaś pędzimy pod słońce, na ekranie pojawiają się śliczne odblaski. I nasza gwiazda nieco nas oślepia.
Sterowanie może się wydać trochę trudne, jeden lekki skręt i już rzuca na boki. Kto jednak przeszedł death-survival, jakim jest „Top Gear Rally”, bez problemu wskoczy za kierownicę dostępnych tu Lamborghini, Porshe czy Ferrari. Rozbić się jest trudno, dzięki czemu nie trzeba nadużywać hamulca. Gna się więc na maksa. Z drugiej jednak strony brakuje poczucia prędkości. Na liczniku prawie trzy setki, a wygląda, jakbyśmy się wlekli o połowę wolniej. Znacznie trudniej jest wyśmignąć drani niż w normalnym racer’ku. Potrafią blokować nam drogę, zastawiać się, spychać w kierunku ściany, czy nawet wykręcać piruety, byleś tylko nie wygrał. I tak najwięcej się traci w pitstopie. Trzeba kręcić padem w kółko, aż mechanicy zmienią wszystkie koła i napełnią bak, albo pad wyzionie ducha i będzie można podarować sobie granie na jakiś czas. Kiedyś kręciłem minutę…
Jest jeszcze Multiplayer, chyba najlepszy, jeśli chodzi o wyścigi na N64. Nawet w trybie dla 4 graczy gra chodzi płynnie i wszystko dobrze widać. Nawet mglić dużo nie musieli – wyrażnie widać, ile dziś znaczy dobry engine! A Lamborghini taki silnik ma…
Wypróbuj go.
Warto.

Automobili Lamborghini
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)
admin

View all contributions by admin

Similar articles