Anna Kournikova’s Smashcourt Tennis

Możliwość komentowania Anna Kournikova’s Smashcourt Tennis została wyłączona 0

Techniki marketingowe praktykowane przez firmy produkujące gry komputerowe, a mające na celu zachęcenie klienta do zakupu ich produktu, są różne. Jedni starają się prowadzić agresywną kampanię reklamową, inni zazdrośnie strzegą tajemnic dotyczących swojego nowego produktu, łudząc się, że ktoś kupi ich grę, żeby ową tajemnicę odkryć. Są też i tacy, którzy podpisują umowę ze znaną osobistością (gwiazda sportu, itp.) lub firmą, która sygnuje dany produkt swym nazwiskiem/nazwą, co w ich mniemaniu ma pomóc ich grze odnieść sukces komercyjny. Różnie to z takimi praktykami bywało. Jedne gry odnosiły sukces (Colin McRae Rally), inne okazywały się totalną klapą (Jeff Gordon XS Racing)
Do tych ostatnich właśnie należy firma Namco, która swój nowy „symulator” tenisa postanowiła nazwać Anna Kournikova’s Smashcourt Tennis. Kournikova się na to zgodziła, podpisała papiery i dostała swoją dolę. Graficy, koderzy i cała reszta ludu tworzącego grę wzięła się zatem do roboty. Tak też na świat przyszła gra, którą mam teraz zrecenzować.
Ostatni raz w komputerowego tenisa grałem jakieś 8 lat temu. Miałem wtedy Commodore C64 i magnetofon, a gra nazywała się Great Court. Oczywiście skok jakościowy, jaki miał miejsce od tego czasu, jest po prostu nie do opisania. Great Court to była naprawdę świetna gra. Można było brać udział w różnych turniejach, itp. Stworzona została także specjalna lista graczy, będąca wzorem notowań ATP czy też WTA. Grafika była (jak na C64) naprawdę przebojowa, a gra nie nudziła nawet po kilkunastu godzinach w nią naparzania. Taka ciekawostka: ta gra naprawdę mogła pretendować do miana symulacji gry w tenisa!
Przykład Great Court, gry starej, lecz zasłużonej, podaję tu dlatego, że jest ona (mimo swojego zacnego wieku) lepsza od tenisa spod znaku Ani Kurnikowej! Niestety, gra, z którą mamy tu do czynienia, należy do tzw. „drugiej kategorii”. Powodów jest wiele.
Pierwszy z nich, to (dla płci męskiej) praktyczny brak w samej grze Anny Kournikovej. Widzimy tylko jedno zdjęcie na wejściówce plus filmik spełniający rolę intra i tyle. Ani więcej nie ma i już.
Drugim błędem (a właściwie rozczarowaniem) jest to, że grafika nie została zdigitalizowana. Nie uświadczymy tu uroków oglądania w akcji najładniejszych tenisistek, bowiem postacie zostały wyrysowane ręcznie. Nie, żebym miał jakieś poważniejsze zastrzeżenia co do postaci, ale to chyba nie o to chodziło. Dodatkowo, brak jest w grze także prawdziwych nazwisk zawodniczek i zawodników (tak, są tu i panienki i faceci).
Kilka ciepłych słów skierować należy pod adresem ludzi odpowiedzialnych za animowanie postaci. Zrobili naprawdę kawał solidnej roboty. Sposób, w jaki nasi milusińscy się poruszają, jest po prostu piękny. Szczególnie momenty, w których próbują sięgnąć jakąś daleką piłkę.
Sama otoczka meczu jest taka sobie. Areny, na których przyjdzie nam machać rakietą, uganiając się za małą zielonkawą piłeczką, są zróżnicowane. Od tradycyjnych kortów ziemnych i trawiastych, aż po boiska, umiejscowione w tak niecodziennych miejscach, jak chociażby muzeum czy basen hotelowy. Wszystko jednak jest bardzo sterylne, brak tu polotu i świeżości.
I tu jedno zastrzeżenie: przy przesuwie kamery, mamy cokolwiek dziwne wrażenie, że pewne elementy tła przesuwają się razem z nią. Wygląda to tak, jak przesuw tła w mordobiciach na Pegasusa i innych starych konsolach.
Dźwięki są jak najbardziej poprawne. W tle przygrywa nam średnio dobrana muzyka. Niby nie denerwuje, ale też nie odpręża. Reszta dźwięków, na które składają się odgłosy uderzanej rakietą piłki i ryki trybun, są na odpowiednim poziomie. Szczególnie te pierwsze. Ma się wrażenie, że słucha się odgłosów meczu tenisowego.
Co do trybów gry, to wszystko prezentuje się standardowo. Mamy tu do wyboru możliwość rozegrania pojedynczego meczu lub turnieju. Naturalnie, będziemy mogli uczestniczyć także meczu debla lub mikstu. Istnieje także opcja gry w kilu graczy (2-4) oraz tryb treningu. Temu ostatniemu poświęcę jeszcze kilka zdań więcej.
Tryb treningu jest ciekawą propozycją dla początkujących komputerowych tenisistów. Możemy bowiem albo ponawalać w ścianę (a la squash), lub poćwiczyć serwisy i zagrania na normalnym korcie, co w znacznym stopniu zaprocentuje podczas prawdziwej rozgrywki. Praktyka jest całkiem przyjemna, gdyż mamy wpływ na to, gdzie stanie nasz trener, w który obszar pola będzie zagrywał, oraz gdzie uderzona przez nas piłka ma trafić po returnie. Trening przecież czyni mistrza, a gra do najłatwiejszych nie należy. Aby wygrać mecz trzeba się naprawdę zdrowo namęczyć. Słowo, łatwo nie jest, a regulacji stopnia trudności nie ma (przynajmniej ja nie stwierdziłem).
Wszystkie dobre strony i zalety gry, w niczym nie usprawiedliwiają tego, że nudzi się ona bardzo szybko. Ogólne wrażenia z gry w AKSCT są na poziomie średnim. Niby wszystko fajnie, a w sumie moje odczucia nie są najwspanialsze. Ciężko jest wyczuć, czego tej grze brakuje. Czy prawdziwych nazwisk, czy digitalizowanej grafiki.? A może jednego i drugiego. Końcową ocenę pozostawiam Wam. Wszystko jak zawsze zależy od Was, graczy. Powiem jedno. Zamiast kupować, pożyczcie ją sobie od kumpla. Zabawy jest bowiem tylko na kilkanaście godzin, więc kupować nowej raczej nie warto.

Anna Kournikova’s Smashcourt Tennis
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)
admin

View all contributions by admin

Similar articles