Alone In The Dark: The New Nightmare

Możliwość komentowania Alone In The Dark: The New Nightmare została wyłączona 1

„Edward Carnby stracił przyjaciela dzisiejszej nocy… Śledztwo – oto w czym Carnby jest dobry… To jego praca!”.
„Czy możesz ufać swojej pamięci? Być pewnym swojej przeszłości? Te pytania Aline Cedrac zadaje sobie od lat… bojąc się uzyskania odpowiedzi…”.
„Dwa przeznaczenia, jedno miejsce – Wyspa Cieni”. „Alone… in the Dark„.

Krótki trailer filmowy robi większe wrażenie i zapowiada bardziej fascynującą przygodę, niż to miało miejsce kiedykolwiek od czasu pierwszej części Resident Evil i jej czarno-białej reklamówki. Przygoda w istocie zapowiada się intrygująco. Już intro pozwala nam zorientować się co do mrocznego charakteru gry. Fabuła daje nam możliwość zapoznania się z losami nowego wcielenia Edwarda Carnby`ego – już nie jest tym samym wystraszonym gościem znanym z poprzednich części Alone`a. Można powiedzieć, iż przeszedł kilka znaczących modyfikacji i w chwili obecnej nie odbiega zbytnio od stereotypowego wizerunku nieustraszonego pogromcy sił ciemności. Długie, ciemne włosy, płaszcz i ściskana w dłoniach giwera mają budzić nieco więcej respektu w oczach napotkanych monstrów. Zwabiony na Wyspę Cieni chęcią zbadania okoliczności śmierci jego przyjaciela i bezpośredniego przełożonego – Charlesa Fiske`a, który w tymże właśnie miejscu próbował odnaleźć kilka cennych, indiańskich tabliczek, stanie się świadkiem wydarzeń, które na zawsze pozostaną w jego pamięci.
Gdy Edward zaproponował byłemu klientowi nieżyjącego Fiske`a przejęcie sprawy, ten przystał na warunki, zastrzegł jednak, iż razem z nim na tajemniczą wyspę poleci młoda pani profesor – Aline Cedrac, specjalizującą się w językach Indiańskich plemion. W ten sposób oto otrzymujemy drugą ścieżkę, którą przyjdzie nam pokonać na drodze do celu.
Granie Aline jest prostsze, jeśli chodzi o elementy zręcznościowe (widać to już od samego początku – do dyspozycji mamy jedynie latarkę), obfituje natomiast w moc elementów logicznych, zagadek wymagających chwili skupienia i pomyślunku. Edward zaś, okaże się z pewnością ulubieńcem wszystkich fanów strzelania. To taki sam podział, jaki mieliśmy w pierwszym RE. Słaba i sprytna Jill lub przypakowany, lecz nieco bardziej „powolny” jeśli chodzi o kwestie intelektualne – Chris. Choć nie zarzucam, broń Boże, czegoś podobnego Carnby`emu, różnice w grze obydwoma postaciami są jak najbardziej widoczne.
Po raz pierwszy podczas gry nie odczuwałem tak dużej atmosfery wyalienowania jak zazwyczaj – owszem, czasem było groźnie, ale dosyć często przychodziło mi do kogoś się odezwać. Miało na to wpływ zarówno umieszczenie w grze dużej ilości postaci, które spotykamy na każdym kroku, ale również znany już patent z krótkofalówką, przez którą można udzielić sobie nawzajem cennych wskazówek. Niestety, ta ostatnie nie była zbyt często w użyciu. Trochę to przeczy idei „Samotnego w ciemnościach”, ale nie zabraknie również momentów odosobnienia – spotkania z innymi są bowiem epizodyczne i mają na celu budowanie nastroju i pchanie akcji do przodu.
Sterowanie nie pozostawia wiele do życzenia – mamy tu do czynienia z patentem znanym doskonale ze wszystkich survival horrorów Capcomu. Przytrzymanie jednego z górnych klawiszy joypada to wycelowanie broni, mamy też przycisk akcji i inne standardowe funkcje. Nowością jest oddanie naszym bohaterom w dłonie latarek, co nie tylko wnosi znaczne zmiany do rozgrywki, ale i wygląda znakomicie pod względem estetycznym pomagając budować, i tak już niezły, klimat.
Wyspa, przedstawiona za pomocą setek prerenderowanych lokacji prezentuje się doskonale. Trochę gorzej na tym tle wypadają modele potworów i postaci (znów kłania się zbyt mała moc obliczeniowa konsoli), ale tytułowa, wszechobecna ciemność stara się maskować te drobne niedociągnięcia. A jeśli już jesteśmy przy mrocznych sceneriach, wypada wspomnieć o latarce. Pierwszy raz w grze widzę podobne rozwiązanie. Latarka może być cały czas włączona, nawet, gdy korzystamy z broni. Jeśli zgasimy ją, nie widać praktycznie nic (albo niewiele). Jednak, gdy skierujemy snop światła w kierunku którejś ze ścian, efekt jest naprawdę niesamowity. Wygląda to tak, jakbyśmy rzeczywiście własnoręcznie oświetlali ciemne pomieszczenia. Sprytna sztuczka polega tutaj na podmianie fragmentu lokacji, na który aktualnie pada światło. Dzięki temu została zachowana ich doskonała jakość dając nam prawie dowolne możliwości manipulowania zbawienną latarką. Brawa za doskonały pomysł! Wśród wyposażenia bojowego, na czoło wysuwa się… latarka! Bez niej ani rusz. Zamieszkujące Wyspę Cieni kreatury najlepiej czują się w ciemności, i dopóki świecimy im prosto w obleśne ślepia – czują się zagrożone. Wtedy pora użyć mocniejszych środków perswazji, takich jak zwykły kolt, shotgun, disk-launcher, działko plazmowe, laserowe czy photopulsor. Jak widać, duża część mocniejszych broni bazuje na potędze, jaką w walce z mrocznymi mieszkańcami wyspy daje nam światło. Również potworów jest sporo – od pełzających, kroczących po latające i te większe, zwane powszechnie bossami. Z pewnością będzie na co tracić cenną amunicję.
Dźwięk i muzyka towarzysząca naszym poczynaniom również jest bez zarzutu. W oddali słychać wycie, jęki, świst wiatru, łamanie gałezi, dziwne chlupanie, bulgotanie, charczenie i setki innych niepokojących dźwięków, wywołujących uczucie niepokoju budowane równie perfekcyjnie co w Silent Hill. To właśnie odróżnia AITD od RE – tam widać bebechy na wierzchu i to ma nas przerazić. Tutaj za to słychać coś, co potencjalnie może te bebechy właśnie wypruwać. A nagłe spotkanie z tym czymś, może zakończyć się nie tylko śmiercią Eda czy Aline, ale również palpitacją serca u mniej odpornych graczy. Ale przecież wszyscy lubimy się bać…
Gra zajmuje dwie płyty CD, wypełnione po brzegi niepowtarzalnym klimatem, który od czasu Silent Hill rozpłynął się niczym mgła. Jest również troszkę inaczej niż w horrorach Capcomu, ale tak, czy inaczej, ze wszech miar polecam tą grę. Co ma więc uczynić gracz, który wszystkie zombiaki z Residenta dawno puścił z dymem? Proponuję ściągnięcie trailera (4,3 MB) AITD i jak najszybsze udanie się do sklepu w celu zainwestowania w najnowszy produkt grupy Darkworks ze stajni Infogrames z gatunku survival horroru. Bo nawet pomijając fakt, iż mamy prawdopodobnie do czynienia z ostatnią dobrą grą tego typu na wysłużonego PSXa – zagrać naprawdę warto.

Alone In The Dark: The New Nightmare
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)
admin

View all contributions by admin

Similar articles