7 dni i 7 nocy.

Możliwość komentowania 7 dni i 7 nocy. została wyłączona 5

PRODUCENT: ???
WYDAWCA PL: ???

WYMAGANIA SPRZĘTOWE:
Minimalne: ???
Zalecane: ???

Autor: Joel

Gdy kolejny facet wyleciał za drzwi, Gruby wkurzył się. Zaczął bluzgać. Starałem się go uciszyć, ale nie udało mi się. Minęły już czasy, gdy dwoma, trzema słowami potrafiłem uspokoić tego słonia w ciąży. Zresztą i aktualna sytuacja była niełatwa… Właściwie to nie dziwię się Grubemu, że się denerwował. Hans to jego brat. Gruby był bardziej świadomy tego, co się może stać, gdy nawalimy. Coraz bardziej wściekły rzucał więc epitetami na lewo i prawo, raz po raz waląc ciężką pięścią w stół. A przecież to ja byłem naczelnym „Sexoszperacza” i na mojej głowie leżało wydanie numeru.
Mieliśmy już deadline, a wciąż brakowało opowiadania. Nasz stały tekściarz miał wypadek przy pracy i z zastopowaną pracą serca odwieziono go do szpitala. Od dwóch dni siedzieliśmy w kanciapie i szukaliśmy natchnienia. W naszych głowach była jednak pustka. Pomysł Grubego, by ściągnąć tu ludzi o niepodważalnej reputacji erotycznej i pozwolić im mówić do uchlanej śmierci też najwyrażniej nie zdawał egzaminu… Co tu począć, co tu począć????
Ktoś zapukał do drzwi. Gruby przestał walić w stół i huknął:
– Wlazł i zamknął drzwi.
Do sali zajrzała przestraszona twarz jakiegoś blondyna. Rozejrzała się, uśmiechnęła, i weszła do środka na dwóch patykowatych nogach.
– Romeo Casanova de Sade, dla przyjaciół Valentino, do usług.- rzekła z lekkim czeskim akcentem – To taki pseudonim – dodała niepewnie po chwili – Ja z ogłoszenia. Mam historię do opowiedzenia. Erotyczną!
– Następny idiota – sarkastycznie stwierdził Gruby. Bezczelnie zlustrował wzrokiem przybysza i palnął – A niech tam, wal.
– Dziękuję – odpowiedziała twarz – Mogę usiąść? Historia jest długa, choć obejmuje tylko 7 nocy.
– Siadaj – uśmiechnąłem się – i mów.
– To było lato zeszłego roku. Pracowałem wtedy jako prywatny detektyw w jednej z niewielkich czeskich agencji ochroniarsko-detektywistycznych. Pewnego dnia zadzwonił do mnie miejscowy bogacz. Powiedział, że wyjeżdża na tydzień i potrzebuje małpy dla swoich siedmiu córek. Bał się o nie. Zaoferował sporą sumkę i zapodał zaliczkę. Zgodziłem się.
– Cholernie erotyczne – powiedział Gruby – Już się podnieciłem.
– Wieczorem poszedłem do pubu. Spotkałem kumpla, lekko się wstawiliśmy. No i stało się. Honorowy, męski zakład. Miałem tydzień na zaliczenie wszystkich córek bogacza.
– I się zaczęło! No, kochani, jest akcja! – najwidoczniej takie wprowadzenie ucieszyło Grubego – Bogacz z dolarami i się zaczęło…
– Ci.. Nie przeszkadzaj mu. – skarciłem go i zamieniliśmy się w słuch. A Valentino mówił.

DZIEŃ 1
Siedziałem sobie w biurze i dumałem, jak do tego podejść. W końcu wstałem. Trzeba było działać, od siedzenia na stołku jeszcze żadnej panienki nie zarwałem. Wziąłem więc z biurka ołówek, a ze ściany przy oknie zabrałem Autovidol. Odszukałem w szafie skórzany pasek. Znalezioną paczkę prezerwatyw schowałem do kieszeni – grunt to bezpieczeństwo i higiena pracy. Moja podręczna szuflada była niestety zamknięta. Klucz znalazłem w czarnym wazonie, otworzyłem ją. W środku była ekierka, długopis (lepszy niż ołówek, nie?) i kartkę papieru. Wychodząc schwyciłem jeszcze bukiet kwiatów, dziewczyny to lubią. Pobiegłem do hotelu. Był to duży, różowy budynek, nieco podmyty przez ostatnie deszcze. Z recepcji zabrałem srebrny kluczyk. Gdy szedłem na górę, kontem oka zauważyłem paczkę petów w doniczce. A jak będzie paląca? W pokoju w prawym górnym rogu mieszkała pierwsza z córek bogacza – Jaśmina. Najpierw jednak wstąpiłem do kibla. W koszu znalazłem zapałki, schowałem do kieszeni, gdyż były względnie czyste. Po co mam bulić za nie w kiosku, jak tu mam za darmo? Zapukałem do Jaśminy, pogadaliśmy. I tak kilka razy, aż się wkurzyła, że nazwałem jej pokurcza szczurem. Trzasnęła drzwiami, ale ja znałem już jej słaby punkt. Pobiegłem do sklepu i kupiłem na kredyt Pediglee Pal i Pediglee Secam. Wróciłem do hotelu, zapukałem do Jaśminy, psa poczęstowałem specyfikami. Zdechł. Podniosłem go, zwinąłem też rybę z akwarium. Pobiegłem do biura i zabrałem stamtąd papugę. Dla dziewczyny oczywiście. Od razu gadka zaczęła się kleić, Jaśmina zresztą też…
NOC 1
Patrz szósty numer „Sexoszperacza” z ubiegłego roku.
DZIEŃ 2
Jaśmina na pożegnanie dała mi swe pończoszki i naszyjnik. Zwinąłem jej też sukienkę. Zdechłego psa zaniosłem do biura. Miałem nadzieje, że jeszcze odżyje – zrobiłem mu terapię wstrząsową, to jest wsadziłem mu ogon do gniazdka elektrycznego. Naładował się jak dzika świnia i zaczął przyciągać metalowe przedmioty! Wziąłem go pod pazuchę i polazłem na farmę mego dobrego kumpla Gapcia. Stała tam studnia. I wiadro. Wsadziłem do niego psa i spuściłem na dno, by się trochę rozładował w zimnej wodzie. Niezupełnie wyszło – wróciło do mnie trochę metalowych przedmiotów typu łyżka, naparstek, gwóżdż, rura czy świder. Zrezygnowany udałem się na basen – tam miała przebywać druga z córek bogacza, Trampolina. Przy okazji wygrzebałem z krzaków garnek. Do wody wrzuciłem rybę – zadziałało. Terapia szokowa. Dziewczyna była moja – tyle że wieczorem. Pokój pierwszy z lewej. Zaniosłem jej jeszcze puchar z szafy, by wiedziała, jaki ze mnie miszczu. Nie muszę mówić co było dalej… Ale powiem.
NOC 2
Patrz siódmy numer „Sexoszperacza” z ubiegłego roku.
DZIEŃ 3
Trampolina podarowała mi swój naszyjnik. Przyda się – pomyślałem i poszedłem do Gapcia. Wydoiłem mu krowę. Wiadra nie miałem, więc do pucharu – grunt to radzić sobie w ekstremalnych sytuacjach. Potem skierowałem się do cyrku. Znalazłem tam kupę siana, a w nim środek do rozmnażania węży. Dalej do Karminy do hotelu – mieszka tuż obok Jaśminy. Pogadaliśmy sobie trochę, wyznała, że kocha słodycze i marzy o torcie. Spoko – pomyślałem i przystąpiłem do działania. Z biura wziąłem nowego Playboya i podarowałem go portierowi w muzeum. Zgodził się wpuścić mnie do środka. Znalazłem miecz i kopię, zmieliłem sobie nieco mąki w młynku. Do tortu potrzebowałem jeszcze troszkę proszku – był na szczęście w sklepie. W biurze rozwaliłem drugą szufladę mieczem. Otworzyła się! Zawartość przyniosła mi jednak zawód. Szpagat i guzik. Nic niezbędnego. Wyciągnąłem znaleziony w krzakach garnek i wrzuciłem doń mąkę i proszek, zalałem mlekiem. Upiekłem. Posypałem środkiem na węże. Poszedłem do hotelu. Po drodze zajrzałem do dziury przed nim. Przydała mi się kopia. Znalazłem świecę i tak przygotowany chciałem iść do dziewczyny. Ale nie udało się… cóż, są inne sposoby. W rurze z gazem wywierciłem otwór, gaz zaczął syczeć. Gaz lżejszy od powietrza ma się rozumieć. Z prezerwatywy zrobił się balon, który uniósł mnie wysoko – wprost w objęcia Karminy.
NOC 3
Patrz ósmy numer „Sexoszperacza” z ubiegłego roku.
DZIEŃ 4
Dostałem majteczki i tradycyjnie już naszyjnik. Majtki były zbędne, dałem je Gapciowi, to fetyszysta. Chłopak tak się podniecił, że aż kurą mnie obdarował. Kolejna córka miała na imię Filomena, mieszkała w pokoju w lewym. Skierowałem się do kibla, w śmieciach znalazłem papierzysko. Pozwoliło mi ono dostać się na cmentarz. Grabarzowi dałem Autovidol do picia – wiecie jakie są tego skutki. Rozkopałem grób. Z Tośka nie zostało wiele – procesy gnilne postępują bardzo szybko. Na szczęście poszedł mi na rękę. Przywiązałem do niej szpagat i obsmarowałem klejem. Potem rzuciłem ją lwu w cyrku na pożarcie. Nie minęło parę sekund, a już ciągnąłem za ów sznurek. Na jego końcu tkwił banknot! Spłaciłem długi w sklepie, kupiłem sobie flaszkę, łyknąłem parę razy i huzia do Filomeny.
NOC 4
Patrz pierwszy numer „Hłystlera” z ubiegłego roku. Wykupili, dranie, „Sexoszperacza”. I jak tu nie mówić o wykupie polskiej myśli twórczej przez ohydne, zachodnie konsorcja, którymi rządzą Żydzi???
DZIEŃ 5
Filomena dała mi swą bluzkę, naszyjnik i pierścień. Kolejna laska na drodze – Hermina. Podobno gustowała w kobietach, ale co to dla mnie? Wpadłem do fryzjera, ale nie po to, by się obciąć, a by spotkać Bożenkę, lokalną dziołchę. Po paru „wpadach” udało mi się ją zgadać. Dzięki urodzie kilkudniowego bukietu kwiatów Bożenka wyznała, iż jest umówiona z Herminą. Zwolniłem ją z tego obowiązku. Polazłem do hotelowego WC, by przebrać się za panienkę. Suknia była, naszyjników od groma, ale biust? Z pomocą przyszedł mi sklepikarz oferując dwa arbuzy. Znów do WC, znów przebieranie, potem do pokoju nr 2 licząc od lewej. Do paska przyczepiłem sobie świecę i zaatakowałem Herminę. I po kłopocie…
NOC 5
Patrz drugi numer „Hłystlera” z ubiegłego roku.
DZIEŃ 6
Wzbogaciłem się o szal z wełny i naszyjnik z drogich kamieni. Polazłem do Eweliny. Potem do WC – kosz jak zwykle zawierał interesujące przedmioty. Tym razem była to wizytówka. Zadzwoniłem pod podany numer i podając się za Rumcajsa zleciłem hydraulikom robotę. Skierowałem się do muzeum. Odnalazłem jajo sikorki i napis ochlapałem wywabiaczem plam – zostało „sroka”. Wziąłem jajo. Znaleziony klucz francuski schowałem do kieszeni. Za hotelem znalazłem gniazdo. Położyłem w nim jajo i posadziłem na nim kurę. Co się wykluło? Sroka – w końcu tak było w muzeum napisane… Pokręciłem się po mieście i wróciłem do mojego ptaszka. W gnieżdzie znalazłem jakąś błyskotkę, jak się okazało broszkę Eweliny. Oddałem ją właścicielce. Zanurkowałem po raz kolejny w dole przed hotelem, przez otwór przecisnąłem się do miejsca, w którym miejski wodociąg Pipidówki był dziurawy. Załatałem go znalezioną w studni rurą. Dopchałem jeszcze szalikiem. Potem poprawiłem rury w szafce otwieranej srebrnym kluczykiem. Użyłem do tego klucza, ale nie srebrnego, a francuskiego. Odkręciłem kurek z boku szafki i pobiegłem do Eweliny. Było cudownie…
NOC 6
Patrz trzeci numer „Hłystlera” z ubiegłego roku.
DZIEŃ 7
Mam naszyjnik! Pora do Rozalii lecieć. Po krótkiej gadce okazało się, że brakuje jej diamentu. Jest w sejfie, w jaskini za miastem, i dlatego też nie zdobi piersi dziewczyny. Pobiegłem do sklepu i dałem Feliksowi pierścionek. Przerobił go na kopię siódmego naszyjnika. Przy ich pomocy otworzyłem sejf, a właściwie przy pomocy klucza z nich zrobionego. Z diamentem pobiegłem do dziewczyny.
NOC 7
Patrz czwarty numer „Hłystlera” z ubiegłego roku.
DZIEŃ 8
– I tak wygrałem zakład, a zarazem spędziłem siedem fascynujących nocy. – uśmiechnął się lekko Valentino – Nic dalej nie ma… Ile jesteście w stanie zapłacić za moją opowieść?
– Niedużo – powiedział Gruby zaczynając się targować – ze dwie setki będzie.
– Biorę – usłyszał – Pieniądze są mi bardzo potrzebne. W końcu jestem ojcem siódemki rozwydrzonych dzieciaków, nie?

7 dni i 7 nocy.
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)
admin

View all contributions by admin

Similar articles