102 Dalmatians: Puppies To The Rescue

Możliwość komentowania 102 Dalmatians: Puppies To The Rescue została wyłączona 0

     Gromadka wesołych dalmatyńczyków przypałętała się na konsolę Gameboy Color. Dzięki nim dość przeciętna platformówka zyskała rumieńce i dozgonną miłość wszystkich miłośników czworonożnych szczekaczy.

Z KINA NA MINI-EKRANIK

     Historia 102 dalmatyńczyków przeszła przez kina przy haukaniu zakochanych w produkcjach Disney’a dzieci, jednak furory nie zrobiła. Nawet udział tak cenionych i utalentowanych aktorów, jak Glenn Close czy Gerard Depardieu, nie pomógł temu filmowi zyskać sympatii krytyków. Zawinił oczywiście scenariusz; infantylny, wtórny i płytki jak kałuża… Nie inaczej jest z grą konsolową. 102 Dalmatians: Puppies To The Rescue z pewnością spodoba się najmłodszym, jednak ani zawodowych recenzentów, ani nieco starszych graczy nie zachwyci. Disney poszedł bowiem na łatwiznę i przygotował nic nie wnoszącego do gatunku ‚kasokosa’.
Jego fabuła nawiązuje do wydarzeń przedstawionych w filmie. Zła Cruella DeMon wyszła z więzienia, wyłapała wszystkie dalmatyńczyki i pozamykała je w klatkach. Główny bohater – do wyboru: Domino lub Oddball – zdołał wydostać się z niewoli. Planuje uwolnić przyjaciół i dokopać czarno-białej damulce. Cała zabawa polega zaś na skakaniu z platformy na platformę, unikaniu przeszkadzajek (można na nie naszczekać, wówczas na chwilę nieruchomieją), zbieraniu kluczy i uwalnianiu kropkowanych szczeniaków.
Siłę programu stanowi grafika. Co prawda nie obfituje ona w szczegóły, jednak dzięki temu jest przejrzysta i umożliwia dostrzeżenie wszystkich istotnych szczegółów. Gracz nie musi wysilać oczu, by dostrzec przeciwników, zaś jego psiak przepięknie się porusza. Podczas biegu merda ogonkiem, niekiedy macha uszkami, zaś siada zupełnie tak samo, jak zatęchły pudel pewnej pani z mojego osiedla. Wygląda przez to bardzo naturalnie. Nie ma w tym zresztą nic dziwnego, nad animacją zwierząt pracowali ponoć ludzie zatrudnieni przy realizacji efektów specjalnych do filmu! Bardzo interesująco prezentują się też poszczególne poziomy. Co prawda nie są one oryginalne i kto był w kinie, z pewnością domyśli się ich charakteru, jednak z pewnością nie można narzekać na ich monotonię. Rozlatująca się fabryka z obdrapanymi ścianami, mieszkanie Cruelli czy poziom ‚lodowy’ powodują, że człowiek nie ma zamiaru oderwać się od monitorka i aż się poci, byle tylko jeszcze tego samego wieczora zobaczyć kolejną lokację i kolejną rampę z ruchomą korbką u spodu. Na plus należy też zaliczyć sympatyczne intro i miejscami skoczną melodyjkę.
Miłym akcentem 102 Dalmatians: Puppies To The Rescue są kody do poszczególnych etapów, pozwalające zacząć zabawę od miejsca, w którym się ją skończyło. Znacznie gorzej prezentują się natomiast mini-gry, mające zapewne uatrakcyjniać i przedłużać zabawę. Są nudne, nudne, nudne – chyba tylko najbardziej zaparte pięciolatki uznają je za godne uwagi. Rozczarowują też przeciwnicy, jakich bohaterskie psiaki spotykają na swojej drodze. Elektryczne pieski i ruchome zabawki to wszystko, na co stać było autorów gry.

Z EKRANIKA NA EKRAN PC

     Gra 102 Dalmatians: Puppies To The Rescue z całą pewnością nie przyniesie Disney’owi chwały. Co prawda miłośnicy psów (tudzież filmu) dadzą się jej porwać, to jednak przeciętni gracze nie znajdą w tej produkcji niczego nadzwyczajnego. Ładne poziomy, ładna animacja, ciekawe melodyjki i sympatyczni, kosmaci bohaterowie nie zastąpią innowacji – jedynego czynnika pozwalającego wyróżnić grę w zalewie podobnych jej produkcji. A platformówek na Gameboy Color wychodzi przecież jak mrówków…

102 Dalmatians: Puppies To The Rescue
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)
admin

View all contributions by admin

Similar articles