007: The World Is Not Enough

Możliwość komentowania 007: The World Is Not Enough została wyłączona 2

„Każdy mężczyzna miał kiedyś marzenie – aby być takim jak James Bond”. To zdanie, wyjęte ze starego, szkolnego wypracowania mojej młodszej siostry najlepiej oddaje wielkość tego zjawiska. Na ile pokrywa się ono z prawdą – na to pytanie każdy z nas musi sam sobie odpowiedzieć. Osobiście nie uważam zostania Bondem za swój życiowy priorytet, ale praktycznie każdy film z serii o agencie Jej Królewskiej Mości potrafił na dłuższą chwilę przykuć moją uwagę, a więc coś w tym musi być.
I znów dochodzimy do starego jak świat motywu – tam, gdzie jest popularność, tam są i pieniądze. Jeżeli film robi furorę, dlaczego tego nie wykorzystać wydając książki, komiksy, gadżety, koszulki, gry video…? Właśnie. Gry. W ośmiu na dziesięć przypadków gier wydanych na podstawie licencji filmowych wypociny ich twórców są, co najwyżej, mierne. O dziwo, gry z agentem 007 w roli głównej jakoś nie chcą się tej zasadzie podporządkować ochoczo szturmując listy przebojów. Co najlepsze, nie jest to wynikiem rozgłosu, czy darmowej reklamy robionej tym grom przez filmy, czy też samej sławy Jamesa Bonda. Po prostu są naprawdę niezłe. Z ważniejszych produkcji konsolowych można wymienić Goldeneye 007 na Nintendo 64 i następnie Tommorow Never Dies na PlayStation. Trzecia gra o przygodach 007 na podstawie trzeciego już Bonda z Piercem Brosnanem w roli głównej uderza jednocześnie na N64 i PSX. Jej tytuł, jak nietrudno się było domyślić (albo przeczytać na górze strony:)) brzmi tak samo jak tytuł ostatniego filmu, czyli w naszym rodzimym języku „Świat to za mało”.
Zacznę może od wymienienia różnic między wersją na N64 i PSX. Po pierwsze, oczywiste różnice w wyświetlaniu grafiki związane bezpośrednio z architekturą konsol. Bond na N64 ma rozmyte tekstury, po dołączeniu Expansion Packa (dodatkowy RAM w specjalnym cartridge`u) do konsoli zostaje wzbogacony o wysoką rozdzielczość, a z racji innego nośnika kolejne etapy gry ładują się bardzo szybko. Poza tym sterowanie joypadem Nintendo sprawdza się odrobinę lepiej właśnie w grach FPP (chyba zapomniałem wspomnieć, że do tego gatunku właśnie zalicza się ta gra). Poza tym posiada tryb multiplayer nawet dla czterech graczy na jednym ekranie. Tego wszystkiego wersja na PSX nie posiada. Znalazło się za to miejsce na CD na stertę świetnych filmików, które będziemy mieli okazję oglądać między poziomami, do tego większą motywację do grania stwarza fakt, iż po przejściu gry czeka na nas jedno z dwóch zakończeń – zależnie od zdeklarowanego wcześniej poziomu trudności.

Na tym chyba jednak różnice się kończą. Pozostałe elementy są identyczne, jeżeli chodzi o ilość poziomów, broni, czy engine’a, na jakim pracuje gra. Tutaj bez zmian. TWINE jest bardzo podobny do Goldeneye. Nie polega w całości na beztroskiej rozwałce otoczenia, lecz zawiera więcej wątków urozmaicających rozgrywkę (na przykład gra w Black Jacka, nie wszystkie bowiem etapy sprowadzają się do celnego strzelania) i zmusza momentami do użycia szarych komórek. Jeśli już przy komórkach jesteśmy, muszę wspomnieć o wspaniałym, jak zawsze, wyposażeniu bojowym naszego bohatera. Mamy więc paralizator w telefonie komórkowym, standardowy pistolet z tłumikiem, granaty zwykłe i gazowe, wyrzutnię granatów, shotguna zwykłego i automatycznego, karabinek snajperski, parę pistoletów maszynowych, kamizelki kuloodporne, urządzenie do zakłócania wykrywaczy metalu w piórze do pisania, noktowizor czy przenośny skaner odcisków palców. Ponad dziesięć kolejnych etapów o rosnącym stopniu trudności zmusi nas jednak do dogłębnej analizy sposobów działania tych urządzeń.
Grafika w grze prezentuje się niezgorzej (szczególnie na N64). Wszystkie obiekty (wraz z postaciami) wykonane są dosyć starannie i pozwalają skupić się na grze, a nie na odgadywaniu, czy „Ta kupka polygonów to Denise Richards czy garbaty lokaj?”. Miłe również są szczegóły, takie jak dziury po kulach pozostające na ścianach. Filmy oglądane w miarę postępów w grze również cieszą oko, gdyż zostały żywcem przeniesione z kinowego ekranu. A więc kolejna okazja obejrzeć Agenta 007, kilka pięknych kobiet i niemiłych psychopatów pragnących opanować świat w przerwie miedzy obiadem a kolacją. To samo można powiedzieć o dźwięku, który jest bardzo… filmowy. Nie mam też większych zastrzeżeń do muzyki, przygrywającej w tle całkiem ciekawie. Ogólnie, oprawę audiowizualną należy zaliczyć grze na plus.
Najważniejszą wadą gry jest dla mnie jej liniowość. Po jej ukończeniu na poziomie trudności Agent, mało kto będzie miał ochotę na dokonanie tego na poziomie 007 i nawet perspektywa drugiego zakończenia i odblokowania cheatów wyda się z pewnością zbyt mało kusząca.  Jest to gra z cyklu „W sam raz na raz:)” i tylko nieliczni fani Bonda poświęcą jej więcej czasu. Na Nintendo sytuację ratuje odrobinę tryb multiplayer, dający kilku graczom okazję postrzelania do siebie. Na PSX jednak tego zabrakło. Wielkie N nie uraczyło nas za to przerywnikami FMV, co jest zdecydowanym minusem tej wersji. Mimo to polecam grę zarówno miłośnikom przygód Jamesa Bonda, jak i graczom lubiącym solidne shootery FPP z mocno rozbudowanym wątkiem przygodowym. A ta gra jest naprawdę niezłym przedstawicielem swojego gatunku. Na PlayStation – Bond nr 1. Na Ninterndo 64 – znakomita alternatywa dla Goldeneye 007 i Perfect Dark.

007: The World Is Not Enough
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)
admin

View all contributions by admin

Similar articles